hobby · 52 min czytania
Zaczarowany Kuferek - Część V
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-= 8 =- Decyzja Lionela
-Muszę niezwłocznie ruszyć do Ostoi i poinformować o wszystkim Kuferkową Panią. Ann urwie mi głowę... - Jagha zamilkła i ciężko westchnęła biorąc na ręce miauczącą Micię. Pręgowana kotka chyba instynktownie wyczuła, że jej pani ma kłopoty, i trącając ją wilgotnym noskiem, próbowała dodać otuchy na swój, koci, sposób. - Zawiodłam! Niech licho porwie te żarłoczne stworzenia! - syknęła hafciarka. Aslynn jeszcze nigdy nie widziała w niczyich oczach takiego strachu i jednocześnie determinacji pchającej do nawet najbardziej nieprzemyślanych czynów. To niebezpieczny stan, w którym człowiek może popełnić różne głupstwa, a potem długo ich żałować. Gdyby grała w swojego ulubionego RPGa, uznałaby, że właśnie ma przed sobą klasycznego berserkera na moment przed wpadnięciem w niszczycielski, bitewny szał. Na szczęście Jagodzianka nie miała w dłoniach żadnych kłutych czy tnących przedmiotów, a jedyną rzeczą - którą mogłaby komukolwiek zrobić w tym momencie krzywdę - była "wymyślona" filiżanka na herbatę. -Oni nie mogą być daleko. Może da się jeszcze jakoś odzyskać tę Księgę - Aslynn zauważyła cicho, kładąc dłoń na ramieniu Jagody. Kobieta tylko się roześmiała. -Chcesz stawić czoła całej bandzie Zjadaczy Nici? Sama? -Jest nas czworo plus dwa koty... - nieśmiało zauważyła dziewczyna. -Nie masz pojęcia, o czym mówisz - przerwała jej hafciarka. - W chwili ataku w Cienistym Dworze było ponad trzydzieści dziewczyn, nie licząc pupili Strażniczek, i co? Ta ilość nie ustrzegła nas przed zniszczeniem tego miejsca, bo Zjadaczy było trzy razy tyle! Teraz coraz lepiej widzę, że to ja i moja księga byłyśmy celem ataku - Jagha przez chwilę w milczeniu głaskała jedwabiste futerko pręgowanej kotki. Czoło kobiety przecięła chmurna bruzda niczym graniczny mur. - Byli wyjątkowo zorganizowani i dobrze poinformowani - stwierdziła w końcu, zawieszając wzrok na Lionelu, który z irytującym uśmiechem siedział naprzeciwko niej ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. - Rzadko opuszczam Ostoję, przeważnie by przeprowadzić inspekcję, które elementy z mojego okręgu wymagają naprawy, gdzie wysłać dziewczyny, by poprawiły hafty. Nie zostaję długo w jednym miejscu, tak jak inne hafciarki. Zjadacze Nici musieli wiedzieć, gdzie akurat będę, by przygotować atak. Problem w tym, że nigdy nie spotkałam się z tym, by był on przeprowadzony na taką skalę... Owszem zdarzali się kamikadze gotowi szturmować którąś z naszych siedzib w pojedynkę, lecz nawet liczniejsze grupy nie przekraczały pięciu, sześciu Zjadaczy Nici na raz. Te stwory nie potrafią się przecież ze sobą dogadać, bo tylko jedno w głowach! Przynajmniej tak mi się do tej pory wydawało... A jeżeli udało zebrać im się w takiej liczbie... - Aslynn doskonale wiedziała do czego zmierza Jagha. Jeżeli teraz było ich tyle, to nie wykluczone, że w przyszłości dojdzie do podobnych incydentów, a równie zmasowany atak może zniszczyć nawet Ostoję. - Pozostaje jeszcze pytanie - kontynuowała swoją myśl Jagoda - do czego jest im potrzebna moja księga. Nigdy nie słyszałam o tym, by te stwory zajmowały się haftowaniem... Ba, tworzeniem czegokolwiek! Bo jeżeli chciały ją tylko zniszczyć, równie dobrze mogły to zrobić na miejscu. -Nie macie kopii Księgi Wzorów? - zapytał nagle Lionel. Jagodę to pytanie zupełnie zbiło z tropu i przez długą chwilę przypatrywała się ze zdziwieniem wyblakłemu mężczyźnie. Aslynn musiała przyznać, że było ono dosyć zasadne. Jeżeli istniało ryzyko utraty tak ważnych danych - ich kopiowanie było jak najbardziej na miejscu. Głupotą wręcz byłoby zbagatelizowanie takiej możliwości! To tak jakby się grało w RPGa i zapomniało zapisać grę przed ostatnią, decydującą walką, w której ostatecznie główny bohater ponosi klęskę. -Nie posiadamy kopii - powiedziała w końcu Jagodzianka - ale nie zgromadziliśmy wszystkich wzorów i potrzebnych danych w jednym tomie. W Kuferkowie istnieje pięć takich Ksiąg - każda obejmuje poszczególny okręg. To co leży za Przygraniczem... nie podlega już naszym kompetencjom. To dzika strefa, do której nawet nie mamy wejścia, rządząca się własnymi prawami. Przypuszczam, że kiedyś Kuferkowo było o wiele obszerniejsze, niestety informacje o tych miejscach zostały bezpowrotnie utracone. -Ksiąg pewnie też było więcej - zauważył ironicznie Lionel. - Czy to oznacza, że twój okręg po utracie Księgi Wzorów również po jakimś czasie może stać się taką "dziką strefą", jak się wyraziłaś? -Wolałabym, żeby do tego nie doszło - Jagodzianka szybko wstała, a pręgowana Micia, dotąd siedząca na jej kolanach i przymilnie wyginająca grzbiet, z cichym miauknięciem stanęła przy jej nodze, meldując gotowość do działania. - A to oznacza, że nie mam czasu na puste gadanie i rozważania, co by było gdyby. Muszę jak najszybciej poinformować Kuferkową Panią o nieszczęściu i spróbować odzyskać Księgę. -Idziemy z tobą - Aslynn również podniosła się z siedziska, gotowa do drogi. -Wybacz, Lynnko, ale to nie wchodzi w grę. Towarzystwo tej dwójki byłoby w mojej obecnej sytuacji wielce niewskazane. Mam już wystarczająco dużo kłopotów, by jeszcze zarzucono mi współpracę ze Zjadaczami Nici - sprzeciwiła się Jagoda. -Przecież znasz nasze motywy... -Księżniczka pewnie w razie potrzeby może coś ściemnić, przykładowo: czemu z nas takie bladziuchy - wtrącił Lionel i spojrzał na Aslynn, a później na swoją wyblakłą towarzyszkę, jakby szukając u niej akceptacji. - Jeżeli jest więcej tych Ksiąg, to może inni pomogą nam wypleść Przewodnika. -Nawet nie zbliżycie się do Ostoi, nie mówiąc już o spotkaniu z hafciarkami, które mają Księgi Wzorów. To niewykonalne. Żadna ze Strażniczek nie przepuści was wystarczająco daleko, nie mówiąc już, że nawet nie będzie słuchać waszych wyjaśnień i rozpędzi na cztery wiatry! -Wystarczy, że wskażesz nam drogę do Ostoi, a resztą zajmiemy się już sami - odparł Lionel, kładąc swą upiornie wyblakłą dłoń na ramieniu Jagodzianki i wywołując tym samym gniewne syczenie pręgowanej kotki. - Nikt nie każe ci się pokazywać w naszym towarzystwie. A do tej pory świetnie sobie radziliśmy, jeżeli chodzi o zawieranie znajomości z hafciarską władzą, prawda Rachel? Wyblakła kobieta spuściła wzrok. -I tak będziemy się za tobą wlekli, więc co za różnica - wzruszyła ramionami Rachelka. - Czy tego chcesz, czy nie. To nasza jedyna szansa... Nie zrozumiesz tego, bo nie jesteś... nigdy nie staniesz się taka, jak my. Jagha długo spoglądała na stojące przed nią, jakże niecodzienne trio, i zastanawiała, co powinna zrobić. Obawa walczyła w niej ze współczuciem. Mimo wszystko chciała pomóc tym nieszczęsnym stworzeniom, gdyby tylko wiedziała, jak to zrobić, nie narażając jednocześnie własnej skóry. -Chyba nie mam zbyt wielkiego wyboru - westchnęła w końcu, kapitulując. - Zaprowadzę was do Ostoi i powiem Kuferkowej Pani o waszym problemie, ale jeżeli chcecie podróżować w moim towarzystwie, musicie podporządkować się do kilku zasad. Czasem jedno głupie słowo może wszystko zepsuć, a skoro już mam mieć was na karku, wolę mieć pewność, że nic niemądrego nie strzeli wam do łebków! - dodała, krzywo zerkając na Lionela. -Zgoda - Aslynn skinęła głową. - Nie mam nic przeciwko. Lionel i Rachelka również wyrazili zgodę.
Jagha nie zaszczyciła zgliszczy Cienistego Dworu ani jednym spojrzeniem. Nie minie wiele czasu, kiedy konstrukcja całkowicie zniszczeje, a bardzo możliwe, że na jej miejscu już nigdy nic nie powstanie. Jeżeli nie uda im się odzyskać Księgi Wzorów, ta część Kuferkowa zostanie bezpowrotnie utracona dla hafciarek. Jagodzianka skrzywiła się. Nie powinna tak myśleć, przecież nie wszystko jeszcze stracone. Ale jakie mieli szanse w starciu ze zorganizowaną grupą Zjadaczy Nici, której motywów nawet nie potrafili rozgryźć? Hafciarka poprowadziła towarzyszy traktem wzdłuż Cekinowej Rzeki wijącej się meandrami wśród wyszywanych zarośli i skupisk wielkich, omszałych "wapiennych" głazów wystających z zieleni podłoża niczym wielkie zębiska nieznanego potwora. Kilkakrotnie droga przecinała wodną strugę wymyślnie plecionymi mostkami i kładkami. W przybrzeżnej strefie, spomiędzy gęstwiny niskich krzewów, wznosiły się potężne drzewa - forpoczty rozciągającego się kilkanaście metrów dalej lasu - których konary i cienkie gałęzie splatały się niczym ogromne siatki nad głowami podróżnych, tworząc niesamowite, łukowate żebrowanie oświetlane drżącymi promieniami tysięcy małych lampek. Zanurzając się głębiej w leśną gęstwinę śladem kamiennego traktu, Aslynn zastanawiała się, czy w Kuferkowie istnieje coś innego, niż tylko drzewne formacje będące jednocześnie swoistym gąszczem kolumn podtrzymujących to, co w normalnych okolicznościach nazwałaby stropem. Dziwnie czuła się z tym określeniem, niemniej to, co ją zewsząd otaczało, tworzyło tylko iluzję przestrzeni - będąc jednocześnie rozległym i zamkniętym szczelnie obszarem. Wyszywane liście płynnie wtapiały się w zielone sklepienie zacierając granicę pomiędzy Kuferkowem, a tym co było poza nim. Tylko czasem Aslynn wydawało się, że pomiędzy tą zwartą gęstwiną dostrzega niewielki, błękitny prześwit, najpewniej będący kolejną hafciarską sztuczką. Strop rozciągający się nad Cienistym Dworem również miał w sobie niewiele z konsystencji nieba. Konary drzew praktycznie splatały się z wieżyczkami i dachem budowli, tworząc osobliwy twór. Dziewczyna zastanawiała się, czy uszkodzenie struktury Cienistego Dworu może jakoś wpłynąć na trwałość reszty otoczenia. W końcu nawet niewielkie rozdarcia w materiale i wyrwane zeń fragmenty spowodowały zniszczenie konstrukcji. Wiele pytań nadal pozostawało bez odpowiedzi, powodując w myślach Aslynn coraz większy chaos. Kiedy panna Foreignet po raz kolejny ześlizgnęła się po stromym, niciowym zboczu, obijając o wystające z ziemi skupiska kamieni - przy okazji przeklinając w duchu zbyt długie nogawki, które ciągle przydeptywała - ze zdziwieniem stwierdziła, że Jagodzianka prowadzi ich dnem wąwozu. Biegnąca przy Cekinowej Rzece ścieżka już dawno zniknęła w gąszczu wyplatanych traw i paproci bujnie pokrywających ten zakątek Kuferkowa. Wznoszące się po obu stronach potoku coraz wyżej niciowe ściany wyglądały na groźne i ostre, kiedy jednak Aslynn odważyła się sięgnąć ku nim dłonią, napotkała tylko miękkie, mulinowe sploty udanie naśladujące wapienne, nadgryzione zębem czasu skały. Pod nogami chrzęściły metalizowane nitki przypominające drobny żwir, pomiędzy którym wiły się delikatne mchy. Gdzieniegdzie z białawych skał zwisały wczepione w nie niewielkie krzaki i pnącza tworząc nad dnem wąwozu osobliwe baldachimy rozświetlane od wewnątrz niewielkimi lampkami, sprytnie ukrytymi wśród wyszywanych listków. Wysoko w górze łukowate konary prastarych drzew porastających wierzch wąwozu domykały przestrzeń. Idąca przodem Jagodzianka znacznie przyspieszyła tempa i trzymająca się tuż za nią Aslynn teraz prawie biegła, by dotrzymać jej kroku. Dziewczyna z zazdrością spoglądała na wyblakłych towarzyszy, którzy z zadziwiającą lekkością pokonywali wystające na ich drodze przeszkody i nie wykazywali żadnych oznak zmęczenia. Nawet rudy Figiel, dotąd solidarnie drepczący przy niej, wysforował się do przodu w ślad za pręgowaną Micią, i ciekawie przyglądał zaroślom. Dziewczyna już po krótkiej chwili oblała się potem i zasapała, coraz bardziej zostając z tyłu. Ból mięśni powrócił ze zdwojoną siłą przypominając o potrzebie odpoczynku, którą dotąd ignorowała. Aslynn spróbowała skupić myśli na innym torze, wyrzucając z ich nurtu wszelkie oznaki wyczerpania, jednak niewiele to dało. Jak długo już tak wędrowali? Godzinę? Dwie? A może cały dzień? Nie była w stanie tego określić. -Czy najkrótsza droga z Dworu do Ostoi nie prowadzi przez przeprawę nad Cekinowym Wodospadem? - Rachelka zagadnęła Jaghę, zrównując się z idącą na przedzie. - Z tego, co słyszałam, to prosty szlak. -Owszem - hafciarka przytaknęła - ale będziemy musieli nieco nadłożyć drogi, by za bardzo nie rzucać się w oczy moim znajomym. Wielu może się nie spodobać wasza obecność, a wolałabym uniknąć konfliktów tak długo, jak się da. Pójdziemy bliżej Przygranicza, bardziej okrężną drogą. Trochę to potrwa, ale... - urwała, gdy nagle tuż za jej plecami rozległ się przeciągły jęk i coś z głuchym odgłosem padło na ziemię. Mimo wcześniejszych obaw Aslynn, to nie ona stała się powodem przymusowego postoju, lecz Lionel - dotąd uparcie dotrzymujący kroku Jagodziance. Pilnująca tyłów dziewczyna zauważyła, że bez wyraźnej przyczyny wyblakły mężczyzna zaczął się potykać, aż w końcu nagle upadł na ziemię. Panna Foreignet ostatkiem sił dotarła do kobiet, które z troską w oczach pochylały się nad nie dającym oznak życia Lionelem. Rachel nerwowo potrząsnęła mężczyzną za ramiona. -Czy to normalne? - zapytała Jagodzianka. - Te omdlenia? -Nigdy wcześniej tak się nie działo... to znaczy, dopóki nie zaatakowała go twoja kotka - mina Rachel dobitnie świadczyła, że jest przerażona incydentem, chociaż bardzo stara się, by jej głos nie drżał, a tym samym nie zdradził tłumionych obaw. - On powoli staje się tym... stworem - dodała, nerwowo przełykając ślinę. - Przemiana zaczyna być coraz bardziej widoczna. Myślisz, że kiedy stanie się całkowicie Zjadaczem Nici... miałby jeszcze szansę na wydostanie się stąd? Jagha spojrzała na kobietę z zakłopotaniem i bezradnością malującą się na twarzy. Gdyby jeszcze znała odpowiedź na to pytanie... Aslynn bezceremonialnie rozsiadła się na haftowanych kamieniach i wyciągnęła przed siebie nogi. Nagła niedyspozycja Lionela stała się dla niej idealnym pretekstem do złapania oddechu. -Nie wiem, jak wy, ale ja już mam dość - wysapała panna Foreignet, z pewnymi oporami zdejmując tenisówki i masując obolałe stopy. - Jak sądzę, ta mała przerwa nie była wpisana w harmonogram, ale jak Lio dojdzie do siebie, koniecznie muszę mu pogratulować wyczucia czasu. Jeszcze kilka kroków i to ja zaryłabym nosem w glebę - Jagha zmarszczyła nos na takie określenie. Aslynn przygryzła wargę i po chwili zastanowienia dodała z niepewnym uśmiechem: - Cóż... chciałam powiedzieć... w imitację gleby. Rachel popatrzyła na towarzyszkę ze zdziwieniem. -Oby tylko Lionel szybko doszedł do siebie - mruknęła Jagha, wstając z klęczek - bo nie mamy czasu na dłuższe postoje. Rozejrzę się po okolicy - rzuciła w kierunku siedzącej na kamieniach i nakazując swej kotce pozostanie na miejscu, zaczęła wspinać się po wyszywanej ścianie. Kilka chwil później całkiem zniknęła z widoku Aslynn i Rachelce. Dziewczyna w milczeniu przyglądała się wyblakłej kobiecie bezradnie próbującej sprowadzić towarzysza do przytomności. W końcu Rachelka zaprzestała prób i oparła nieprzytomnego mężczyznę o kamień. -Długo się znacie? - zapytała Aslynn. -Jeżeli pytasz, czy to znajomość z realnego świata, to nie - wyblakła mruknęła w odpowiedzi. - Natknęłam się na niego w Kuferkowie. I jakoś tak od tego czasu wędrujemy razem, poszukując sposobu na wydostanie się stąd. Nigdy specjalnie nie lubiłam hafciarstwa, czy robótek ręcznych. W mojej rodzinie wiele osób się tym zajmuje, ale ja niekoniecznie. Nigdy nie potrafiłam się do tego przekonać... - Rachel objęła ramionami kolana, wygodniej sadowiąc się na kamieniu. - Lio zaimponował mi, kiedy przyznał się, że lubi dzierganie. Wyobrażasz sobie? Facet i babskie robótki? -Rzeczywiście, intrygujące - na twarzy Aslynn pojawił się ironiczny uśmiech. Zdała sobie sprawę, że sama patrzyłaby na takiego mężczyznę jak na wariata. Przynajmniej tam, w realnym świecie. Haftowanie nieodmiennie kojarzyło jej się z zajęciem starszych pań. - Ja nigdy nie wyszywałam. To hobby mojej babci... - urwała, widząc że Lionel nagle zacisnął dłonie w pięści. - Nasz śpiący królewicz chyba postanowił się w końcu obudzić. -Bardzo zabawne - stęknął wyblakły mężczyzna, próbując podnieść się z ziemi. Próba wyszła dosyć niezdarnie i nie obyło się bez pomocy Rachelki. - Nie cierpię, kiedy urywa mi się film... a chyba sporo przegapiłem - powiedział Lio zauważając brak Jagodzianki. - Gdzie polazła ta szalona baba? -Na zwiady, ty gderliwy wybielaczu! - dobiegło do ich uszu gdzieś z wyższych partii wąwozu. Chwilę później Jagodzianka z kocią zwinnością zeskoczyła ze skalnego występu tuż nad ich głowami i dołączyła do stojącej na dnie grupy. Micia od razu przymilnie otarła się o nogi swojej pani i zamruczała z zadowoleniem. Jagha z trudem łapała oddech. Było widać, że jest czymś bardzo zaniepokojona. - Musimy stąd szybko zmykać! -Co? - zdziwił się Lionel. - Panie się tu ledwie rozsiadły, a ty już nas poganiasz dalej? -Za chwilę będzie tutaj cała banda Zjadaczy Nici, a nie mam ochoty na spotkanie! No, ruszamy! - ponagliła hafciarka, chwytając oddech. - Widziałam niedaleko skalną półkę, musimy się tylko wspiąć. Z dołu nie powinni nas zobaczyć. -Co Zjadacze Nici mogą tutaj robić? - Lionel nie dawał za wygraną, chociaż Jagha właśnie po raz kolejny rozpoczęła wspinaczkę po skałach. -Pytaj twoich kumpli - rzuciła przez ramię, zaciskając dłoń na skalnym występie i podciągając się wyżej - i dobrze radzę, byś się pospieszył. Aslynn tylko jęknęła na myśl o mozolnej wspinaczce po wyszywanej ścianie, lecz widmo spotkania z bandą wyblakłych stworzeń od razu dodało jej zapału do jak najszybszego wspięcia się jak najwyżej. Miękka tkanina była niesamowicie śliska, co w porównaniu z prawdziwą skałą stanowiło prawdziwe wyzwanie dla niewyćwiczonych dłoni. Jagha wskazała im jednak drogę wśród mulinowych splotów, z których niektóre zostały specjalnie pogrubione i zdawały się być luźniejsze - w sam raz do wspinaczki. Po kilku pełnych strachu chwilach Aslynn jako ostatnia wdrapała się na niewielką półkę niemal przyklejoną do rozłożystego liściastego baldachimu i odsapnęła z ulgą. Tuż pod nimi, na wąskiej ścieżce pojawił się właśnie całkiem spory pochód wyblakłych postaci. Dziewczyna z mocno bijącym sercem przyglądała się temu ponuremu, pozbawionemu kolorów potokowi, który w całkowitej ciszy przemierzał wąwóz. Widok był tak niesamowity i nierealny, że w pewnym momencie uszczypnęła się w dłoń, sprawdzając, czy przypadkiem nie jest to element sennego koszmaru. Niedowierzanie malujące się na twarzy hafciarki powiedziało Aslynn, że Jagha rownież wcześniej nie zetknęła się z czymś takim. W Kuferkowie zaczynały zachodzić coraz większe zmiany, i kto wie - czy nie na gorsze. Lionel i Rachelka z równym skupieniem obserwowali szary pochód zdający się nie mieć końca i napawający ich takim samym przerażeniem, co Aslynn. Tuż przy uchu dziewczyny nic nie rozumiejący Figiel wymiauczał skargę i panna Foreignet odruchowo pogłaskała go po rudym grzbiecie, bojąc się, czy ciche kocie pomruki nie zostaną usłyszane przez Zjadaczy Nici. Wyblakły pochód wciąż i wciąż ciągnął dnem wąwozu. Wydawało się, że idących są całe tysiące. Lecz dokąd mogli iść? -A co to za nowe licho? - wymruczała w pewnym momencie Jagoda. -Gdzie? - zainteresował się Lionel. -To na ramieniu Zjadacza. Ten, co właśnie mija zakręt. Teraz i Aslynn dostrzegła jakiś barwny kształt prześlizgujący się w szarym tłumie i wytężyła wzrok, by lepiej przypatrzeć się owej rzeczy. Przedmiot był niewielki i przypominał jakieś małe zwierzę... Czyżby ptaka? Możliwe - stwierdziła dziewczyna, gdy ta barwna masa "siedząca" na ramieniu jednego ze Zjadaczy Nici nagle poruszyła kończynami, które do złudzenia przypominały skrzydła. Zupełnie jakby była żywa - przemknęło jej przez myśl. Aslynn stwierdziła, że owo odkrycie wywołało konsternację na twarzach jej towarzyszy. Czy owo barwne stworzenie zostało wykonane przez Zjadaczy? A jeżeli tak, to w jakim celu... I jak w ogóle było to możliwe? Długo po przejściu szarego pochodu grupka zwlekała z zejściem ze skalnej półki wypatrując ewentualnych maruderów na szlaku. -Coraz mniej mi się to wszystko podoba - stwierdziła Jagha, gdy w końcu stanęli na dnie wąwozu i ruszyli w ślad za Zjadaczami Nici. - Takie rzeczy wcześniej nie zdarzały się w Kuferkowie. Te stwory naprawdę zaczęły się dogadywać i to mnie zaczyna przerażać. -Jak myślicie, co to było to kolorowe na ramieniu Zjadacza? - Rachelka wbiła się w rozmyślania hafciarki ze swoim pytaniem. - Wyglądało jak jakieś zwierzę. -Mnie przypominało ptaka - stwierdziła Aslynn, pilnująca jak zwykle tyłów. Teraz prawie deptała reszcie po piętach wydłużając krok, by zanadto nie zostawać za nimi. - Lio twierdzi, że tu nie ma nic... żywego, a to się poruszało. Tak to przynajmniej wyglądało. Wyblakły mężczyzna łypnął na nią przez ramię i sarknął: -Bo to prawda. W tym niciowym świecie wszystko jest iluzją i bardzo możliwe, że to również kolejne złudzenie. Pamiętasz wyszywane robale? A jak sie dobrze przyjrzeć, to po drodze mijamy całe gromady haftowanych motyli, ciem i innych owadów. Te ruchy mogły być spowodowane czymkolwiek! -Zastanawiające, skąd wzięli nici, żeby... - zaczęła Jagha, lecz nagle umilkła. W jej oczach czaiło się pewne podejrzenie. -Myślę, że nie tylko ty i twoje hafciarki potraficie korzystać z Księgi Wzorów - odparł Lionel, złośliwie mrużąc oczy. - Zresztą, czemu nie? Od razu potępiliście Zjadaczy Nici, a może się okazać, że to całkiem kreatywne bestyjki. -Lionel - Rachel ostrzegawczo łypnęła na wyblakłego towarzysza, lecz Jagha najwyraźniej nie zamierzała pozostawiać bez komentarza wypowiedzi mężczyzny. -Zjadacze Nici sami są sobie winni. Gdyby rzeczywiście byli tacy twórczy, nie zastalibyśmy Kuferkowa w stanie kompletnego rozkładu. I to my, a nie ta szara, niemyśląca masa, przywróciliśmy temu miejscu jego dawny wygląd opierając się na zapisach z zachowanych Ksiąg Wzorów. Owszem, nie można mierzyć wszystkich jedną miarą, lecz do tej pory ze strony wyblakłych nie spotkało nas nic dobrego i teraz też nie sądzę, by coś się miało w tej kwestii zmienić. Lionel w milczeniu przetrawił uwagę hafciarki. Aslynn spostrzegła, że zacisnął dłonie w pięści tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. -Chyba nic tu po nas, Rachel - skwitował w końcu z naburmuszoną miną. - Właśnie zostaliśmy określeni jako szara, bezmózga masa, po której nie można spodziewać się niczego dobrego. -Oj, czepiasz się, Lio - kobieta pokręciła głową. - Jagha nie to miała na myśli. Zresztą nie jesteśmy jeszcze tak całkiem Zjadaczami... -Ale już wkrótce będziemy! - syknął mężczyzna przez zaciśnięte zęby. Wyraźnie zwolnił kroku, pozwalając by Aslynn wysforowała się do przodu. Dziewczyna zauważyła, że na czole wyblakłego perli się pot. Mężczyzna również wydawał się być bardziej blady niż zazwyczaj i panna Foreignet zaczęła się obawiać, czy znów nie dzieje się z nim coś niedobrego. Wyblakła kobieta zareagowała szybciej i dołączyła do towarzysza z pytaniem o samopoczucie. -Do jasnej cholery, przecież nic mi nie jest! - warknął w odpowiedzi Lionel. - Chyba jeszcze jestem w jednym kawałku i idę o własnych siłach! Aslynn nie słyszała, co mówi Rachel, gdyż gniewne pomruki mężczyzny zagłuszały jej słowa. -Myślę, że lepiej będzie zmienić obóz - powiedział w końcu Lionel. Uwaga była na tyle cicha, że Aslynn przypuszczała, iż była skierowana jedynie do uszu jego wyblakłej towarzyszki. Idąca na przedzie Jagodzianka zdawała się niczego nie słyszeć, zbyt zajęta szlakiem i tropami pozostawionym przez niedawno tędy przechodzącą armię Zjadaczy Nici. - Ona wcale nie zamierza nam pomóc. Pomyśl tylko, Zjadacze teraz mają jej Księgę. To wspaniała okazja. I nie musielibyśmy ich prosić o pomoc tak jak tych nadętych hafciarzy! -Chyba nie mówisz poważnie... - zaoponowała Rachel, lecz mężczyzna widocznie już się zdecydował. Aslynn kątem oka zauważyła, jak Lionel łapie towarzyszkę za nadgarstek i zdziera z niego czerwony, mulinowy splot. Szarpanina nie trwała długo, zwłaszcza, że reakcja mężczyzny zupełnie zaskoczyła Rachelkę. Aslynn krzyknęła zwracając uwagę Jagodzianki, lecz było już za późno. Z niesamowitą wprost szybkością wyblakły zaczął wspinać się po zboczu. Dziewczyna, niewiele się namyślając, rzuciła się w pogoń, jednak Lionel był od niej zręczniejszy i szybszy. -Oddawaj nici! Podły złodzieju! - wrzasnęła za wyblakłym, lecz mężczyzna nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem. Nagle poczuła, że świat wiruje jej przed oczyma a stopa trafiła w gładką ścianę i dziewczyna ześliznęła się. Upadek niemal wypchnął jej całe powietrze z płuc i przez długą chwilę nie była w stanie się poruszyć. -Lynn, wszystko w porządku? - zobaczyła tuż nad sobą nachylającą się Jaghę, która z zatroskaniem przyglądała się dziewczynie. -Niech to licho! - syknęła Aslynn. - Musimy odzyskać nici! Bez nich nigdy się stąd nie wydostaniemy! -Nie dogonimy już Lionela - Rachel przymknęła oczy. - Wybacz, to moja wina. Ale nigdy bym nie pomyślała, że zdecyduje się na coś takiego! W ponurej ciszy słychać było tylko żałosne miauczenie rudego Figla trącającego noskiem dłoń swej pani. -Idziemy. Nic tu po nas - zadecydowała Jagha. Aslynn poczuła jak po policzku spływa jej łza. Kropla bezsilnej złości. Czy była jeszcze jakaś szansa na wydostanie się z tego miejsca? Teraz, kiedy nie ma już nawet tych skrawków mulin, z których mogłaby wypleść Przewodnika. Mocniej przytuliła do siebie rudego kotka i pogłaskała miękkie futerko, które teraz wydało jej się wyjątkowo szorstkie i kłujące w dotyku. Ze zdziwieniem przyjrzała się swoim dłoniom, które jakby straciły dawny, żywy kolor, a skóra stała się bardziej szarawa. Aslynn poczuła, jak serce mocniej jej zabiło ze strachu. Czy i u niej właśnie rozpoczęła się przemiana? A jeżeli tak, to ile jeszcze czasu jej pozostało? -Chodź, Lynnko - ponagliła ją Rachelka. Wydawało się, że kobieta nic nie zauważyła, ale może ta utrata kolorów zaczęła się już wcześniej? Aslynn przełknęła nerwowo ślinę i pospieszyła za hafciarką w głąb wąwozu.
-= 9 =- Spotkanie z Kuferkową Panią
O tym, że Kuferkowo jest jedną wielką, zmyślnie wykonaną przestrzenią najlepiej świadczyły różne boczne przejścia i skryte przed okiem niewtajemniczonych długie korytarze. Aslynn nie miała zielonego pojęcia, że takie sekretne drzwi może napotkać w niciowym światku. Niemniej gdy Jagodzianka, by skrócić drogę do Ostoi, postanowiła w końcu skorzystać z jednego z takich przejść, pannie Foreignet pozostało tylko otworzyć usta w zdumieniu. Tajemne wejścia, jak w każdym, pełnym spiskowców i szpiegów…