fantastyka · 6 min czytania
Zagłada Magów cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mężczyzna stał na platformie w kształcie kwadratu o wymiarach dziesięć na dziesięć metrów, zawieszonej w przestrzeni. Był on dość wysoki i mocno zgarbiony. Jego ciało okrywała biała szata z szerokimi rękawami. Obramowana była szeroka błękitną wstążką. Dookoła szyi miał duży biało-niebieski kołnierz. Jego włosy były długie i białe. Spływały w dół łącząc się z brodą opadającą na piersi. Błękitne oczy mężczyzny były głęboko osadzone w czaszce, a pod nimi znajdował się spiczasty nos. Mężczyzna opierał się na dębowej lasce, która ściskał mocno w żylastych dłoniach zakończonych długimi, szponiastymi palcami. Wpatrywał się w ścianę znajdującą się przed nim. Miała około trzech metrów wysokości i dwa szerokości. Cała była zbudowana z dziwnej świetlistej substancji, która mieniła się wszystkimi kolorami tęczy. Różnobarwne światła błąkały się po niej bez celu. Blask odbijał się w oczach mężczyzny, nadając im dziwny, szmaragdowy odcień. Gdy tak stał i wpatrywał się w światła tańczące na ścianie, usłyszał nagle dziwny szum i trzaskanie płomieni. Po chwili odgłosy ucichły. -Wzywałeś mnie Laukadiuszu?- Spytał jakiś glos zza pleców mężczyzny. Człowiek odwrócił się powoli i spojrzał na mężczyznę stojącego przed nim. Był on odziany w czerwoną szatę, czarną na ramionach. Miał krótkie włosy koloru węgla i taka samą brodę. Jego nos miał niezwykle regularny kształt, a oczy zdawały sie zmieniać kolor za każdym razem, gdy się na nie spojrzało. Dłonie wsunął mężczyzna w rękawy szerokie szaty. -Tak Pevarcie, wezwałem cię w bardzo poważnej sprawie.- Odparł Laukadiusz. -A mianowicie? -Czytałeś "Zagładę Magów"? -Daruj mi bezpośredniość Laukadiuszu, ale czy na starość zbiera ci się na głupie żarty?- Spytał Pevart. -Odpowiadaj.-Prawie krzyknął jego rozmówca. -Oczywiście, że czytałem. Jest to dzieło, które musi przestudiować każdy Dziedzic, przygotowujący się do służby magicznej. Dlaczego o to pytasz? -Dziś mija czterdziesty ósmy rok od odnalezienia ostatniego Dziedzica. -Wiem, w końcu to ja nim byłem, ale nadal nie rozumiem po co mnie wezwałeś. -Przypomnij mi proszę pierwszy akapit "Zagłady Magów". -Dobrze: "I oto ujrzałem rzecz straszną, przez czterdzieści osiem lat nie odnaleziono kolejnego Dziedzica. Klanowi Magów zagroziła zagłada, gdyż zostało ich tylko pięciu. Wówczas to stało się coś, co nigdy nie powinno się wydarzyć: jeden z braci zdradził i zaatakował swych pobratymców, rozpoczynając wojnę. A pozostali magowie nie potrafili się zjednoczyć i każdy walczył sam, jednak już nie o jedność bractwa walczyli, a o władzę..." -Dziękuję, wystarczy. Teraz już chyba rozumiesz po co cię wezwałem. -Jeżeli dobrze rozumiem, to boisz się, że sprawdzi się to, co zostało zapisane w "Zagładzie Magów". -Nie, jest wprost przeciwnie, czekam na to już od dawna.…