Fantasy · 6 min czytania
Zagłada Iriliel. Księżycowy Zakon - Prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Biel pomieszczenia była tak czysta, że zdawała się sterylna. Choć komnata nie miała okien, panowała tam jasność, jakby światło promieniowało wprost ze ścian, podłogi i sufitu. Sprawiało to, że nie powstawał tu żaden cień. Siedzący w pomieszczeniu mieli wrażenie, jakby przebywali w zupełnie nowym, dziwacznym wymiarze. W pomieszczeniu znajdował się okrągły stół otoczony siedmioma krzesłami. One również były białe. Brak cieni, biel oraz dziwne światło sprawiało, że trudno było dostrzec granice mebli, tak, jakby nie były one stałe. Gdyby obecni tu nie znali doskonale komnaty i położenia każdego z przedmiotów, byliby w stanie je przeoczyć. Legenda głosiła, że ten nienaturalny pokój został stworzony w czasach Starożytnych przez potężnych magów. Przenosił on obecnych tam ludzi do świata w innym wymiarze i czasie. Żadne dźwięki nie mogły przeniknąć tu z zewnątrz, a także nic nie mogło wydostać się z wewnątrz. Miejsce to było odcięte od zewnętrznego świata. Panująca wewnątrz cisza była tak wszechmocna, że zdawała się wręcz bolesna. Jeden z siedmiorga zasiadających na krzesłach ludzi mimowolnie westchnął i dźwięk ten zdawał się głośny niczym huk. Ściągnęło to na niego nieprzychylne spojrzenie przewodniczącego. Wszyscy oni, czterech mężczyzn i trzy kobiety, odziani byli w długie, białe szaty, odsłaniające im jedynie dłonie oraz twarze. Choć byli tylko ludźmi, w tym miejscu wyglądali niczym boskie istoty. – Musimy przyspieszyć działania – odezwał się przewodniczący Kręgu Starszych. Choć mówił cicho, jego głos poniósł się po pomieszczeniu i odbił od ścian. Zwielokrotniony echem zabrzmiał niczym zew potępionych z zaświatów. Sprawił, że obecni zadrżeli. – Kończy się nam czas. Pora wysłać Wyszkolonego. – Czy to jest roztropne? – Jedna z obecnych kobiet zmarszczyła ze zmartwieniem brwi i pochyliła się do przodu. Czarne niczym noc włosy zsunęły się jej na twarz. W tym miejscu zdawały się pochłaniać światło. – Wyszkolony nie jest jeszcze gotowy. – Od dawna nie narodziło się dziecko. Nasi ludzie są coraz starsi. Jeżeli nic się nie zmieni, niebawem będziemy rządzić martwym światem. – Zwierzęta zaczęły ronić młode – dodał jeden z mężczyzn, jego zmartwiona twarz wydawała się pomarszczona niczym zgnieciony papier. – Jeżeli nic nie zrobimy nastanie głód, jakiego jeszcze nikt nie widział. – A więc nie ma czasu na zwłokę. Ufam w twoje umiejętności i wierzę, że Wyszkolony jest gotów sobie poradzić. Kobieta otworzyła usta, lecz jedynie skinęła głową. Odchyliła się na oparcie krzesła, przez co wyglądała, jakby zmalała o kilka centymetrów. Przewodniczący wpatrywał się w nią jeszcze przez chwilę, jakby upewniał się, że nie zamierza protestować. – Czy nie ma innego sposobu? – spytała druga z kobiet, sędziwa staruszka z rękoma poznaczonymi plamami wątrobowymi. Wyglądała, jakby lada chwila miała rozpaść się z racji swego wieku. Ona jednak niezmiennie trwała tak…