Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 5 min czytania

Zaklinacz smoków - Prolog

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prolog

Zaklinacz Smoków

Była gwiaździsta noc. Księżyc rzucał blade światło na pobliskie łąki. Lekki wiatr wył rozpaczliwie biegając między drzewami. Na jednej z polan zapanowało poruszenie. Granitową skałę pokrył cień, wszystkie zwierzęta uciekły. Na głazie wylądował smok. Miał podłużny, czarny pysk, zakończony twardym, kościanym wyrostkiem. Gadzi łeb zdobiły metaliczne szpikulce, takie same jak na linii szyi, grzbietu i ogona. Z potężnych barków wyrastały olbrzymie błoniaste skrzydła, w dotyku suche jak pergamin. Całe ciało stwora pokrywała czarna, twarda jak setki maleńkich tarcz łuska. Długi ogon zwężał się regularnie. Złote, zimne oczy świeciły morderczym blaskiem. Bestia wydała z siebie ogłuszający ryk. Po chwili poczęły nadlatywać inne smoki. Gdy wszystkie usadowiły się pod skałą, czarny smok przemówił. - Chyba wszyscy wiecie po co was zebrałem. – gady pokiwały głowami, a czarny smok syknął - Zaklinacz! - Ktoś porywa naszych braci i siostry. – pisnął z tyłu mały smoczek. - Tak, to niewybaczalne! Czarny smok ryknął i wrzasnął: - Uspokójcie się wszyscy! Ja Owen Wielki, obiecuję wytropić sprawcę! Czy ja kiedyś was okłamałem, drogie stado? Niebieski smok, może pięcioletni wrzasnął do Owena: - Już od dawna straciłem wiarę w twe słowa. Cały czas zajmujesz się sobą, mając w pogardzie swój lud. - Milcz niewdzięczny! To dzięki mnie jeszcze żyjesz! – Warknął Owen mocno rozdrażniony. – Ty tylko korzystasz z mojej dobroci! Taaak, korzystasz. A co jeśli cię wykluczę ze stada? – Szydził Owen – No proszę jaki dzielny, najpierw protestuje, potem pozwala się nękać! Co za smocza zakała! Apricorn, ty chyba sobie drwisz! Tym razem smok nie dał sobą pomiatać. Strumień ognia ugodził Owena w skrzydło. Ten ryknął z bólu i gniewu. Rzucił się gniewnie na młodego Apricorna, szarpiąc wielkimi kłami jego bark. Młody smok z wielkim trudem wywinął się Owenowi. Już od dawna marzył o tej walce. Walce na śmierć i życie. Na półprzytomny dźwignął się z ziemi. Przywódca tylko na to czekał. Natychmiast z powrotem przewrócił Apricorna. Młodzik był u kresu sił. Warknął ostrzegawczo, przycupnął by lepiej odeprzeć kolejny cios. W jego wymarzonej walce z Owenem każdy jego cios powalał przywódcę, rozrywał twardy pancerz, lecz to była tylko fantazja, niewinne marzenia. Tu, na tej polanie obróciły się w koszmar. Owen natychmiast wykorzystał moment nieuwagi, zadając następny cios. I nagle stało się coś niesamowitego. Spokojny dotąd wiatr powiał z siłą huraganu, podrywając z

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zaklinacz smoków - Prolog — czytnik · opowiadania