kariera · 6 min czytania
Zagadka niesamowita
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wstałam o dziewiątej zła jak diabli. Całą noc spałam źle, bo sąsiedzi zza ściany znowu urządzali hałaśliwe przyjęcie. Wszystko było słychać jak to w blokach. Wyjrzałam przez okno i to nie poprawiło mi humoru. Dzień zapowiadał się pochmurny i smętny. To nie był dobra perspektywa, bo po południu miałam jechać na wieś do siostry. Oby tylko śnieg nie padał. Pomyślałam. Siostra mieszkała poza miastem. Miejsce było urokliwe, ale droga do jej domu była ciężka, kręta, wąska i miejscami wiodła przez gęsty, ponury las. Prawo jazdy miałam dopiero pół roku i jeszcze nie czułam się aż tak pewnie za kierownicą, żeby jeździć w takich warunkach. U siostry byłam kilka razy ale jesienią. Droga wtedy była inna i z przyjemnością jechałam przez mieniący się ciepłymi barwami las. Jechać jednak musiałam teraz zimą i to akurat dzisiaj. Mój mąż Krzysztof był w pracy i nie mógł mnie zawieźć jakby pogoda nie dopisała. Pełna niepokoju zadzwoniłam do mojej przyjaciółki. Bożena była odważna i jak zwykle próbowała mi dodać odwagi: - No i czego ty się boisz? Najwyżej pojedziesz ostrożnie, powoli no i jest szansa, że na tej drodze będzie mniejszy ruch- stwierdziła. - No ale ja po śniegu jeszcze nie jeździłam. Prawo jazdy robiłam w lecie przecież – tłumaczyłam. - Gołoledzi nie będzie. To się nie bój – pocieszała jak mogła. - No jeszcze tego brakowało – strwożyłam się. - No a poza tym jeszcze nie wiesz czy po południu będzie padał śnieg – dodała. Nie wiesz jaka będzie droga. Czemu ty zawsze się wszystkiego boisz i wszystko widzisz w czarnych barwach. - No taka już jestem. Ja to nazywam rozsądkiem i ostrożnością – zachichotałam. Poza tym dzięki. Trochę mnie pocieszyłaś. - Do usług jak zawsze – roześmiała się wesoło. No ale muszę już lecieć bo mój Azor drapie jak wściekły w drzwi. Pewnie chce wyjść na dwór. Pa. Dzwoń jakby co. - Pa. To do poniedziałku. Będziesz w domu mam nadzieję – pożegnałam się i odłożyłam telefon. Po chwili ruszyłam do sypialni. Trzeba było spakować parę rzeczy, bo u siostry miałam być cztery dni. To niby niedługo ale bielizna czy dodatkowy sweter się przydadzą. Później napisałam felieton, umyłam i wysuszyłam włosy, wzięłam ciepłą kąpiel w pachnącej pianie. Z obiadu zrezygnowałam. Zjadłam za to jajecznicę z pieczarkami. Po piętnastej nastawiłam wodę na kawę i spojrzałam w okno. Śnieg zaczął właśnie prószyć. Na razie to były drobne płatki ale trotuar przed blokiem już był prawie biały. Niebo było nadal szare i zasnute. Przez te ołowiane chmury zrobiło się prawie ciemno. Tym samym moje przewidywania sprawdziły się aż za dobrze. No i co teraz. Wystraszyłam się nie na żarty. Śnieg i ciemno. Jak tu jechać? Pytałam samą siebie. No ale trzeba było jechać. Po wypiciu kawy, narzuciłam płaszcz, zeszłam do samochodu i po chwili ruszyłam. Czekała na mnie dwugodzinna prawie…