Inne · 7 min czytania
Zaczarowana polana rozdział II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział II Szybko wskoczyłam w krzaki. Jakim prawem ten ktoś czyta moje zapiski?! -Zostaw to!!!-krzyknęłam i w tej samej chwili człowiek z kamienia zerwał się i rozejrzał wokół. Zobaczył mnie, a ja spanikowałam i zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam czemu tak biegnę, ale co dziwiło mnie jeszcze bardziej chłopak z kamienia ruszył w ślad za mną. Zdążyłam tylko zobaczyć, że jest to ciemnowłosy chłopak cały ubrany na czarno. Pobiegłam z powrotem do drogi. Miałam przewagę ponieważ zaskoczyłam tego kogoś kto mnie gonił więc był trochę zdezorientowany. W biegu od czasu do czasu odwracałam głowę żeby zobaczyć czy mnie nie dogania. Bawiło mnie to uciekanie! Jak strzała wypadłam z lasu i odwiązałam Biankę. Wskoczyłam na siodło i pogalopowałam co koń wyskoczy przed siebie. W szalonym pędzie zerknęłam przez ramię; chłopak stał w miejscu gdzie jeszcze parę sekund temu była przywiązana Bianka. Patrzył w ślad za mną z rękami skrzyżowanymi na piersi. Nie dostrzegłam jego miny. Sama uśmiechnęłam się rozluźniona i wybuchnęłam głośnym śmiechem. Śmiałam się tak głośno, że mój głos niósł się jeszce jakiś czas po okolicy. Pojechałam nad rzekę i rozłorzyłam się na trawie. Jak ten ktoś mógł czytać coś, co nie należało do niego, a na dodatek było ukryte?! Co prawda nie wysiliłam się zbytnio w doborze kryjówki, ale zeszyt był niewidoczny. Nidgy nie przypuszczałam, że ktoś znajdzie ,,moją" polankę. Przez chwilę byłam zła, ale już mi przeszło. Nigdy nie dałam nikomu czytać moich fantazji ponieważ bałam się, że będą się ze mnie śmiać a tego bym chyba nie zniosła. No, ale jeśli spojrzeć na to z innej strony to nawet jakby ten nieznajomy śmiałby się z tego to przecież ja go nie znam ani on nie zna mnie. I dlatego byłoby mi wszystko jedno co on o tym myśli. Myślałam o tym jeszcze chwilę po czym znów dosiadłam Biankę i ruszyłam kłusem do domu. Przed tym jednak musiałam oddać konia panu Nowackiemu. Zostałam u niego jakiś czas, najpierw zajęłam się zwierzętami, a następnie pomagałam mu przy jego roślinach. Gdy skończyliśmy pracę w ogrodzie zaproponował mi herbatkę owocową. Odmówiłam uprzejmie mówiąc o mojej przedłużającej się już nieobecnooci w domu i stuprocentowym niepokoju rodziców. Pożegnałam się i poszłam do domu. Mama nauczyła się już, że gdy pyta mnie gdzie byłam i tak nie odpowiem jej tak jakby sobie tego życzyła, więc przestała pytać wogóle. Tylko tata jeszcze czasami mruczał, że rodzice powinni wiedzieć gdzie przez cały dzień podziewa się ich jedyna córka. Ja takie pomruki kwituję tajemniczym uśmiechem co ojca wyraźnie irytuje. Lubię go draźnić, nie wiem czemu, może żeby zwrócić na siebie więcej uwagi? Już się prawie ściemniało poszłam więc do mojego pokoju. Położyłam się na łóżku i wpatrywałam w sufit. Często gdy mi się nudzi czytam romanse, ale dziś nie miałam ochoty, wolałam rozmyślać. Leżałam tak zaledwie parę minut, a już wpadłam na wspaniały pomysł. Wzięłam z biurka pierwszy lepszy czysty zeszyt, oraz długopis i zbiegłam z powrotem na dół. -Zaraz wrócę-krzyknęłam do rodziców i pognałam do lasku na polanę. Gdy już tam dotarłam tak jak się spodziewałam tego chłopaka już tam nie było. Zajrzałam pod kamień, ale nie znalazłam mojego