Inne · 11 min czytania
Zaczarowana polana rozdział III
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział III Czy ta cała historia z Tajemniczym Nieznajomym mogła być początkiem wspaniałej przygody? No cóż, zależy jak na to patrzeć. No bo jeśli popatrzeć krytycznie można by powiedzieć, że ani on mnie nie zna, ani ja jego też nie, więc dlaczego miałoby coś znaczyć tych kilka dziecinnych wiadomości? No ale, jeśli spojrzy się na to z boku to przy odrobinie szczęścia mogłoby coś z tego być, no nie? A cała sprawa ma się tak: ja ciągle czekam na kolejny liścik, a jemu się chyba za bardzo nie spieszy bo jest już prawie siódma wieczorem, a jak byłam na polanie godzinę temu to nie zastałam w zeszycie zadnej odpowiedzi. Postanowiłam, że pójdę tam dzisiaj jeszcze jeden jedyny raz. No i poszłam. Znalazłam zeszyt, a w nim nową wiadomość:
No cóż, chyba jednak wolę tę pierwszą wersję choć ta druga była bardzo ciekawa. Jeśli chodzi o białego rumaka to to się raczej nie zgadza bo to ty masz białego konia, mój jest czarny. No i jeszcze ojciec tyran! Chyba wątpie żeby był aż taki straszny. Co do Karaibów też mam zastrzerzenia. Już wolę Egipt. No a jeśli chodzi o przystojnego księcia z bajki to raczej nie trafiłaś. Co do twojego zeszytu to zatrzymam go jeszcze jakiś czas. Dzisiaj zauważyłem, że jesteś bardzo niecierpliwa. Byłem tu przez cały dzień i obserwowałem cię. Ale wróćmy do kwesti księcia i księżniczki. Może należy przyjrzeć się temu bliżej? Obejrzyj się za siebie!
Kiedy czytałam ostatnie zdanie oczy rozszerzyły mi się do wielkości dużej śliwki. Niewiele się zastanawiając rzuciłam zeszyt na ziemię i ruszyłam jak najszybciej przed siebie. Nie miałam pojęcia gdzie biegnę, wiedziałam tylko, że nie jestem jeszcze gotowa na bezpośrednie spotkanie z Tajemniczym Nieznajomym. Słyszałam jego kroki i od czasu do czasu okrzyki ,,stój!", ,,zatrzymaj się!" lub ,,poczekaj!", ale nie zwracałam na nie uwagi tylko przyspieszałam jeszcze bardziej, ponieważ uznałam, że jego głos rozlega się ze zbyt małej odległości. Nagle zdałam sobie sprawę, że biegnę w stronę rzeki. Przez chwilę zastanawiałam się gorączkowo czy warto przepłynąć całą rzekę żeby uciec przed kimś kogo nawet nie znam, choć może właśnie dlatego warto? Przecież ja go nie znam. A jeśli to naprawdę jest jakiś morderca lub gwałciciel? Tak naprawdę to wcale w to nie wierzyłam, ale co począć z rozhuśtaną fantazją? Zdecydowałam wskoczyć do wody; w końcu do drugiego brzegu nie było tak daleko. Woda była bardzo przyjemna. Zaczynając płynąć odwróciłam głowę żeby zobaczyć co zrobi biegnący za mną chłopak. Zauważyłam, że się zatrzymał patrząc niepewnie na wodę, ale nie stał długo bo po krótkiej chwili wskoczył za mną. Zaczęłam się niepokoić, biegałam szybko bo kiedyś byłam w drużynie lekkoatletycznej, ale z pływaniem było gorzej. Dotarłam właśnie do lądu i jeszcze raz spojrzałam przez ramię. Widać było wyraźnie, że jest już zmęczony, ale nie dawał za wygraną. Był dopiero w połowie rzeki więc przystanęłam żeby chwilę odpocząć. On to zauważył i też przestał płynąć. Przez chwilę patrzył mi w oczy; dopiero teraz zauważyłam ich kolor, a bardzo się zdziwiłam widząc, że są zupełnie czarne zupełnie jak jego włosy i ubiór. Zdałam sobie sprawę, że odkąd natknęliśmy się na siebie on zawsze był ubrany tylko na czarno, a ja tylko na biało. Wydało mi się to dość zabawne i nadal patrząc mu w oczy wybuchnęłam głośnym śmiechem. Chłopak spojrzał na mnie pytająco, ale ja tylko pokręciłam głową. Zrobiłam ruch zapowiadający odwót, ale nie zdążyłam nawet oderwać wzroku od jego twarzy, a on już krzyknął: -Nie odchodź! Poczekaj jeszcze chwilę! Przechyliłam głowę w zamyśleniu i zrobiłam poważną minę. -Dlaczego tak bardzo ci zależy na tym żeby mnie złapać?-zapytałam w końcu. -A dlaczego ty ciągle uciekasz?-odpowiedział mi pytaniem. -Zostanę chwilę jak mi powiesz jak się nazywasz-zaproponowałam. -Dobra, chociaż nie wiem do czego ci moje imie. Nazywam się Artur, a ty? -Sandra. Nie jesteś stąd, prawda? -Domyślna jesteś. Czy jeśli wyjdę z wody znów zaczniesz uciekać? -Raczej tak. Lepiej będzie jeśli zostaniesz tam gdzie jesteś. -Dziwna jesteś-powiedział i westchnął. -Dlaczego nie mogę stąd wyjść? Boisz się mnie czy co? Przecież ci nic nie zrobię! -Wcale sie ciebie nie boję-odpowiedziałam sama zastanawiając się dlaczego miałabym sie nie zgodzić. -Więc dlaczego? -Tak naprawdę to nie wiem. No dobra, choć. Zaczął płynąć w moją stronę. Gdy dotarł do brzegu niepewnie wyciągnęłam do niego rękę żeby mu pomóc. Wyciągnęłam go na brzeg. -Dzięki-powiedział. -No dobra. Dlaczego nie chcesz oddać mi mojego zeszytu? -Bo chcę dokończyć go czytać. -A kto wogóle pozwolił ci go czytać? To jest moja prywatność! -Przepraszam, ale jak zacząłem czytać to nie wiedziałem czyj jest zeszyt, a teraz chcę go po prostu dokończyć. -Masz mi go oddać! -Spokojnie, oddam. Nie zostało mi dużo do doczytania. Bardzo ciekawie piszesz. Od jak dawna zapisywałaś w tym zeszycie? -Od jakiegoś roku. -Myślę, że w ciągu roku napisałabyś dużo więcej. -Nie piszę na okrągło; tylko jak tu przyjeżdżam. -Nie mieszkasz tutaj? -Nie, ale jak tylko mam trochę wolnego czasu to tu przyjeżdżam. -Masz nieprawdopodobną fantazję. Ile ty masz właściwie lat? -Szesnaście, a ty? -Osiemnaście. -Wiesz, że jesteś pierwszą i jedyną osobą, która czytała moje, że tak powiem ,,powieści"? -Naprawdę? Nie powinnaś tego chować. To jest na serio świetne i świat powinien się dowiedzieć jaki masz talent. -Jesteś pierwszą i ostatnią osobą, która kiedykolwiek będzie wiedziała o tych zapiskach! -Powtórzę to co już powiedziałem, jesteś dziwna! Dlaczego nie…