Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 9 min czytania

Zakazany fotel

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tego dnia rosa przykryła całe połacia pól i łąk miasteczna Lamposz. Liczne kropelki łapały do siebie kawałki porannego Słońca, a gdzieniegdzie można już dostrzec złote albo czerwone liście. Jak okiem sięgnąć wszystko wyglądało martwo - bez ruchu, puste ulice, puste lasy i paswiska. Rzeklibyście: "co się stało z mieszkańcami?". Jesienna niedziela uśpiła każdego. Tylko w tym niepozornym, karmazynowym domku na skrawkach zabudowań widać jakiś ruch. To Kantek. Właśnie wstał po dziesięciu godzinach znakomitego snu. Obecnie odsłonił okna i przystąpił do szykowania śniadania w skocznej muzyce lat osiemdziesiątych. Kiedy rozłożył całe jadło na ładnie przykrytym stole oraz usiadł na wiekowe krzesło swojego dziadka, usłyszał pod sobą niepokojące stęknięcie. - Kto wydaje ten dźwięk?! - krzyknął. Chwilę później pomyślał, że to jego krzesło. Przyjrzawszy się mu bliżej, stwierdził, iż ma rację. Pewności jednak nie miał, więc zaczął skakać po nim, aż w końcu zawaliło się z tym charakterystycznym hukiem, który wydaje stare, spruchniałe krzesło waszego dziadka. Ten mebel tak długo mu służył, tyle wspomnień z nim związanych, tyle rozmów z nim przeprowadzonych. Kantkowi aż oczy posmutniały, gdyż musiał iść po nowe krzesło, a posiadał jedną, wielką wadę - był leniwy. Postanowił wyruszyć jeszcze dzisiaj, aby szybko mieć to za sobą. Wiedział, że w Lamposzu stoi całodobowy sklep meblowy o dźwięcznej nazwie Frojdek oraz sloganie reklamowym "współżycie z naszymi meblami to sama przyjemność". Zjadłszy śniadanie, zabrał tylko palto i poszedł. Po drodze zauważył, że jesień chwilowo zrobiła sobie przerwę, a od południa napłynęło trochę cieplejszego powietrza. Rosa odeszła godzinę temu, wstały niektóre zwierzęta, któs uprzątnął porozrzucane na niebie chmury. Kiedy Kantek otworzył sklepowe drzwi, nie zastał nikogo prócz sprzedawczyni, pani Ciszki. Oczywiście przywitał się serdecznie i zaczął szukać właściwego mebelka. Niezdecydowany mnogimi możliwosciami wyboru, przemierzał bezskutecznie powierzchnię sklepu, wyobrażając sobie przyszły wygląd kuchni. Nagle coś błysnęło mu do kącika lewego oka. To teń śliczny, różowy fotelik tak świecił. Kantek zobaczył go teraz wyraźnie i zakochał się od pierwszego wejrzenia. Wiedział, że fotel to nie krzesło, ale nie mógł oprzeć się tym kształtom. Usiadł na jego mieszku, położył ręce na oparcia. Poczuł się niczym ptak - wolny, szczęśliwy. Nareszcie mógł wygodnie usiąść i odpocząć po długiej drodze do sklepu. Już wiedział, że bez względu na wszystko chce mieć ten fotel. Nagle pani Ciszka zobaczyła młodego. Oczy urosły jej znacznie, szczęka obniżyła pułap. - Co pan robi? - spytała. - Ten fotel nie jest dla mężczyzny. To damski fotel. Widzi pan jego damski krój i kolor? - Ten fotel jest dla pań? - dopytywał zaskoczony Kantek, nie wierząc własnym uszom. - Tak. Długowłosy pczerwieniał znacząco na twarzy i w mig opuscił siedzenie. Zmieszany, nie wiedział, co powiedzieć, ale uspokoiwszy się trochę, rzekł: - Jest taki fotel dla mężczyzny? - Nie ma, ale pokażę panu siedzenia dla kązdego - uśmiechnęła się Ciszka. Kantek poszedł za panią i zobaczył ofertę. Przymierzał każdy fotel, każde krzesło, ale nic nie przypadło mu do gustu, w niczym nie czuł się tak dobrze jak w różowym foteliku. - Wie pani co? Kupię jednak ten damski - zdecydował ostatecznie. - Klient - nasz pan. Trzydzieści trzy, trzydzieści trzy, proszę. Młody wysypał pieniądze ze skarbonki, obliczył i wyjechał ze sklepu na foteliku. Niestety po stu metrach spadek skończył się, zaczęło się pchanie. Na szczęście całe miasteczko spało. Do domu dotarł z wysiłkiem. Swój nowy mebel umieścił na miejsce antycznego krzesła i spoczął bez życia w jego objęciu. Ta wygoda sprawiła, iż pogrążał się we śnie, gdy nagle usłyszał dzwonek. Podskoczył jak uszczypnięty, otworzył i zobaczył siwego pana, średniego wieku z kręconym wąsikiem. - Dzień dobry. To zajmnie chwilkę - oświadczył. Kantek zaprosił tajemniczego gościa do saloniku. - Jestem Al Ala-a-ala. Z przykrością zawiadamiam, że lutego zmarł pański bogaty krewny, pan Aleksander Wynoch. - Dziadziuś Alek? - zapytał smutnie Kantek. - Tak. Zostawił po sobie testament. Pana też uwzględnił, więc pozwolę sobie przeczytać, co nastepuje:

"Drogi wnuku! Zawsze byłeś dla mnie kimś wyjątkowym. Spędziliśmy ze sobą tyle czasu, tyle radości wepchnąłeś do mojego serca. Kocham Cię i nigdy o Tobie nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%