Zbrodnia · 15 min czytania
Zakopiańska masakra ciupagą góralską. Część I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- No mówię ci! – krzyknął Mateusz. - Przecież mieliśmy jechać do supermarketu! - powiedział ze złością Piotrek. - Ale teraz jest na grzybach, i nic na to nie poradzę. Chłopcy siedzieli na podłodze, oparci o łóżko. Dwa rządne przygód móżdżki prowadziły wyścig, który pierwszy wpadnie na pomysł, jak zabić zbliżającą się wielkimi krokami nudę. Ile razy można grać w pokemony? Ile razy można podkradać babci protezy zębowe? A zapowiadało się takie fajne popołudnie. Dziadek Marian obiecał chłopcom, że pojadą po sprzęt wędkarski, a potem wszyscy trzej mieli łowić pstrągi. Oczywiście to nie ryby były by atrakcją tego sobotniego popołudnia tylko sam dziadek, któremu można na przykład: a) Zakosić fajkę. b) Zakosić buty i zwiać do lasu. c) Ukryć się w lesie. d) Związać ręce podczas zabawy w Indian, a następnie wrzucić go do strumyka. No ale lipa. - Trudno. Sami pojedziemy! – Mateusz podniósł się gwałtownie z podłogi. - Babcia się wkurzy – stwierdził Piotrek. - Ona się codziennie o coś wkurza. Ma taką potrzebę. Zrobimy jej tylko przysługę. - Bierzemy rowery? – spytał Piotrek. Mateusz podszedł do okna. - Popatrz na niebo. Zaraz będzie padać. Lepiej jak pójdziemy na przystanek. - Nie mam biletu ani pieniędzy. - Na grzyba ci bilet! Dziadek nigdy nie kasuje biletów!
Piotrek czekał przed skromną, jednopiętrową chatą na swojego kuzyna, do którego przyjechał w wakacje. Dom, choć stary i w wielu miejscach aż prosił się o remont, znajdował się w tak malowniczym miejscu, że stanowił idealne miejsce na wakacyjny wypoczynek. Do najbliższego miasta – Zakopanego, trzeba było dojeżdżać cztery kilometry. Chłopiec zaciągnął się świeżym, rześkim, górskim powietrzem. Rodzice Mateusza wyjechali na wczasy nad morze, aby w końcu porządnie się popieprzyć (babcia Jadwiga jest nerwowa, ma nadwrażliwy słuch, natomiast stare góralskie łoże rodziców jęczy przy każdym ruchu). Minęły zaledwie trzy dni, a chłopcy zdążyli już między innymi: trzy razy zezłościć dziadka, dziewięć razy wkurzyć babcię, cztery razy wystraszyć dziadka, szesnaście razy przerazić babcię, dwa razy cudem uniknąć śmierci, oraz pięć razy przejść grę pokemonopodobną „Super Pokiemon 1234” na najbardziej unikatowej konsoli do gier „Super Borys 3000”. Czekając na Mateusza, który na schodach walczył z dociekliwą babcią Jadwigą oraz wciskał jej kit że idą do domu Andżeliki – córki sąsiadów, Piotrek wpadł na pewien pomysł. „ Gdyby poszukać dziadka Mariana w lesie, następnie przyczaić się i ukraść mu kosz z grzybami…”- myślał. Szybko jednak doszedł do wniosku że wiszące na niebie ciemne chmury mogą pokrzyżować ten plan, a tym samym uprzykrzyć całą zabawę. Była jeszcze mieszkająca niedaleko córka państwa Fisztermajerów. Andżelika – siedemnastoletnia, ultraseksowna brunetka, dziewczyna z gatunku tych, w których nietrudno się zakochać w wakacje i którym nietrudno zrobić dzidziusia. Piotrek miał skończone czternaście lat, ale wydawał się być dużo bardziej zafascynowany seksualnością kobiet niż starszy od niego o dwa lata kuzyn. Chłopiec uśmiechnął się i zrobił głęboki wdech. „Andżelika....eh...” – myślał. Nagle, na ganku pojawił się Mateusz. Również miał na sobie żółty płaszcz przeciwdeszczowy, od którego nie był w stanie się wymigać. - Idziemy! – krzyknął Mateusz. - A właściwie... to po co jechać do tego supermarketu? – spytał Piotrek, kiedy chłopcy przechodzili przez kładkę łączącą dwa brzegi potoku. – Przecież zaraz lunie z nieba, a dzisiaj już nie wyciągniemy dziadka na pstrągi. Nie lepiej... - Mam pomysł – przerwał mu Mateusz. - Jaki? - Ukradłeś coś kiedyś? - Nie, i nie zamierzam – odpowiedział Piotrek, po czym spojrzał podejrzliwym, zdziwionym wzrokiem na swojego wysokiego kuzyna. - Pożyczymy sobie tylko po ćwiartce spirytusu. Piłeś kiedyś? - Nie – Piotrek pokręcił głową. – Z wyjątkiem paru łyków piwa taty. - To najwyższy czas – stwierdził Mateusz. – Musisz się nauczyć kraść i pić - Ale ja nie wiem czy chcę się uczyć kraść - Prawdziwy facet musi przynajmniej raz w życiu coś zwędzić, dlatego lepiej zrób to teraz, póki jesteś nieletni. Zresztą, lepiej wyćwiczyć tą umiejętność, bo w przyszłości może ci się do czegoś przydać. - Nie mam zamiaru niczego wędzić – oświadczył zdecydowanym głosem Piotrek. Mateusz uśmiechnął się pod nosem. Zadanie specjalnie – przełamać szczeniaka. Uwielbiał to. - Popatrz tam – rzekł starszy kuzyn, po czym wskazał ręką na luksusową willę państwa Fisztermajerów, gdzie przed garażem stały zaparkowane dwie, czarne, połyskujące limuzyny marki BMW. - Tam mieszka Andżelika, a co? - Wiesz kim jest jej stary? - Nie. - Pracuje dla rosyjskiej mafii. Piotrek otworzył szeroko oczy i usta w zdziwieniu. Stał, wpatrując się przez chwilę z fascynacją na cudo nowoczesnej architektury, aż wzbudził podejrzenie dwóch dobermanów, które zaczęły głośno szczekać, a następnie skakać do bramy jak wściekłe. - Więc nie gap się tak na jej cycki, bo Roman karze cię sprzątnąć – powiedział Mateusz, po czym wybuchnął śmiechem. - Powaga? - No mówię ci. - A skąd ty to niby wiesz? - Wszyscy o tym wiedzą. Zapytaj dziadka. Ojciec Andżeliki ma takie plecy i tyle kasy, że szef policji czuje się zaszczycony gdy mu liże buty. - A co on właściwie robi? - Jak to, co! Nielegalne interesy! - No ale konkretnie? - Nikt tego nie wie. Krążą pogłoski, że sprzedaje coś ruskim. Przyjeżdżają tu co jakiś czas swoimi wypucowanymi brykami, Romek robi huczną imprezę i następnego dnia już ich nie ma. Podobno kiedyś kręcił filmy dla Telewizji Polskiej, ale wywalili go z pracy. - Ciekawe ilu ludzi zlikwidował – zastanawiał się Piotrek. - Na pewno każdego, kto przeszkodził mu w interesach. Dwa lata temu chciał ponoć sprzątnąć szefa lokalnej mafii góralskiej, ale skończyło się tylko na strzelaninie koło Krakowa. - Mafii góralskiej? – zdziwił się Piotrek. - Tak niektórzy mówią na gang Artura Woskowskiego. Policja oczywiście ściemnia o sukcesach jakie odnosi w walce z mafią zakopiańską, ale jego banda ma tyle wspólnego z prawdziwą rodziną, co wiatrak z piernikiem – kiedy Mateusz to mówił, jego kuzyn stawał się coraz bardziej zafascynowany - Woskowski jest właścicielem zakładu pogrzebowego, dwóch dyskotek, no i tego supermarketu do którego idziemy. Jest cholernie bogaty, a do tego nie znosi bogatszych od siebie. - Skąd o tym wszystkim wiesz? - Od dziadka – odrzekł Mateusz – To co, dalej nie chcesz pożyczyć sobie dwóch ćwiartek od tego zjeba?
***
Stał oparty lewą ręką o pień sosny, a w prawej dłoni ściskał swą ciupagę – wielką, solidną, stanowiącą potencjalne narzędzie, którym można by porządnie zrobić komuś kuku. - Kuku! Kuku! – rozległ się dźwięk kukułki w lesie. Zdenerwował się. Nie znosił odgłosów kukułek, a te jak na złość, kukały mu dosłownie wszędzie! Ubrany był w tradycyjny strój zakopiański, łącznie z beżowymi, wełnianymi spodniami z klapą w kroczu. Na plecach dźwigał wielki, czarny futerał na skrzypce. Górna oraz dolna warga, odsłoniły niekompletny szereg pożółkłych zębów, po czym mężczyzna zrobił uśmiech, jakim raczej nie poderwałby seksownej osiemnastki. Miał pociągłą, obleśną, wiecznie nieogoloną, czerwoną gębę, na której wyostrzały się groźne rysy. Widział je – dwa karły leśne, schodzące w dół górską ścieżką. Góral zacisnął uchwyt ciupagi jeszcze mocniej, a jego uśmiech zamienił się w potworny grymas. Był wściekły, ale też zadowolony,