Dla dzieci · 6 min czytania
Zaklęta perła
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Słoneczna kula, wisząca nisko na horyzoncie, oświetlała wspaniały widok: rybackie drewniane łodzie i przepiękną piaszczystą plażę, nad błękitnym morzem. Słońce przybrało kolor dojrzałej cytryny – od zachodniej strony czuć było ciepły powiew powietrza, a zapach morskiego wiatru rozwiewał piękne kasztanowe włosy młodej dziewczyny, która nachylała się co rusz, w poszukiwaniu bursztynów i muszelek.
Nagle spostrzegła coś dziwnego nieopodal starej, kamiennej latarni morskiej. W niewielkiej kępce trawy błyskało jakieś dziwne światło. Ciekawa podbiegła bliżej licząc na kolejny bursztyn do swej kolekcji. Kiedy sięgnęła swoją małą dłonią, spaloną na brąz od słońca, spostrzegła, że to jednak muszelka. - Może w środku będzie perła – powiedziała, układając długie, kręcone włosy na lewe ramie. Otworzyła muszelkę niewielkim nożem do ostryg, który dostała od taty, najlepszego rybaka w wiosce, a może i na całym półwyspie.
Odchylając górną część muszli spostrzegła, że w środku tkwi perła – hura! - krzyknęła rozradowana, wiedziała, że perły są sporo warte, mogłaby w końcu kupić sobie suknie, którą upatrzyła jakiś czas temu na rynku. Niestety perła była jakaś inna. Przeważnie ludzie na plaży znajdowali białe, ale ta była ciemno zielona, bardziej przypominała kolor szmaragdowy niż perłowy. Zaniosła ją ojcu, który akurat szykował sieci do połowu łososia.
- Tato, tato spójrz co znalazłam! - zawołała biegnąc w stronę sporej przystani rybackiej. - Kasiu nie krzycz bo ryby straszysz – powiedział stary rybak uśmiechając się na widok żywiołowej córki. - Ale tato zobacz co znalazłam – oznajmiła dziewczyna pokazując szmaragdową perłę. - Hmm... ładna, ale niestety nie zbyt wiele warta – mówił rybak – to jakiś wybryk natury, nie uda się nam jej sprzedać.
Część 22 / 2
Smutna pobiegła do domu na śniadanie. Ukroiła kawałek chleba i nalała sobie trochę zupy rybnej. Spoglądała cały czas na perłę, którą położyła obok kubka z gorącą herbatą, gdy nagle sięgając ręką po ostatnią skibkę chleba, zrzuciła szmaragdową perłę na podłogę.
Wszystkie meble w chatce uniosły się w powietrze i zaczęły szybko wirować wokół Katarzyny. Jej biała, poszarpana od nadmorskich kamieni sukienka zaczęła falować jak na wietrze, tak samo jak jej kasztanowe włosy. Co się dzieje! - krzyknęła przestraszona i wybiegła przed dom. Całe zamieszanie nagle ustało, ostrożnie weszła więc z powrotem do środka.
W bałaganie ujrzała pękniętą na pół perłę i leżącego obok niej młodego chłopaka, był nieprzytomny. Urodziwy młodzieniec o zielonych oczach, ubrany był w jedwabny strój, a na jego koszuli naszyty był herb królewski. „To zaginiony książę Zbigniew, ale co on tu robi? Czyżby perła była zaklęta? Co teraz robić... Sprawdzę, czy żyję”. Nachyliła głowę, aby posłuchać bicia serca i usłyszała równy rytm: bam, bam... Sięgnęła po przewrócony wazon i oblała jego twarz wodą.
- Co się stało? Piraci... Do broni! - krzyknął wystraszony. - Jesteś bezpieczny – rzekła Kasia…