Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

Zakrzyczało we mnie Życie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Deszcz, jak na złość, uwija się pracowicie od samego rana, paraduje po ziemi obrzydliwym kapuśniaczkiem, wlewa się za kołnierze kurtek, oblepia twarze mokrymi włosami, psuje nastrój. A przecież zna nasze plany, wie, że chcemy w góry. Że musimy w góry. Czekamy. Mimo rosnącego zniecierpliwienia, spoglądamy z nadzieją w niebo. A ono, jakby poruszone naszą determinacją, jaśnieje niemal w jednej chwili. Słońce przeciąga się lekko i wysuwa w naszym kierunku cieniutkie promyki nadziei. Chwytamy się ich chciwie. Wyższe partie gór mogą zaczekać, teraz zadowoli nas nawet kilkaset metrów, byle w górę. Jednogłośnie obieramy kierunek na wąwóz i wodospad Kamieńczyk.

Podejście, strome od samego początku, mocno daje się we znaki nieprzygotowanym na taki wysiłek nogom. Ale miny mamy tęgie, nikt nie daje po sobie poznać, że nie jest łatwo. Przecież Świat - czysty, wymyty deszczem, świeży i pachnący - stoi przed nami otworem. Tylko iść, chłonąć zieleń i błękit, wszystkie kolory drzew, krzewów, kwiatów i kamieni!

Wyposażeni w czerwone kaski zsuwamy się po metalowych schodach na platformę widokową. Podziwiamy pionowe, poszarpane, pogruchotane przez rwącą wodę ściany wąwozu. Skały sprawiają wrażenie, jakby ktoś celowo powbijał w nie małe sosenki, paprocie, trawy i kępy jagodowych krzaczków. Wodospad czyni mnóstwo zgiełku, wypełnia głowę nieznośnie hałaśliwymi odgłosami; jest gwałtowny, awanturniczy, niemal bezczelny w swej natarczywości, a jednak nie drażni. Przeciwnie, koi nerwy, ucisza duszę, wyłącza myślenie; zachłannie skupia na sobie całą uwagę. Nasyceni jego widokiem, pokrzepieni gorącą herbatą w schronisku, zarządzamy powrót w dolinę.

Zupełnie nieoczekiwanie stajemy się obserwatorami niezwykłego widowiska. Wystarczył moment

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%