Duchy · 5 min czytania
Zamieć
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ZAMIEĆ
Szedł nocą przez zamieć. Płatki śniegu wirowały wokół w ciemnościach, przylepiały sie do rzęs. Mróz niemiłosiernie ciął po młodej twarzy. Otulony brązowym wełnianym płaszczem przedzierał się przez zaspy, ale szło mu się dziwnie lekko. W mroku zdawało się niemal, że szedł po ich grzbietach, nie zapadając się prawie wcale. Może dlatego, że śnieg był tu już ubity, nie to, co w gęstwinie między drzewami. Był na skraju lasu i wychodził z jego zacisza. Po kolejnym kroku uderzył w niego lodowaty podmuch wiatru znad pól. Nie poczuł specjalnie zimna. Może to już idzie odwilż, a może przyzwyczaił się do mrozu. Dziwne, bo w lesie nie wiało, a było mu tam znacznie zimniej. A teraz na polu, nie czuł już nic- ani zimna, ani gorąca... Tylko ten wiatr tak mocno dmie i ścieżkę wciąż zasypuje. Jeszcze chwila i dojrzał w zamieci migające żółte światełko. Zbliżał się do skraju wsi. To znaczy, że nie zgubił w ciemności drogi, choć czarno wokół i śnieg sypie. Jeszcze parę kroków i światło przestało migotać. Zrobiło się większe, pomarańczowe. I było kwadratowe, od kształtu maleńkiego okienka, przez które się wydostawało. A potem tuż obok pojawiła się pionowa kreska, żarząca się tą samą barwą. Szczelina w niedokładnie zbitych z desek drzwiach. Zbliżał się do kuźni stojącej na skraju wsi. Powoli podszedł do szpary w drzwiach i zajrzał ostrożnie jednym okiem do środka. Wysoki, silny kowal krzątał się przy dogasającym palenisku. Czerwony żar nadawał drewnianemu wnętrzu iście piekielny wygląd. W krwawym blasku wszystkie te młotki, obcęgi i inne metalowe przedmioty jawiły się niczym narzędzia tortur. - Diabli nadali- mruczał pod nosem rosły kowal, odkładając na półkę ciężki młot i zgarniając metalowe odłamki ze stołu.- Wieje od południa, do jutra śniegu nawali... Odsunął się od szczeliny w drzwiach. Znów otoczyła go gęsta ciemność nocy. Odwrócił głowę. Po prawej stronie zobaczył kilka świateł. Jest już prawie we wsi. Jeszce parę kroków i będzie w domu. Ciekawe, czy matula jeszcze czeka na…