Przygoda · 7 min czytania
Zagubiona..
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Wreszcie udało się Jej uwolnić od znajomych, rodziny, łez... Zostawiła wszystko za sobą, w lotniskowym pawilonie. Czy Oni nie rozumieją, że nie chciała Ich łez ? Że łatwiej by Jej było, gdyby to wszystko inaczej wyglądało ? Ech..
Odetchnęła głęboko, z oczami wlepionym w srebrzysto biały samolot. - Moja dorożka ku lepszemu.. – słaby uśmiech zagościł na chwilę na Jej ustach. Na chwilę.
Kiedy wzbijali się w powietrze, smutnymi oczami ostatni raz spoglądała na miasto. Przeżyła w nim wiele wzlotów, ale i upadków. Znajome ulice, budynki, skwery... Tam gdzie leci, nie będzie tego. Ulice tam nie istnieją, budynki to walące się twory z trzciny oblepionej błotem. Ale tego właśnie chce. Potrzebny jest Jej ten wyjazd, by uporządkować myśli, by zapomnieć...
Wysiadła ze zdezelowanego busa. Wzrokiem ogarnęła swoje nowe miejsce zamieszkania. Niewiele tego było. Kilka chatek, las i ludzie... Ciekawi, nieśmiało zerkający na białą kobietę. Ją również zżerała ciekawość. Jak tu będzie ? Czy odnajdzie tu to czego tak bardzo poszukiwała ? Leciutki dotyk na ramieniu przywrócił Ją do rzeczywistości. To kierowca wyjął Jej torbę z samochodu. Parę słów na pożegnanie i... została. Tego właśnie chciała.
Zamyślonym krokiem podążyła do swej chatki. Chatki... Jeśli tym mianem można określać budynek z dziurawymi ścianami, przeciekającym dachem i czerwoną glinianą ziemią służącą za podłogę.. Łóżko służyło w tej chwili za posłanie ogromnemu pająkowi. Widziała jego oczy.. Wpatrywał się w Nią.. - Siedź sobie, nie przeszkadzasz mi. Przyzwyczaję się... – Jej ramiona zaczęły podrygiwać, powodowane spazmatycznym szlochem. Łzy ciurkiem płynęły po Jej bladych policzkach. Całą siłą woli, jaka Jej jeszcze została, próbowała się opanować. Przegrała jednak tą nierówną walkę. Podeszła do pryczy, zapominając o pająku. Siadając na nim, usłyszała przeraźliwe skrzypienie zardzewiałych sprężyn. Skryła twarz w dłoniach i płakała. Pająk, zdezorientowany nietypowym zachowaniem człowieka, szybko uciekł na ścianę i stamtąd przypatrywał się uważnie. A Ona siedziała i płakała. Teraz juz bezgłośnie, jedynie ciche łkanie wyrywało się z Jej ust. Po chwili i łez Jej już zabrakło.... „Tego właśnie chcę” – przekonywała samą siebie cichym szeptem.
Część 22 / 2
Pierwsze dni były trudne. Wiedziała, że tak będzie. Pierwsze, nieśmiałe jeszcze uśmiechy, kilka słów rzuconych do wnętrza Jej chatki. Jednak Jej promienny uśmiech i dobre oczy szybko zjednywały serca tubylców. Juz nie bali się, z ciekawością przyglądali się, jak szykuje sobie jedzenie, jak przechadza się po wiosce, nawet gdy odwiedzała ubikację. Zawstydzało Ją to, ale wiedziała że tak będzie. Przywyknie.
Przecież tego właśnie chciała...
Rzuciła się w wir pracy. Szokowało Ją, ile można uzyskać od tych dzieci, okazując im jedynie minimum zainteresowania. Jakie były chętne do nauki, jak z zapałem oprowadzały Ją po okolicy, trzymając swoimi małymi łapkami Jej dłoń. Uwielbiała to. Uwielbiała dzieci. Chciała im pomóc. Dlatego tu przyjechała. Ale też chciała zapomnieć. O doznanej krzywdzie, złamanym sercu, rozpaczy przeżywanej samotnie w Wielkim Mieście. O Nim... Dlatego tu przyjechała. I zamierzała tu pozostać tak długo, aż Jej się to uda.
Praca przynosiła Jej ulgę. Dzieci, do tej pory