Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 10 min czytania

ZABIŁEM MIDGARD

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wszedł na niską orbitę parkingową, pozostawiając za sobą dość wąską ścieżkę gorących neutrin, ślad wyjścia z nadprzestrzeni, jakiego dokonał kilka minut wcześniej. Miał wrażenie, że zna ten świat. Czy kiedyś już odwiedził tą część wszechświata? Zadziwiły go kolory powierzchni globu: błękit, turkus przechodzący na wysokości stu kilometrów w idealną czerń. Nie zawsze miał okazję widzieć coś tak pięknego.

Przypomniał sobie rozkaz, jaki miał do wykonania. Odepchnął emocje. Czuł złość sam na siebie, że po tylu latach treningu nadal kierowały nim uczucia. Schował je głęboko w zakamarkach rozbudowanej świadomości. Zamknął w najgłębszych lochach swojej psyche, wstydząc się bardzo, że jeszcze istnieją. Za chwilę od jego decyzji będzie zależało życie populacji kilku miliardów istnień.

Siedział w fotelu kapitana i spoglądał na wielki taktyczny ekran, na którym widniała niebieska powierzchnia planety. Ciało z taką ilością oceanów przypominało tylko jedno: wodny świat bez stałego lądu, jeden z wielu, jakie odwiedził w trakcie swojego życia.

Po chwili za horyzontu wyłoniła się pierwsza wyspa, skalisty, nagi czerep, przypominający jego głowę, suchy szaniec wraz z innymi podobnymi plamkami tworzącymi rozciągnięty archipelag, a nad nim sunące pierzaste, białe chmury. Właśnie tam posadzi statek, aby upewnić się, czy zadanie, jakie mu powierzono wykona dobrze i sumiennie, ale dopiero po wszystkim, kiedy z wnętrza stalowego potwora wypluje całe tuziny strzał, a generatory energii i plazmy wystrzelą śmiercionośne promienie, zamieniając wszystko, co żyje w radioaktywny popiół.

Przycisnął zielony guzik na konsoli kontrolnej. Ktoś inny w pomieszczeniu za ścianą aktywował wszystkie systemy uzbrojenia. Na monitorze tym razem wyrósł wielki kontynent, a na nim dziesiątki miast zbudowanych rękoma inteligentnych istot: ulice i budynki skąpane w promieniach gwiazdy typu G2V. Jeszcze przez sekundę wahał się z decyzją. Czy już teraz? A może poczekać i rozpocząć eksterminację, przechodząc na wyższą orbitę?

Nie. To jedno krótkie stwierdzenie wyrażało wszystko.

Rozkazy, jakie otrzymał, mówiły jasno: uderzyć z niskiej wysokości, używając wszystkich środków odstraszania, zniszczyć centra dowodzenia, najważniejsze ośrodki miejskie. A później, po ponownym wejściu na stacjonarną wypalić przy pomocy taktycznych ładunków jądrowych pozostałe przy życiu ogniska cywilizacji.

Decyzja zapadła.

Nanoboty oplatające jego korę mózgową przekazały polecenie do kwantowego centrum decyzyjnego. Komputery pokładowe ZABÓJCY ŚWIATÓW otworzyły przegrody, wrota wyrzutni rakietowych i żaluzje osłaniające reflektory laserów. Poczuł nagłe i gwałtowne szarpnięcie. Podłoga mostka kapitańskiego zafalowała. Na ekranie taktycznym setki pocisków balistycznych pędziło w kierunku planety, zaznaczając swoją trajektorię białymi smugami spalanego wodoru i tlenu. Strugi gorącej plazmy torowały sobie drogę przez coraz to gęstsze warstwy atmosfery, a wiązki fotonów już wypalały całe kwartały dzielnic mieszkalnych.

Jego dusza słyszała błagania starców, piski kobiet i płacz dzieci. Na nic zdały się zawodzenia umierających. Daleki od emocji trwał w fotelu dowódcy, z zimną krwią przyglądając się atomowym grzybom, wyrastającym jednocześnie na trzech kontynentach półkuli północnej. Czuł zadowolenie z tego, kim jest - oficerem, kapitanem największej bojowej jednostki i zarazem najmłodszym dowódcą. Dowodził, rozkazywał i decydował. Pierwszy na tym statku po stwórcy, jak mawiano.

Z wielką finezją i łatwością potrafił kierować swoimi uczuciami jak pionkami na planszy. Nie znał strachu ani współczucia. Tego nauczono go dawno temu: nienawiści właśnie do innych, obcych, do tych, którzy lata temu wygnali jego przodków z podobnego świata, jaki miał przed sobą. - Jeszcze tylko kilka minut - rzekł sam do siebie. - Ja Widar zabiłem kolejny Midgard.

Podrapał się po tylnej części łysej czaszki, tam gdzie w latach szczenięcych wszczepiono mu implant: dodatkową pamięć opartą na syntetycznym białku.

Czekał.

Powierzchnia jeszcze niedawno spokojnej, błękitnej planety wrzała i gotowała się od wybuchów ładunków jądrowych. Komputer odpowiedzialny za analizę sytuacji taktycznej podał raport:

"Zniszczonych osiemdziesiąt procent budynków, dwa miliardy zabitych i tyle samo rannych, sześćdziesiąt procent powierzchni skażona promieniowaniem radioaktywnym".

Kiwnął z zadowoleniem głową. Zadanie wykonane. Kolejny świat obrócony w perzynę. Szósty z kolei. Pozostały tylko dwie planety, na których obcy chełpili się swoją wyższością. Jeszcze tylko przejrzał zapis na bocznym dwudziestocalowym monitorze.

Aplikacja wyświetlała listę miast całkowicie zniszczonych: Nowy York, Los Angeles, Paryż, Londyn, Berlin, Pekin, Szanghaj, Tokio, Bagdad, Warszawa... Spis metropolii okazał się zbyt długi. Znał je na pamięć. Te nazwy zresztą już nic dla niego nie znaczyły. Wstał i rzucił krótką komendę w kierunku pierwszego. - Brage przejmujesz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
ZABIŁEM MIDGARD — czytnik · opowiadania