Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 12 min czytania

Zaginiona księga część pierwsza: Szamani Cienia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział pierwszy Ponurak

Niski pagórek. Na jego szczycie dwie postaci wpatrzone w gwiazdy. Jedna z nich to kobieta i nazywa się Viven. Chłopak koło niej, to David. -Wiesz czasem życie może być okrutne i wspaniałe za razem.-powiedziała wzdychając. -Zależy, kto co lubi...-stwierdził. Spojrzała na niego swymi zielonymi oczyma. -Tylko tyle? -Że co proszę?- rzucił jej przeciągłe spojrzenie. -Zawsze się wykłócasz, a teraz... Sie zgadzasz? -Nie będę się z tobą spierał. Po całym dniu drogi, nie mam już na to siły. Zresztą, znowu czytałaś tą książkę. Spojrzała na niego marszcząc brwi. -Masz coś przeciwko czytaniu? -Nie, ale u ciebie...hhhmmmm.. Jakby to powiedzieć? Od kiedy ją przeczytałaś, zrobiłaś się strasznie przemądrzała.-spojrzał na niebo. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale chłopak dał jej do zrozumienia, że to koniec rozmowy. Odeszła parę kroków dalej, gdzie rozbili obóz i ogrzała ręce przy ognisku. Nie czekając na swego towarzysza, ułożyła się w śpiworze i usnęła. *** Gwiaździsta noc ustąpiła porannemu brzaskowi. Nad miastem właśnie wstawało słońce, kiedy głos matki przerwał Susan sen. -Kochanie wstawaj, zobacz która godzina. Przeciągnęła się i wstała w łóżka. Spojrzała na swój pokój. Wieczny bałagan, ostro żółte ściany i niebieskie zasłonki. Otwarta szafa, a pod nią książki ukryte pod warstwami ubrań. To właśnie był jej “pokój”, który raczej był pobojowiskiem. Jakoś weszła między ubrania i spakowała swoje rzeczy do szkoły, wzięła kilka ubrań i unikając kontuzji wyszła z pokoju. Skierowała się do łazienki i w tym miejscu pozostała przez następne dwadzieścia minut. Później zeszła na dół, do kuchni. Usiadła przy wysokim stole, na którym stał dzbanek mleka i płatki. Ale właściwie to nie była głodna i nie chciała ich jeść. Zrobiła to bardziej z przyzwyczajenia, niż dlatego, że chciała zjeść śniadanie. Wstała i chwyciła w dłoń jabłko, pobiegła po torbę, narzuciła ją na ramię i wybiegła z domu. -Szósta czterdzieści pięć...-mruknęła do siebie, sprawdzając godzinę. Pora była co prawda wczesna, ale dla Susan to była normalka. Kiedy chodziła do podstawówki, co dziennie wychodziła o tej porze(czasem wcześniej, jeśli chciała pobiegać), bo chodziła na poranne treningi. Trenowała sztukę walki nazywaną Capoeira, szczególnie tą jej część, która była potrzeba do walki wręcz. Kiedyś jej życie było serią nieprzyjemnych zdarzeń. Najpierw obrabowali sklep jej matki, później pobili brata, na samym końcu zastrzelili jej ojca. Postanowiła, że nigdy nie pozwoli, aby komuś jej bliskiemu stała się krzywda. Dlatego trenowała. Na początku śmiała się z tego stylu walki. “Co to ma być? Taniec?”- myślała. Ale po pewnym czasie poznała głębię tego sportu i go pokochała. Skierowała się na pobliskie pola żeby poćwiczyć. Miała problem z treningami. Jej trener doznał poważnej kontuzji, a nowego nie umiała ścierpieć. Jeszcze do tego, ciągle miała dziwne wrażenie, że potrafi więcej od niego. Więc zrezygnowała ze spotkań z tym beznadziejnym facetem i postanowiła sama się zająć swoim kształceniem. Ułożyła swoją torbę pod drzewem i zaczęła sie przeciągać, kiedy coś innego przyciągnęło jej uwagę. Spojrzała na drugi koniec pola. W jej kierunku biegło dwóch ludzi, którzy przed czymś uciekali. Jednak nie mogła zobaczyć, przed czym dokładnie. Dopiero kiedy się przybliżyli, zauważyła że jest to pies, wielkości porządnego byka, którego ogon i łapy były całkowicie pozbawione skóry i mięsa, oczy błyszczały się czerwonym płomieniem. Cofnęła się dwa kroki do tyłu, bardzo zdziwiona tym co zobaczyła. -Może mam zwidy...-szepnęła. Przetarła oczy i znów spojrzała. Dalej to samo. -To jest jakieś chore!-stwierdziła, klnąc w myślach. Podbiegła do drzewa i zarzuciła torbę na ramie. Kiedy zabierała się do ucieczki, niestety stwierdziła że już za późno. Zauważyła że uciekający się już z nią zrównali. Biegnąca bliżej niej dziewczyna, chwyciła ją mocno za przegub i pociągnęła za sobą. Naprawdę ciężko było jej dotrzymać im kroku, mimo iż była najszybszą biegaczką w mieście. -Myślę że nie wbiegnie do miasta.- zawołał mężczyzna. Jeszcze przyśpieszyli. Susan zabolała ręka, bo uścisk był naprawdę mocny, a jeszcze do tego nogi po woli odmawiały jej posłuszeństwa. Jednak kiedy znaleźli się w pobliżu pierwszych budynków, potwór zatrzymał się i cofnął kryjąc łeb pod kościstymi łapami. Parsknął, a z jego pyska wydobył się obłoczek dymu. Rozrósł się przykrywając całą jego postać, a kiedy uleciał w powietrze, psa już tam nie było. Susan dyszała ciężko, tak jak jej towarzysze. Spojrzała na ich twarze pokryte potem i zaczęła się zastanawiać ile już musieli przebiegnąć. Później jej wzrok zatrzymał się na ich ciężkich bagażach. -Mówiłam ci że nas zwęszy, ale ty nie chciałeś mnie słuchać.-powiedziała kobieta. -Myślałem... -Tak, jak zwykle. Może następnym razem się bardziej postarasz.- przerwała mu w połowie zdania. -Posłuchaj smarkulo!-skrzywiła się na to stwierdzenie- Nie będę wysłuchiwał twoich narzekań. Ciesz się, że tak szybko go wykryłem, bo nie stałabyś tutaj teraz. -Smarkulo?! Te dwa lata, które nas dzielą, nie sprawią że będziesz mnie traktował jak dziecko! -Eeeee... przepraszam?-odezwała się niepewnie Susan. Spojrzeli na nią. Ona czuła, że jeśli czegoś nie zrobi, to sie pozabijają. Dopiero teraz mogła się im dokładnie przyjrzeć. Zauważyła, że dziewczyna, ma mniej więcej tyle lat co ona. Włosy miała czarne, opadające na ramiona, zafarbowane na zielono pasemka zasłaniały uszy, oczy miała bardzo zbliżonego koloru. Na sobie miała wytarte gdzieniegdzie dżinsy, czarną koszulkę z napisem “Nie jestem wampirem”, na to narzuconą niebieską bluzę z kapturem, a na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%