Thriller · 9 min czytania
Zakręt
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jak tu zacząć? Hmmm... Opisać to, co robimy? No, tak... Niektórzy pomyślą, że to głupie, tak przesiadywać cały dzień przed Zakrętem. Tak, tak, przed Zakrętem, a nie przed zakrętem. W końcu innego takiego nie ma nigdzie. On jest jedyny w swoim rodzaju. No i jest nasz. Naszej trójki. Dlatego przy nim jesteśmy. On nas żywi, daje... No, po prostu jest. Wcześniej ktoś postawił znak ostrzegający kierowców przed Nim. Wykopaliśmy ten metalowy słupek z kawałkiem nic nie znaczącej blachy. My byliśmy przeznaczeni do ochrony Zakrętu przed obcymi. Ani On, ani my nie potrzebowaliśmy żadnego znaku. A kierowcy? Niech się martwią o siebie sami. Jeśli myślą, jeżdżąc tymi swoimi samochodami, że są panami świata, dróg i prędkości, to się mylą. Zakręt im udowodni, że jest potężniejszy od nich. Wyrzuci ich ze wstrętem do pobliskiego rowu i tam będą jęczeć, zamknięci w stalowej puszce pojazdu, prosić o ratunek, który nie nadejdzie. Wtedy nadejdziemy my i spełnimy Jego wolę. Oczywiście nie wszyscy muszą zostać ukarani. Ci co przejeżdżają przez Zakręt z wizgiem opon, ledwo, ledwo wychodząc na prostą, są pod Jego opieką. Zapamiętają Go do końca życia, wierzcie mi. A my, siedząc na zwalonym pniaku obok asfaltu zapiszemy numery rejestracyjne samochodu, który przejechał. Zdarzało się tak, że Zakręt wyrzucał samochód dopiero za którymś razem z kolei. Każdy wyrzucony pojazd był sprawdzany, czy wcześniej tędy przejeżdżał, czy też nie. Jeśli tak, ludzie mieli prawo żyć. Lecz to zależało od ich zachowania. Jeśli, zamknięci w samochodzie, uznali potęgę Zakrętu, puszczaliśmy ich, a nawet zawiadamialiśmy lekarzy, aby zabrali ich do swojej brudnej cywilizacji. Lecz zdarzało się to bardzo rzadko. Przeważnie bluźnili, wrzeszczeli, narzekali na złe oznaczenie drogi. Naiwni. My byliśmy znakiem tej drogi, byliśmy Jego znakiem. I co z tego, że mamy tylko dwanaście lat? Mało? Wcale nie. Dużo rozumiemy. Więcej niż niektórzy dorośli. Co, myślicie, że mając dwadzieścia, trzydzieści, czy też czterdzieści, a nawet więcej lat, to możecie nam mówić co jest dobre, a co złe? Sami wiemy. A nawet nie my. Zakręt wie. Wyrzuca złych, a dobrych przepuszcza. Proste, nie? Najwięcej roboty jest oczywiście zimą. Ciężko wtedy nadążyć ze sprzątaniem rozbitych wraków. Inna rzecz, że wtedy mamy więcej gotówki na nasze wydatki. Znamy ludzi, co się nie pytają skąd bierzemy rozbite wozy. Po prostu przychodzą, płacą, biorą samochód i odchodzą. To dobry układ. Zawsze jednak czyścimy ślady krwi. Czasem lepiej za dużo nie dawać do myślenia innym. Mogą nie zrozumieć. Niekiedy nie mają gotówki, tyko płacą bronią. Wcześniej mieliśmy tylko własnoręcznie zrobione włócznie i łuki, teraz każdy z nas trzyma za paskiem pistolet, a w ręku nóż. Myślimy nad zakupem kusz, bo jednak broń palna robi za dużo hałasu. Może nie byłoby nam to wszystko potrzebne, ale kiedyś jeden z kierowców próbował uciec. Śmieszne, nie? Uciec przed przeznaczeniem?! No, w każdym razie próbował. Nie znał lasu tak dobrze jak my więc nie było aż tak dużo kłopotu, ale teraz, dzięki broni, możemy razić na odległość. Innym problemem jest szkoła. Tak, chodzimy do szkoły, a co, myśleliście, że jesteśmy trójką debili? Nie, nawet mamy dobre oceny. Musimy mieć dobre, żeby nikt się nas nie czepiał. Rodzice jak widzą, że w szkole jest dobrze, to dają święty spokój i można robić co się chce. Ale jest inny problem. Siedząc na lekcjach nie pilnujemy Zakrętu. Więc na każdej przerwie jeden z nas biegnie zobaczyć, czy nie ma nowego samochodu. Jeśli jest, sprawdza w notatniku, czy wcześniej tędy przejeżdżał. Jeśli przejeżdżał, sprawdza czy ludzie w środku są pokorni woli Zakrętu. Pokora oznacza życie i pomoc, jej brak - śmierć. Gdy ludzie są nieprzytomni, też wzywa pomoc. Jeśli numeru wozu nie ma w notatniku - śmierć. I wtedy jest nieważne, czy podróżni są przytomni, czy nie. Nocą Zakręt odpoczywa, my też. O świcie, przed lekcjami idziemy jednak sprawdzić jaką Zakręt miał noc. Spokojną, czy pracowitą? Poza tym jesteśmy przy Nim cały czas. Pogoda nas nie wystraszy, o nie. Jak któryś się rozchoruje, przychodzimy we dwóch. Czasem siedzi jeden. Ale zawsze ktoś jest. Lubimy patrzeć jak rozpędzony samochód walczy, jęcząc i piszcząc oponami, walczy o przeżycie, w tych piskach niekiedy aż słychać błaganie o wolność, prośbę o litość. Niekiedy jest wysłuchana. Lecz częściej po krótkiej…