psychologia · 3 min czytania
Zakochana Depresja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Co za piękne czasy tu nastały. Obserwuję ludzi, którzy patrząc na niebo widzą chmury, a spoglądając w dół, zamiast Ziemi ich stopy dotykają gleby. Uczucia lawirują między postaciami, które grają swoją niezmiennie kolorową gamę. Ja zaś czerpię tylko z jednego dźwięku. Czuję tylko jedną woń. Czerń wpływa mi przed oczy i wita jak dobrego, starego przyjaciela. Przyglądam się jej z obojętnością, choć zżera mnie jak kwas styropian. Chyba słyszę skwierczące westchnienie. Nie ma sensu złościć się na nią. Za późno na szczucie psami. Ona uśmiecha się do mnie z oczami łez pełnymi. Słona kropla spada na kieł ostry jak brzytwa, gotowy zatopić się w mą duszę. Wielkie czarne źrenice już przygotowane do polowania. Czekam jak zawsze, bo bronić się nie mogę. Zabrali mi miecz i tarczę, a zbroja ma w strzępach, już prawie niewidoczna, powiewa jak flaga na wietrze porywistym, do połowy opuszczona. Grymaśny uśmiech bez ustny, zbliża się w me ramiona. Powoli rozcina me ciało z sykiem niesmacznym, bo lubi jak cierpię i z żył krew wysysa już