Komedia · 4 min czytania
Zagłada Domu Inglota
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
{i}Kiedy przybyliśmy do przystani, spostrzegłem na dnie oczekującej nas łodzi kosę i trzy łopaty, zupełnie nowe. - Co to wszystko znaczy, Jup? - zagadnąłem. - To kosa, Massa, i łopaty.{/i} Edgar Allan Poe,"Złoty Żuk", tłum.Stanisław Wyrzykowski
Pewien dźwięk wskazywał na to, że ktoś mnie niebawem odwiedzi. Był to sygnał domofonu. Uradowany podbiegłem do aparatu i wcisnąłem guzik otwierający bramę na dole.
Zabrałem się za sprzątanie. Moje mieszkanie nie było duże, miało dokładnie 20 metrów kwadratowych, ale było za to przytulne (to mu trzeba uczciwie przyznać) i dość szybko się je sprzątało. Wyniosłem śmieci do zsypu, wyfroterowałem podłogę. Liczyłem na to, że zdążę również umyć naczynia, ale już ktoś pukał do mych drzwi. Mimo tego, że winda nie działała od dwóch lat, bardzo szybko uporał się z dwudziestoma czterema piętrami.
- Kto tam? - zapytałem, gdyż nie miałem judasza i z radosną nerwowością nadstawiłem ucha. - Policja - usłyszałem dyszący, niemiły męski głos.
Część 22 / 2
Odruchowo chwyciłem się za jądra i zacząłem intensywnie myśleć nad tym, co mam zrobić. A co, jeżeli to nie była policja, tylko ktoś podający się za policję? Słyszałem juz o takich przypadkach. Człowiek otwiera drzwi policji, a tu wchodzi nie-policja i plądruje mu mieszkanie. Nie ze mną te numery.
- Proszę okazać legitymację - powiedziałem po dłuższej chwili głębokiego namysłu. - To niech pan otworzy drzwi - odparł natychmiast niemiły głos. Ciągle dyszał.
Była jakaś słuszność w tym co mówił, ale ja nie wiedziałem, czy była to racja wynikająca z samego faktu bycia mądrością, czy też z podstępu, jaki wietrzyłem, pomny doniesień prasowych tudzież telewizyjnych o nie-policji podającej się za policję. Nerwowo ciągnąłem swoją mosznę. Nie tak sobie tę wizytę wyobrażałem. Byłem przekonany, że w końcu odwiedzi mnie ktoś fajny - Mikołaj albo coś w tym rodzaju.
- Proszę otworzyć, policja - ponaglił