Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

rodzina · 13 min czytania

Zamieszkałam z muzyką

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przez jakiś czas, niepotrzebny nikomu, tkwiłem w Halifaxie, w tym zapyziałym miasteczku w Nowej Szkocji. Mając dwadzieścia jeden lat, wyciągnąłem plecak spod łóżka, spojrzałem w szeroko otwarte oczy ciotki i ruszyłem w stronę dworca, mając w głowie tylko przesiadki i loty.

— Mark, tylko nie zmarnuj sobie życia — rzuciła ciotka na odchodne.

Byłem za daleko, żeby odpowiedzieć.

****

Londyn trzyma się mocno, ale wygląda trochę inaczej niż w telewizji. Znowu tu jestem, przeszłości nie zostawiłem daleko za sobą. Mam chyba pecha, wracając po latach do domu o żółtych ścianach, tych samych, które patrzyły, jak przychodziłem na świat. Rodzice od dawna nie żyją. Pustka i ten dom - to wszystko, co mi po nich zostało... Sama myśl o tym jest przerażająca.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, kierowca po kozacku zaparkował taksówkę przed samym frontem typowego budynku z portierem. Zacząłem się niespiesznie rozglądać: nieskalany chodnik, starannie utrzymane balkony, emanujący ciepłym światłem hall...

Poczułem się mile zaskoczony.

— Czekasz na znak z nieba, żeby wysiąść? — nagle spytał, wyciągając owłosioną łapę po gotówkę.

Głos taksówkarza brzmiał głupio i tak niechętnie, że o mało nie straciłem zimnej krwi.

— Hm, no tak. Zagapiłem się, a ty bracie, od razu się rzucasz — sapnąłem.

Uniósł brwi.

— Jasne! Okej! — jego lepszy profil mówił, że mnie obserwuje.

Pomyślałem, że w końcu dostanie szału i zapłaciłem, rzucając najlepszą wersję swojego, żałosnego, umęczonego spojrzenia.

Na zewnątrz noc szczękała zimnem. Narzuciłem kurtkę na sweter. Stary kod do do domofonu zadziałał, gorzej było z windą. Ruszając, zamknęła się na mojej bojówce. Nadąłem policzki - Dobrze, że elegancki facet z bukietem róż w porę wcisnął guzik.

— Zwycięstwo albo śmierć. Odwrót jest wykluczony — wykrztusiłem, przekraczając próg zatęchłego mieszkania.

Czekała na mnie cisza. Przenikliwa, nieznośna, niekończąca się, ogłuszająca i pozbawiona energii.

****

Minął okrągły miesiąc, od kiedy zaszyłem się w nowym domu. Za oknem mija tyle życia. Rzadko wychodzę, dopiero, gdy burczy mnie i mojemu kotu w brzuchu. Przyzwyczaiłem do tego głosu i posiłków, samotnie spożywanych w chińskiej knajpce za zakrętem. Piwo poprawia mi humor. Wysoki kufel i wracam na właściwe tory. Gdy zaspokoję głód, z góry albo z dołu patrzę przez uchyloną szybę na zatłoczoną ulicę, na tę rozległą przestrzeń, taką nieprzydatną.

— Zamiast przynosić wieści ze szlaku, jesteś nudna i poukładana, smakujesz kurzem i wielkomiejskim pośpiechem. Cóż dla ciebie znaczy moja obecność w tym wielkim mieście? — pytam, ale nic się nie wyjaśnia.

Wieczorem, zamiast czułość wysyłać esemesem, gapię się w telewizor, sprzątam, piorę lub czytam książki. Te, które mnie w dzieciństwie nudziły teraz mają branie. Na półkach na oko stoi ich tysiąc, większości jeszcze nie otworzyłem. Od reszty odgradza je gruba szyba. Przewracając stronę po stronie, karmią mnie słowa, gorączkuje wyobraźnia. Czyjeś historie robią szczelinę w rzeczywistości, pozwalają poczuć się kimś innym, odpocząć od świata, od jego zgiełku i pytań bez odpowiedzi. Nie mam z kim pogadać. Zresztą nie mogę wymagać od nikogo, żeby mnie wysłuchał, a co dopiero zrozumiał. Wszystko już powiedziałem wtedy, w sądzie. Godzinami wysiadywałem twardą ławkę, może nie codziennie, ale wystarczyło. Potem pociłem się, wchodząc przez wielkie drzwi, powietrze falowało przed oczami. Nie rozumiałem, co mówił do mnie sędzia. Patrzyłem na jego niebezpiecznie wysunięty w uśmiechu podbródek i bałem się, że się zatnę i narobię sobie wstydu.

— Musi się tym dzieckiem zająć terapeuta, to poważna sprawa— wycedził na koniec rozprawy, prosto w ucho ciotki.

Przesłuchanie było ponad moje siły, ale cóż mogłem zrobić przerażony, samotna drobina na środku wielkiej zimnej sali sądowej. Znikąd pomocy, żaliłem się w duchu. Na samo wspomnienie rzygać mi się chce. I jak, by tego było mało: w toalecie, na ławkach w hallu, wszędzie słyszałem szepty:

— Jakiś zimny ten dzieciak? Popatrzcie, nie płacze...

Miałem ochotę wykrzyczeć im prosto w twarz, głowa pękała od natłoku myśli: Wypierdalać! Ocalałem z wypadku, przecież to nie moja wina! Moi rodzice jechali na koncert ojca po zastrzyk sławy. Ich jeep wpadł w poślizg, zginęli na miejscu, oboje. Gdy zobaczyłem ich śmierć dotarło, że moje bezpieczeństwo diabli wzięli, i że nieprzewidywalność jest częścią życia. W jednej chwili zmieniło się moje postrzeganie świata. Bez ojca i jego muzyki świat rozpadł się na kawałki. Okropnie było stracić mamę. Tej tęsknoty nie da się wyleczyć. Kochało mnie jej spojrzenie, jej śmiech, jej ciało.

Wtedy nie umiałem płakać, nie mogłem. Jak o tym myślę, trudno oddychać, ale kurwy i gówna z ust już nie padają. Rodzice nie przeklinali, byli tacy porządni. Postanowiłem, że będę szczęśliwy, jak oni. Właśnie tego chciałaby matka. Jeśli wydaję się podirytowany i niewdzięczny, to, dlatego, że jest to podszyte żalem, z racji tych małych rzeczy, których w ogóle nie zrobiłem lub zrobiłem źle. Wierzę, że to w końcu minie i będę cieszyć się jesienią. Póki, co mam trudności z nawiązywaniem nowych kontaktów i ciągle boję się ludzi. Jestem wytrenowany w smutku — ze mną można umierać, ale nie żyć.

Mój kot patrzy na mnie spode łba, chyba znowu robi mi wyrzuty.

— Kocie, nie przywiązuj się ani do rzeczy materialnych, ani do własnych planów na przyszłość. Im mniej spraw masz na głowie, tym lepiej. Nie wiem, czy uciec, czy tu trwać ?

Mruczenie. Mądra bestia.

— To twoja odpowiedź? Popatrz, na ten bajzel, nie drażni cię syf i sterty zakurzonych pudeł? To moje codzienne, żmudne ćwiczenia. Wczoraj wpadł mi do rąk pamiętnik Anny i Toma — moich rodziców. Leżał wśród śmieci na podłodze, gruby, o wyświechtanych rogach, oprawiony jak książka. Widzisz, od rana siedząc w piżamie, przewracam jego wilgotne kartki. Wszystko wskazuje, że dziś nie zasnę.

****

Tom.14 września 1980 r.

Była czwarta po południu. Stałem przy wejściu do stacji metra, gdzie miałem grać ze swoimi gitarzystami. Nie mając dostępu do sali prób, od kilku dni ćwiczyliśmy na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%