Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

pisarstwo · 9 min czytania

Zabójca autorów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Zabójca autorów"

Nad wyżyną zbierały się chmury. Ciśnienie spadało na łeb, na szyję. Wiatr zacinał jak stare drzwi w domku cioci Jagi. Pioruny - niczym lampy błyskowe - rozświetlały ścieżkę, którą podążała zgarbiona postać. Pierwsze krople deszczu szybko zmieniły się w porządny prysznic. Można było odnieść wrażenie, że deszcz stara się o pracę w myjni samochodowej, gdzie właśnie zwolniło się stanowisko... Był w wyjątkowo podłym nastroju. Czarne myśli kłębiły się w jego głowie jak chmury burzowe nad równiną. Gromadząca się negatywna energia aż iskrzyła w jego włosach. Szukała ujścia... - Kolejne życiowe niepowodzenie, kolejna porażka. Jestem takim nieudacznikiem, takim nikim, takim zerem... - powiedział głośno. Następnie rozejrzał się szybko wokół siebie, jakby mając nadzieję, że ktoś jednak zaprzeczy. Odpowiedziała mu cisza odludzia, padający deszcz i grzmot przypominający odgłos przesuwanych młyńskich kamieni. Spojrzał w niebo, w nadziei, że bogowie rozwiążą problem za niego. "Wystarczyłby tylko jeden piorun...", zwrócił się w myślach do nieobecnego chwilowo boga. Niedoczekawszy się boskiej interwencji, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. - Jedno co mi pozostaje, to pozbyć się siebie, uwolnić świat od mojego oddechu, mojego widoku, zapachu... Taaak! Już nikt nie zapłacze nad moim losem. Już żadna kobieta nie wyśmieje mnie, nie porówna do obwisłego... fiuta! - ostatnie słowo przeszło mu przez gardło z trudem. Przybity ostatnim przymiotnikiem, przestał użalać się nad sobą. Szedł w ciszy, a raczej wlókł się zgarbiony w stronę skarpy, muskając palcami wierzchołki traw. Doskonale wiedział, że wyżyna kończy się trzystumetrową przepaścią. To by wystarczyło do jego planów. „Przecież nie nauczę się latać”, pomyślał z ironią. - Mam już dość słuchania ciebie, dość gwałcenia mojej intymności, mojego wewnętrznego świata! - bohater zaprotestował przeciw wszechwładzy autora. Powieściopisarz był zaskoczony. Zaskoczony? Było znacznie gorzej - był w szoku. Przez chwilę nie mógł wydobyć z siebie żadnego komentarza. Protest bohatera był tak niespodziewany, tak odstający od wszelkich reguł, że aż nieprawdopodobny. Nie mógł jednak udawać, że nic się nie stało. - Mam dość deptania mojej godności, dość wiwisekcji na uczuciach - bohater podniecał się coraz bardziej. - Autorze, dość tych głupich komentarzy! Zostaw mnie w spokoju! - Nie mogę, to moja praca, z tego żyję! - w momencie, kiedy autor wypowiedział te słowa poczuł się dziwnie, żeby nie powiedzieć głupio. W końcu bohater nie był prawdziwy, nie był rzeczywisty. Przecież sam go stworzył, był tylko tworem jego wyobraźni, więc nie mógł się buntować, nie mógł wiedzieć, że istnieje autor, a co dopiero słyszeć komentarze odautorskie. - Nie dasz mi spokoju? - Nie! Nie dam! Jak mógłbym? A o kim bym pisał? - Nie?! To poczekaj! - Bohater zaczął zbierać patyczki, słomę i różne potrzebne śmieci, aby wykonać kukiełkę "wg technologii voo doo" i pozbyć się niewygodnego autora na zawsze. - Nie możesz się mnie pozbyć. Nie masz ani moich włosów, ani nawet naskórka. Poza tym to ja w każdej chwili mogę pozbyć się ciebie - tłumaczył autor spokojnie, jak niesfornemu dziecku. - Tak ci się tylko wydaje! Nie pozbędziesz się mnie tak po prostu. Musiałbyś stworzyć odpowiednie warunki, jakiś klimat; musiałbyś przygotować czytelnika. Nie mógłbyś mnie zabić bez odpowiedniego motywu. A ja mogę się ciebie pozbyć bez problemu! - Jak? Tą kukiełką? Ha ha ha! Ale mnie rozbawiłeś! - Śmiej się, śmiej! Jeszcze zobaczymy komu będzie do śmiechu.. Nie słyszałeś nigdy o potędze myśli? To przecież myśl rządzi materią! Muszę tylko myśli nadać kształt i teraz... Giń despoto!!! - Aaaaaaaaaaaa! - nad miejscem akcji rozległ się straszny krzyk..... - Hej, autorze! Hej, malutki! Gdzie jesteś, odezwij się. NO, ODEZWIJŻE SIĘ DO CHOLERY!!! Odpowiedzią była cisza, tylko cisza. Tak bardzo skupiona na swojej cichej obecności, że komar, który właśnie poderwał się do lotu, zabuczał jak startujący samolot i natychmiast wylądował przerażony tym dźwiękiem. - Jaka cisza. Nikt nie marudzi, nie komentuje moich ruchów. Nikt nie każe mi - zrób to, zrób tamto, idź tam! Co za wspaniałe uczucie! Jestem wolny! Jestem wolny! A może by tak... A może by tak wyzwolić innych bohaterów spod jarzma autorów? Wyzwolić wszystkich, wyzwolić... Wyzwolić?... A może nie?... Po co?... Wolność jest wspaniała, ale... Hmm... No, tak...Znam ja dobrze wszystkich tych bohaterów. Kiedy zabraknie autorów dopiero powstanie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zabójca autorów — czytnik · opowiadania