Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 27 min czytania

Zaczarowany kuferek - część III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-= 5 =- Zjadacze Nici

-Przekleństwo! Niech dorwę tego, kto wymyślił tych Przewodników! -Nie marudź Lio, tylko myśl! - powiedział drugi, kobiecy głos. - To nie może być takie trudne... Aslynn zmarszczyła brwi próbując otworzyć oczy. Czy te głosy to resztki jakiegoś dziwacznego, przerażająco realnego snu? Przecież jeszcze nie pora na śniadanie... Coś pod lewą łopatką nieznośnie ją kłuło, łupało ją w głowie, i jeszcze ta mokra, szorstka rzecz drapiąca po policzku... Niezgrabnie spróbowała dłonią odsunąć to coś od siebie i przewrócić się na bok. Natknęła się na futrzane, ciepłe ciałko. Figiel? FIGIEL w jej pościeli?! Dziewczynie w końcu udało się odemknąć powieki. Z otaczającej jej zmysły ciemności powoli zaczęły wyłaniać się przedziwne kształty. Zielonkawa, miękka powierzchnia zwisająca długim pnączem z gałęzi i łaskocząca ją w nos, malutka lampka, której drżący promień świecił prosto w oczy, żebrowanie na ciemniejącym niebie... Nie, nie niebie, chyba, że niebo może przybrać barwę tak intensywnej zieleni. Mruczący tuż przy jej uchu Figiel w końcu przestał lizać ją po policzku i cicho pomiaukując, trącił Aslynn zimnym, mokrym noskiem, przynaglając do szybszej reakcji. Obraz zawirował jej przed oczyma, gdy gwałtownie podniosła się z ziemi do pozycji siedzącej, i jęknęła, szybko chwytając się za głowę. Tępy ból nie pozwalał jej dostatecznie zebrać myśli, w końcu jednak, gdy zobaczyła przed sobą kolumnady drzew połączone żebrowaniami, zaczęły jej się przypominać ostatnie wydarzenia. Ze zgrozą stwierdziła, że nie są one jedynie koszmarnym wytworem jej bujnej wyobraźni i uczestniczy w nich w bardzo realny sposób. Kuferkowo, spotkanie z Talie i Strażniczkami, próba powrotu na strych i nagły atak... Właściwie co spadło jej na plecy? Aslynn wyczuła pod palcami guz, którego wcześniej nie miała na skroni i domyśliła się, że ktoś mocno zdzielił ją w głowę. Szybko rozejrzała się dookoła, próbując zlokalizować, skąd dochodzą słyszane przez nią głosy, i cicho zaklęła, gdy zobaczyła postacie siedzące kilka kroków od niej na korzeniach drzewa. Ta, będąca kobietą - wnioskując po głosie - była zwrócona tyłem do dziewczyny i właśnie strofowała swojego towarzysza, żywo gestykulując i nie przebierając w słowach. Siedzący naprzeciwko młody mężczyzna nagle zerwał się z miejsca i rzuciwszy to, co trzymał w dłoniach, pod nogi drugiej postaci, warknął: -Dosyć! Skoro taka jesteś mądra, to sama zrób Przewodnika! Aslynn odruchowo chwyciła w ramiona kotka i skuliła się. Jej porywacze najwyraźniej byli Zjadaczami Nici - sądząc po wypłowiałych barwach ubrań i ciał - i wcale nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych. Może jeszcze rozmawiali ze sobą w cywilizowany sposób, lecz Aslynn nie wątpiła, że za chwilę zaczną po prostu warczeć. Nagle przypomniało jej się o niciach i wpadła w panikę, gdy zdała sobie sprawę, że bezcenne skrawki musiały wypaść jej z dłoni podczas niespodziewanego ataku. Te nici były dla niej bardzo ważne, a jeżeli je zgubiła... I co, do licha, stało się z Rablinką? Czy te stwory zrobiły jej jakąś krzywdę? Przez głowę przemknęła jej myśl o próbie ucieczki, póki Zjadacze Nici zajęci są kłótnią i najwyraźniej nie zwracają na nią uwagi, lecz Aslynn musiała przyznać, że miała na to raczej marne szanse. Ile kroków zdążyłaby zrobić, zanim jej prześladowcy dopadliby ją? -O, księżniczka nareszcie się obudziła - stwierdził nagle mężczyzna, odwracając wzrok od swojej towarzyszki. - Niech ona zrobi Przewodnika, w końcu jest jedną z nich, to powinna umieć, no nie? Siedząca na konarze kobieta popatrzyła na Aslynn i bez słowa skinęła głową. Jej postać nie była jeszcze tak wyblakła jak jej towarzysza i panna Foreignet pomyślała, że kiedyś musiała być blondynką o niebieskich oczach. Teraz w jej przygaszonym, sinawym spojrzeniu widać było tylko rezygnację i przytłaczające zmęczenie. Kiedy kobieta schyliła się, żeby pozbierać to, co mężczyzna rzucił jej pod nogi, Aslynn ze zdumieniem stwierdziła, że są to skrawki nici. Jej nici! Zjadacze Nici mieli jej własność i najwyraźniej zamierzali użyć jej do... czegoś innego, niż Aslynn sądziła. Dziewczynie przypomniało się, co przytrafiło się stworowi, który porwał worek Talie, kiedy Figiel skoczył mu na plecy. W nagłym odruchu rzuciła kota prosto w twarz wyblakłego mężczyzny i zerwała się z miejsca w próbie ucieczki. Czyjaś mocna dłoń natychmiast schwyciła ją za szyję i przyszpiliła do drzewa. -Tylko bez numerów, dobrze? - syknęła kobieta tuż przy jej uchu. - Wiem, do czego zmierzasz, ale na nas to nie działa... Przynajmniej JESZCZE nie działa. Panna Foreignet jęknęła, gdy długie palce zacisnęły się mocniej na jej włosach, odwracając jej twarz. -Pomożesz nam, to nie stanie ci się krzywda z naszej strony - odparła wyblakła kobieta. Jej głos był zupełnie wyprany z emocji, gdy przyglądała się jak jej towarzysz uchyla się przed kocimi pazurkami i próbuje zrzucić intruza. - A teraz zdejmij kota z Lionela, zanim ten futrzak pokiereszuje go bardziej, niż jest to wymagane. Rozumiemy się? -Jak najbardziej - Aslynn szybko przytaknęła i gdy Zjadaczka Nici puściła jej włosy, szybko chwyciła miauczącego Figielka, odrywając jego pazurki od i tak już podartej kamizelki mężczyzny. Kot syknął złowrogo, tonąc w objęciach dziewczyny. Mężczyzna nazwany Lionelem odwzajemnił się równie złowrogim pomrukiem i poprawił kamizelkę, uważnie lustrując nowe dziury w odzieniu. -Cholera jasna! - wyrwało mu się. - Wyrwał ostatnie guziki! -Wypleciesz nam Przewodnika? - zapytała kobieta, odwracając się od przeklinającego towarzysza. -Chwila! Moment! To wszystko to jedno wielkie nieporozumienie! - Aslynn mocniej przycisnęła do siebie Figielka. - Wcale nie zamierzałam włazić do Kuferkowa, czy jak wy nazywacie to miejsce! A już na pewno nic wam nie wyplotę, bo nie potrafię! -Chyba żartujesz! - sarknął mężczyzna i dziewczyna miała wrażenie, że za chwilę zacznie się śmiać. - Masz nici i nie potrafisz pleść? -Nie, nie potrafię. -To jak w takim razie dostałaś się do Kuferkowa? - zapytała kobieta. -Wypadek przy pracy - westchnęła Aslynn. - Moja babcia jest hafciarką. -I na pewno nie masz przy sobie Przewodnika? - upewniał się Zjadacz Nici, świdrując ją swymi szarawymi oczyma. Aslynn zadrżała ze strachu pod tym złowrogim spojrzeniem i pokręciła głową. -O co, do licha, chodzi z tym Przewodnikiem? - nie wytrzymała. Zjadacze Nici popatrzyli po sobie z dezorientacją. Lionel wzruszył ramionami. -Ty jej powiedz, Rachel. Najwyraźniej musimy uświadomić tą małą, w co się wpakowała - rzucił. -Przewodnik to taki niciowy klucz - zaczęła wyjaśniać kobieta - który otwiera bramę dzielącą to miejsce od rzeczywistości. Tylko za jego pomocą można się stąd wydostać. Wiem, że jest wyplatany z prawdziwych nici... nie tych stąd. Te należą do kuferkowej rzeczywistości i można się nimi posługiwać tylko tutaj. A ty masz prawdziwe nici. Więc pytam jeszcze raz, czy potrafisz wypleść Przewodnika? -A ja powtórzę, że nie mam zielonego pojęcia o pleceniu i nie wyplotę wam żadnego klucza. A nawet gdybym potrafiła, też bym tego nie zrobiła! Po co Zjadaczom Nici Przewodnik? -No to super - westchnął w końcu mężczyzna, opierając się o drzewo. -Tak się akurat składa, że my kiedyś też wyglądaliśmy tak jak ty. Też przekroczyliśmy Bramę Kuferkowa bez Przewodnika... i to był nasz błąd. Zostaliśmy skazani na to miejsce, które powoli przeobraża nas na swoje podobieństwo. Zamienia nasze ciała w nici. I jeżeli nie potrafisz wypleść klucza, ciebie również czeka ten los. Staniesz się podobna do nas, staniesz się Zjadaczem Nici! -Rozumiem, że mówicie poważnie? - wyjąkała Aslynn, którą przeszły dreszcze na samą myśl, że mogłaby stać się czymś takim jak stojąca przed nią dwójka wyblakłych postaci. Niezbyt interesująca perspektywa. -Śmiertelnie poważnie - przytaknęła kobieta. - I możesz mi wierzyć, że niczego bardziej nie pragnę, jak wydostać się z tego koszmaru, zanim to miejsce całkiem nie odbierze mi pamięci i nie zamieni w to, co Kuferkowicze nazywają Zjadaczem Nici. Aslynn gorączkowo zaczęła się zastanawiać, jak wybrnąć z problemu. Wcale nie miała ochoty zostać tu na zawsze. Co powiedziałaby babcia, gdyby nie wróciła? Albo rodzice? Nie, za wszelką cenę musi wydostać się z tego przeklętego miejsce. I na pewno już nigdy nie ruszy żadnej babcinej rzeczy. Ile by teraz dała, by znaleźć się w swoim małym pokoiku z laptopem w dłoni, i pograć w ulubioną grę... Nawet kosztem kilku pał w dzienniku, za które później czekałby ją ze strony mamy tygodniowy szlaban na wszystkie elektroniczne zabawki. W grach wszystko było takie proste. Wystarczyło kliknąć jeden klawisz... A jak nie potrafiło się rozwiązać problemu, pozostawały jeszcze poupychane w internet poradniki. Tutaj Aslynn nie mogła liczyć na takie dobrodziejstwa. Była zdana tylko na siebie. Nagle przyszła jej do głowy pewna myśl. -Mogę poprosić kogoś z Kuferkowa, żeby... pokazał mi, jak zrobić Przewodnika - powiedziała, niepewnie spoglądając na kobietę. - Musisz mi tylko dać nici, żebym mogła go wypleść, skoro tylko te mogą być użyte. Lionel popatrzył na towarzyszkę z krzywym uśmiechem. -Nici zostaną u mnie - powiedziała kobieta. - Nie mam zamiaru dać się wymanewrować. Jeżeli dam ci te nici, to sama wypleciesz Przewodnika i szybko o nas zapomnisz. Nic z tego. Nie zmarnuję takiej okazji, bo następna może się już nie trafić. Pójdziesz do tych swoich koleżanek, które zajmują się haftowaniem, dowiesz się, jak zrobić Przewodnika i wrócisz do nas. -Równie dobrze ty i twój kumpel możecie odwinąć mi taki numer - odparowała Aslynn. - Sama możesz zdobyć takie informacje, a wtedy to ja zostanę na lodzie. Albo pójdziemy razem, albo... niech się dzieje, co chce - dokończyła ze złością. Wyblakłe postacie popatrzyły po sobie. W końcu mężczyzna przytaknął. -Wydostaniemy się stąd razem - powiedziała Rachel. - Pójdziemy z tobą - dodała, oplatając czerwonawe skrawki, niczym bransoletkę, wokół nadgarstka. - Ja zachowam nici, a ty dowiesz się jak wypleść ten przeklęty klucz. I pamiętaj, jeżeli spróbujesz nas w jakiś sposób wykiwać, możesz być pewna, że kiedyś cię dopadniemy. Aslynn pokiwała głową. Zresztą na co innego mogła liczyć? -Powinniśmy już ruszać. Im szybciej zdobędziemy potrzebne nam informacje, tym szybciej wydostaniemy się z tego przeklętego miejsca, a jak sądzę, czas odgrywa teraz kluczową rolę - uśmiechnęła się kwaśno. W myślach już układała kolejne punkty programu i rozglądając po otoczeniu, zastanawiała się, jak dojść do Cienistego Dworu. Ze słów Strażniczek wynikało, że znajduje się on niedaleko, a jeżeli dopisze im szczęście, trafią tam na którąś z nich, lub jakąś inną hafciarkę, która zdoła im pomóc. Co do Ostoi, czy innych miejsc, w których mogli przebywać Kuferkowicze, dla Aslynn były to jedynie abstrakcyjne, niewiele mówiące nazwy. Zresztą wątpiła, czy jej nieoczekiwani towarzysze zgodzą się pójść w takie miejsce. Jeżeli byli traktowani jak Zjadacze Nici, na pewno nie zostaną przez Kuferkowiczów dopuszczeni tak daleko, a dziewczyna nie miała zamiaru choćby na chwilę spuszczać z oczu osoby, która miała jej nici. -Byłoby miło, gdybyś się nam jeszcze przedstawiła - z zamyślenia wyrwał ją głos mężczyzny. - Lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia. -Aslynn Foreignet - mruknęła w odpowiedzi. -Miło nam. Jestem Lionel Wright, a ona nazywa się Rachel Thorsten - dokonał krótkiej prezentacji. -Lio i Rachelka - Aslynn popatrzyła na Zjadaczy Nici i westchnęła. - Świetnie. No to w drogę.

-= 6 =- Cienisty Dwór

Ruszamy. Łatwiej było powiedzieć, niż zrobić. Aslynn nie miała zielonego pojęcia, w którym kierunku powinna ruszyć, by dojść do Cienistego Dworu. Niciowy las wszędzie wyglądał tak samo. Równe rzędy kolumnowych drzew ciągnęły się w nieskończoność, przetykane girlandami plecionych liści i smugami drżącego światła płynącego z lampek porozmieszczanych między konarami. Nieopodal z tkaninowych traw wznosiły się kolejne kamieniste płaszczyzny i Aslynn byłaby skłonna powiedzieć, że ciemna przestrzeń w ich głębi do złudzenia przypomina wejście do jaskini. Dziewczyna szukała ścieżki - jednego pewnego dla niej punktu odniesienia w tym niezrozumiałym świecie - i z przestrachem stwierdziła, że nie ma jej w zasięgu wzroku. -Muszę dostać się do drogi - spojrzała na dwójkę wyblakłych postaci. Lionel wzruszył ramionami i niedbałym gestem wskazał kierunek. -Tamtędy, chociaż zupełnie nie rozumiem, po co. Ta droga to istna serpentyna i tylko nadłożymy drogi, gdziekolwiek masz zamiar iść - odburknął. - Szybciej byłoby na przełaj, lasem, a później przez pola. Jeżeli się nie mylę, ta ich Ostoja... -Przypominam, że to moja pierwsza wycieczka do Kuferkowa - syknęła Aslynn - i nie znam wszystkich szczegółów terenu. I jeżeli dalej mam wam pomagać, to zaprowadźcie mnie do ścieżki. Wyblakły mężczyzna już miał zjadliwie zripostować słowa dziewczyny, lecz Rachelka uspokajająco położyła mu dłoń na ramieniu i pokręciła głową, milcząco upominając. -Mała ma rację - powiedziała. - A jak dopisze nam szczęście, to na drodze szybciej kogoś trafimy. Od nich. -No dobrze - Lionel rzucił wzrokiem na Aslynn, a później na jej kota siedzącego z podwiniętym ogonem tuż przy nodze…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zaczarowany kuferek - część III — czytnik · opowiadania