Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 7 min czytania

Zakon Śmie(r)ci - fragment rozdziału I.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 1

Trzeci Brat miał wizję! - ta myśl wciąż kołatała się sierżantowi straży nocnej o wdzięcznym imieniu Bas w głowie. Bycie powiernikiem takiej wiadomości to balansowanie pomiędzy śmiercią i zamianą w małe zwierzę futerkowe. A co jeśli Brat Pierwszy się pogniewa? Z ogniem się nie igra, a niejeden słyszał, co ONI potrafią zrobić ze zwykłym śmiertelnikiem. Zadawanie bólu sprawiało IM przyjemność. Wyrocznia nie kłamała, z pewnością ONI ześlą długo oczekiwaną Apokalipsę na Świat Placuszka. Niedawno zostali powołani tu przez Radę… a już wywołali wiele zamieszania. Plan zesłania zagłady niedługo się ziści. A świat pogrąży się w otchłani. Tę kwestię Bas z pewnością zapamięta. Biegł ile sił w nogach po zawiłej plątaninie schodów i korytarzy samej Wielkiej Wieży w Arachon. To tu właśnie wylęgały się szumowiny, skrytobójcy, szubrawcy, zabijacy, króliki, czarnoksiężnicy i Bóg wie, co jeszcze. Tego przybytku nie da się zlokalizować. Istnieje, ale geograficznie nie da się go wskazać. Zasługa pierwszych magów, którzy pojawili się na tym kontynencie. Z czystym sumieniem nazwać to można fortyfikacją samego Diabła. Albo i dwóch. Stanął zdyszany przy monumentalnych wrotach do komnaty Brata Pierwszego. Zawahał się zdenerwowany. Zastukać czy nie? - przemknęło mu przez myśli. Zdecydował się. Puknął niepewnie bojąc się by nie zrobić zbyt wiele hałasu. Pchnął wielkie, mosiężne wrota. Już w progu dało się wyczuć dziwny zapach wonnych kadzideł. Wychylił czubek głowy zza drzwi. W pokoju panował półmrok. Przestrzeń wypełniały egzotyczne rośliny, dziwne i majestatyczne kwiaty a na suficie dało się zobaczyć liany. W dodatku ten zapach... Brat Pierwszy odziany w rytualną, czarną szatę siedział na tonach poduszek ciągnąc z wielkiego bonga. Oderwał usta. - Czego tu - rzekł na bezdechu patrząc nieobecnym wzrokiem w sklepienie - śmieciu? - wypuścił ogromny, szary kłąb dymu przymykając powieki. Bas wszedł chwiejnie, drżąc cały. - B-brat trzeci miał wizje - wydukał - w dodatku przynieśli nam Wupa, Panie. Hektor niczym duch pojawił się przed twarzą sierżanta. Spojrzał mu twardo w oczy. Zapadła cisza, a dwie postacie stały równolegle do siebie nic nie mówiąc. - Nazwałeś mnie baranem? - Brat Pierwszy złapał za gardło strażnika podnosząc go do góry. - Khe ... agghh ... - wystękał czerwieniąc się na twarzy. - Tak też myślałem - wyrzucił go z rąk. Zgarnął swe poły szat wychodząc.

***

Znajdowali się w oficjalnym biurze Zakonu. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć piętrzyły się stosy listów, zleceń, raportów i dokumentacji. W rogu znajdowało się małe biurko. Jedynym oświetleniem był blask księżyca wpadający tu przez małe okno w ścianie. - I to jest Wup. - rzekł Brat Drugi, Fil bez cienia emocji na twarzy. Przebrany był w lekką, czarną szatę, białe włosy opadały mu na ramiona. - Na to wygląda. To żyje? Obleśny stwór. - mruknął zza kaptura Hektor. Wup żałośnie leżał na ziemi z wywalonym aż po brodę jęzorem. Wyglądał jak niebieski wór po kartoflach, zdobiły go małe płetwy, krzywy ogonek i wielki, zakrzywiony nochal opadający na usta. - Chyba zdechł - kopnął go dla pewności Fil. Stwór wydał z siebie głuche, przeciągłe "eeee". - Zaraz, a co to niby jest? - wziął z blatu druk - Nie uwierzysz, ale to ponoć wyrocznia jakaś jest. Przynajmniej tak złożyli raport nasi uczeni. - Niemożliwe, dla mnie to ... to bubel. - skrzywił się Brat Drugi patrząc z odrazą na Wupa. - Też mi się tak wydaje. Zjedzmy go. - Składam ku temu głęboki sprzeciw. - mruknęło coś z przestrzeni.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zakon Śmie(r)ci - fragment rozdziału I. — czytnik · opowiadania