Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

zabójcze zło.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nadszedł dzień, w którym musiał spojrzeć na to co robi z dystansem. Dzień w którym przekonał się jak bardzo upokorzył osobę, którą kocha ponad życie. Zaczął powoli rozumieć jak łatwo doprowadził do trwałego rozpadu pożycia, co w dzisiejszych czasach byłoby dobrym argumentem do rozwodu. Jednak nie byli po ślubie, co tylko ułatwiło jej odejście. Nie musiała się zastanawiać. Nie bała się o los dzieci, o dom, o wspólny majątek, bo po prostu tego nie było. Nie była zastraszona jak wiele mężatek zdradzonych, czy oszukanych. Nie słyszała, że ktoś odbierze jej dzieci, czy zniszczy życie. Nie czuła strachu przed przemocą jaką doznaje wiele kobiet. Nie bała się gwałtu, krzyków i kłamstw. Nic z tego nigdy nie zaznała z jego strony. Dlaczego więc chciała odejść? Dla jego dobra. Tak mówiła leżąc w szpitalu. Tak mówiła też wychodząc z niego. Czekała ją długa rehabilitacja, jednak za rok, czy dwa miała wrócić do normalności. Nie chciała jednak by był z nią z poczucia winy. Wypadek, który spowodował przykrył wszystko co do tej pory dostrzegała. Nie widziała jego pełnej miłości, ani czułości. W jego oczach według niej tliła się tylko litość. Nic ponad to. Za to on czuł jak ją traci, rwał włosy z głowy, byle tylko mieć ją przy sobie. Nie pomagało tłumaczenie. Kochał ją. Nie czuł litości, była dla niego wszystkim, całym światem. Nie potrafił przekonać jej o czystości swych intencji i szczerości uczuć. Mimo wypadku nie zmieniło się nic w jego mentalności. Martwił się o swą ukochaną jednak nie wynikało to z litości lecz właśnie z miłości. Jak miał ją przekonać? Jak miał zatrzymać przy sobie miłość swego życia?

** Gracja ze łzami w oczach opuszczała pokój szpitalny. Bała się rzeczywistości. Po wypadku wszystko miało ulec zmianie. Prawdopodobnie straci pracę. Maksymilian zapewne długo z nią nie zostanie, zresztą zobowiązała się od niego odejść. Nie wiele mogła sama zrobić poruszając się o kulach i wciąż słabnąc. Nie chciała nikogo prosić o pomoc. Planowała wrócić do mieszkania taksówką. Chciała zabrać swe rzeczy i odejść od Maksa. Prawdopodobnie chciała wyjechać do rodziców to wydawało jej się najlepszym rozwiązaniem. Na wsi odpoczęłaby od zgiełku i hałasu panującego w mieście. Może to pomogło by jej szybciej wrócić do zdrowia. Może zaczęła by wszystko od nowa w swym starym rodzinnym domu, który był dla niej od zawsze schronieniem i azylem. Jej plany jednak zaczęły drastycznie zmieniać się po wyjściu ze szpitala. Stojąc niedaleko przystanku i oczekując przyjazdu taksówki ujrzała Maksymiliana. Machał do niej z auta. Zatrzymał się tuż przy niej i pomógł z walizką. Nie chciała z nim wracać jednak nie chciała się też sprzeciwiać. Dała się mu porwać. Milczała całą drogę. Jednak on opowiadał jej, jak bardzo tęsknił i jak bardzo cieszy się, że już wszystko wraca do normy. Wyznał jej kolejny raz miłość. Obiecał dbać o nią ile sił. Pragnął, by została. Gracja nie chciała burzyć mu myśli. Jeszcze nie teraz. Pozwoliła mu wprowadzić się do domu. Dopuściła nawet do tego by położył ją na kanapie i okrył kocem. Nie podobało jej się to jednak bowiem nie czuła potrzeby leżeć i eksponować swego cierpienia. Milczała jednak uśmiechając się skromnie. Leżała na czarnej kanapie okrytej czerwonym kocem. Kanapa była rozkładana i to właśnie na niej pili pierwszego drinka razem, tutaj obejrzeli pierwszy wspólny film i tutaj też pierwszy raz uprawiali seks. Gracja była pewna, że tutaj właśnie spędza ostatnie chwile w tym domu. Nie zwróciła uwagi na to, kiedy zasnęła. Obudziła się koło 8. Przetarła oczy i zapominając o swym tymczasowym kalectwie nastąpiła stopą na podłogę. Wydobyła z siebie zduszony krzyk. Starała się opanować ból i uciszyć byle tylko nie obudzić Maksa. Jednak on wcale nie spał, słysząc głos Gracji zerwał się z kuchni i podbiegł wołając: -spokojnie myszko, już jestem. Zaraz podam ci śniadanie a o 12 masz pierwsze spotkanie z rehabilitantem. Niestety nie będzie mnie, bo muszę być za moment w warsztacie. Dasz sobie radę kochanie? -Słuchaj, jestem bardzo wdzięczna, że tyle dla mnie robisz, jednak uważam, że to nie jest odpowiedni czas, na czułości. Chciałam po południu pojechać do Stęszewka. Do rodziny, zostać tam jakiś czas. O 15 mam autobus. Więc myślę, że…- nie zdążyła dokończyć, bowiem mężczyzna przerwał jej z zatroskaną miną: -Masz rację myszko, wyciszysz się a i świeże powietrze dobrze Ci zrobi, jednak pomysł z autobusem jest kiepski. O 15 będę i zawiozę Cię do rodziców. –po tych słowach pocałował ją lekko i ruszył w stronę wyjścia. Odwrócił się napięcie przy drzwiach i powiedział jej, że bardzo się cieszy, że wróciła. Po tych słowach zniknął z jej pola widzenia. Ona sama nie chciała wdawać się w zbędne dyskusję. Może to i lepiej, że ją zawiezie. Ma w końcu wracać do zdrowia, a nie męczyć się i katować. Przystała na jego propozycję. Brakło jej nawet sił na to, by kłócić się o to. Kiedyś pewnie uparcie stawiała by na swoim mimo wszystko, ale dziś czuła, że musi odpuścić. Musi zrezygnować ze swej ambicji, a upartość schować do kieszeni. Nie miała w końcu nic, co zapewniałoby jej przewagę. Nie zauważała, że posiada najsilniejszą z możliwych broni, mianowicie miłość Maksa, nie sądziła, że będzie on w stanie kiedykolwiek tak o nią zabiegać, tak mocno walczyć. Nie było łatwo przezwyciężyć siebie, zwalczać swoją osobowość. Gracja wiedziała jednak, że bez ustępstwa nie poradzi sobie z codziennością i rzeczywistością, której tak bardzo bała się wychodząc ze szpitala. Spokojnie czekała więc do godziny 15, by wsiąść do szarego sportowego auta i odjechać wraz z Maksem, swą pierwszą, wielką i jedyną miłością. Dopiero teraz patrząc w jego błękitne oczy i spoglądając na jego dziarską postawę zwątpiła czy dobrze robi. Przecież go kochała, nie mogła oszukiwać i siebie i jego, że nic już między nimi nie ma. Przebywając długą drogę do rodzinnego miasteczka zgromadziła w swej głowie setki myśli, przywołała tysiące wspomnień, a motywem przewodnim był właśnie on. Wyliczała wspólnie spędzone chwile, przypominała sobie każdy dzień spędzony z nim, każdą noc, wszystkie wysiłki jakie wkładali w to, by ten związek się udał, by ich miłość miała ręce i nogi. Zaczęła robić sobie wyrzuty, że odchodzi. Jednak on nic nie wiedział o ich zbliżającym się rozstaniu. Błogo się uśmiechał i spontanicznie opowiadał dowcipy, czy wymyślone na poczekaniu historie. Jechał spokojniej niż kiedykolwiek, dawał jej

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%