Filozofia · 5 min czytania
Zakończenie może się różnić w zależności od czytaj
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Księżyc wybił dziurę w nocnym niebie. Światła latarni uciekały wzdłuż ulicy wkradając się przez okna. Oczy dziewcząt na 5 Zachodniej błyszczały jak nowe monety. Czarne, latynoski, azjatki, białe, wszystkie pomachały do niego przesłaniając gwiazdy dłońmi. Uśmiechały się jakby go znały. Czy mam aż tak pospolitą twarz? – pomyślał. Frank szedł dostojnie ulicą. Maszerował wyjątkowo dostojnie jak na kogoś, kto ma w kieszeni całe dziesięć dolarów. Alfonsi skryci w mrokach parkanów wyglądali przy nim jak czołówka listy Forbes’a. Murzyni, czekoladowi, prawie niezauważalni w nieoświetlonych zaułkach, zdawali się być antropologicznymi ideałami swojej rasy. Szerokie nosy, duże gadatliwe usta i mnóstwo złotych łańcuchów na atletycznych, wyrzeźbionych z drewna postaciach. Nie wprawiali Franka w dobry nastrój. Skręcił w Północną. Minął szarą ścianę ozdobioną kolorowymi plakatami. Z początku nie dostrzegł jaskrawego napisu. Zatrzymał się więc, wyciągnął zapalniczkę.
„POWRÓT KRÓLA. TYLKO DZIŚ, JEDEN NIEPOWTARZALNY WIECZÓR. ASYLUM CLUB GODZ 20.00”
Głosił napis. Trudno umiejscowić w czasie ówczesne wydarzenia. Było to w okolicach finału Mistrzostw Świata. Powinniście kojarzyć. Frank na pewno dobrze go pamięta. Brazylia grała z Francją. On założył się o tysiąc dolców, że Brazylia przerobi żabojadów na majonez. Niestety. Głupie ćwoki dały plamę. Zawiodły cały naród bezpruderyjnych dziwek przynosząc mu hańbę na oczach milionów. Frank przegrał tysiąc dolców i musiał się przyczaić na jakiś czas. Snuł się więc po mieście mając w kieszeni ważny, życiowy kapitał w postaci nauczki: nigdy nie zakładaj się w sportach, o których nie masz zielonego pojęcia. Piłka nożna dla Franka był to sport, w którym kilkunastu facetów kłóci się o to, czy trawa jest równo ścięta. Mniejsza jednak o futbol. Bilet kosztował 5 dolców. Pomyślał, że nie jest to wygórowana cena za spotkanie z Królem. Ruszył przed siebie z uśmieszkiem podniecenia na twarzy. W Asylum był już około 19. Kupił bilet i włóczył się po uliczce za klubem. Króla wspominał zawsze przez pryzmat dzieciństwa w brudnej dzielnicy Greyhills Flat. Pamiętał stare płyty mamy, które puszczała wieczorem dla ukojenia nerwów. Przyrządzała sobie gin z tonikiem i odpływała przy muzyce. Gdy ojciec wracał z pracy irytował się okropnie. Wolał Sinatre. Ojciec we wspomnieniach Franka był jak bomba zegarowa, która nie wybuchła w swoim czasie. Potem jakby starał się pogodzić ze swoim losem. Pewnego dnia doszedł jednak z losem do consensusu i…