Fantastyka · 4 min czytania
Zamek ciemności
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jedynie błyskawice miały taką moc by oświetlić tą potężną budowlę. Chmury gęstniały, a każda kropla spadająca na powierzchnie czarnego jak asfalt piasku, sycząc zamieniała się w opary powodujące mgłę. Zamek ze swoimi ostrymi jak szpic wieżami z oddali przypominał jedną ze sterczących skał w okół niego, tylko witraże wpuszczały do środka drobiny jasności tym samym odróżniając go od masywu gór. Nie było widać żadnej ścieżki prowadzącej do kilku metrowej bramy, a solidny kamień nie robił sobie nic z potoku wody jaki opływał jego kształty, Ciemność zagłębiała się w pyle otaczającym fundamenty. W środku nie było komnat, schody nie prowadziły do sal balowych, nie było służby i tysięcy kryształów. Ołtarz po środku tej jednej wielkiej przestrzeni był surowym czarnym głazem.
Oba nadgarstki były skute łańcuchem, który siłą odciągał je od siebie by z jego ciała tworzył się krzyż. Nogi choć ubrudzone wciąż nie miały śladu dzisiejszej walki, żadna kropla krwi nie uszła z niego. Potężnie umięśniona klatka piersiowa poruszała się pod wpływem długich wdechów, które usta czerpały.
-Wystarczy, ze uwierzysz...
Ale on nie chciał wierzyć, próbował wyszarpać dłonie z uwięzi. Rozglądał się tak mocno jak tylko pozwalała mu na to jego wygięta szyja. Nie cierpiał, nie czuł bólu. Szukał nadziei.
-Wystarczy, ze przyznasz...
Nie chciał przyznawać, mimo, że walczył z nim od zawsze wiedział jak potężna jest moc przyznania się do braku wiary. Potrafiła zamienić w przegranego w ciągu zaledwie sekundy. Setki lat zamieniłyby