Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 14 min czytania

Zamknięcie mandali ...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„ ... Kiedy przed milionami lat na Ziemi rodziło się życie nic nie wskazywało na to, by piękno tej planety mogło stać się tylko jałowym pobojowiskiem głupoty. Może nie od zawsze przyszłość była skazana na potępienie, ale było w tym marzeniu o lepszym świecie coś złowieszczego. Z narodzinami człowieka rozpoczęła się era walki, walki o przetrwanie i walki o władzę. Potęgi starożytnych imperiów z wojnami niosły cywilizację i rozwój, ale i przekleństwo. Byli na świecie ludzie tak rozsmakowani w mordzie i bitwie, że pokój stawał się dla nich nie do zniesienia. Były czasy pokoju, odkryć i cudu życia, lecz stosunkowo zabijało je dążenie do coraz to większej potęgi. Wojny nie były już zwykłymi bitwami, a masowymi zagładami ludzkich istnień. Nikt nie zastanawiał się jakie konsekwencje nastąpią za kilka lat. Patrzyli tylko w dzień dzisiejszy, gdzie każde martwe ciało było kawałkiem złota w państwie. Świat przetrwał dwie wojny, a gdy wybił dzwon trzeciej śmierci ktoś powiedział „dość!”. Nie był to zwykły sprzeciw człowieka mającego inny cel, bo tych były tysiące i wszystkie ginęły w odgłosach strzałów. To było coś więcej niż krzyk, to był początek końca. To były narodziny nowego, wspaniałego świata ... Tysiące lat po narodzinach Chrystusa ewolucja człowieka sięgnęła tak daleko, że maszyny zastąpiły wszelkie otoczenie. Nie było już zwierząt, drzew, niczego co mogłoby funkcjonować bez maszyn. Ludzie używali sztucznych urządzeń do wszystkiego, od pielęgnowania własnych ciał po tworzenie tlenu, który już dawno zniknął z atmosfery. Całą przestrzeń zapełniła sztuczność i zimno coraz dziwniejszych wynalazków. Pomimo zagospodarowania całej powierzchni ziemi zabrakło już miejsca na kolejne pokolenia co doprowadziło do stworzenia koloni umieszczonych na orbicie planety. Dwanaście wirujących wraz z Ziemią koloni zbuntowało się przeciw odseparowaniu od powierzchni i wszczęło bunt, który władze chciały stłumić blokadą gospodarczą. Głód wywołał jeszcze większą wściekłość zawieszonych w przestrzeni. W tych mrocznych latach rozpętała się najstraszniejsza wojna jaką pamiętał wszechświat. To już nie było tylko zabijanie, czy chęć władzy. To było niszczenie samych siebie wraz z gruntem pod nogami. Technika była tak rozwinięta iż zniszczenie, wyrwanie z powierzchni planety obszaru ówcześnie średniego państwa było kwestią naciśnięcia jednego symbolu zawieszonego w hologramowej przestrzeni. Cierpienie, krzyki i morze przelewanej krwi było tak donośnym wołaniem o pomoc, że stało głosem, który docierając do serca Ziemi zbudził uśpioną matkę. Gaja ukryta w jedynym miejscu, którego nie zdołały sięgnąć dłonie ludzkie, powstała ze snu. To co ujrzała na powierzchni było przewyższeniem najczarniejszych koszmarów. Ziemia otoczona zimnem szkła i metalu, mechaniczne drzewa wytwarzające tlen, ludzie rodzący się w na wpół zmechanizowanych ciałach. Ból, cierpienie, żal i śmierć dookoła. To był zbyt wielki wstrząs. Oddając ludziom, wraz z dwojgiem pozostałych bogów, tę planetę pod władanie nigdy nie spodziewałaby się z ich strony takiej bezduszności i wręcz profanacji. Zabicie wszystkiego co tworzyła z takim mozołem zniszczyło w niej przebaczenie. Zawsze pobłażała ludziom w ich drobnych przewinieniach, uczyła cierpliwie, krok po kroku, jak żyć z naturą, ale tego było stanowczo zbyt wiele. Nawet miłość zna swoje granice, a one właśnie zostały przekroczone. Na dźwięk jej głosu powstały z ziemi duchy zwierząt i roślin które pogrzebał świat. Matka Ziemia nie musiała sama uzdrawiać świata, miała braci, którzy stali u jej boku. Boga dobra i harmonii władającego życiem i śmiercią oraz Szatana – wiecznego złośliwca z piekielnych podziemi. Choć każde z nich stanowiło swą władzę z osobna i inną siła panowało niegdyś nad światem to jednak w obliczu własnych błędów złączyli siły. Powstała armia sięgająca mocą oraz celem poza granice ludzkiej percepcji. Bóg i Szatan po raz pierwszy zawarli swe anielskie oddziały po jednej stronie. Wiedzieli, ze tu nie chodzi o stare waśnie dobra i zła, lecz o całkowitą zagładę w której obliczu ani jedna ani druga strona nie miałaby znaczenia. A ludzie? Cóż, ludzie w swych ograniczonych sferach pojmowania przedłożyli honory jednostki ponad ogólne dobro. Nawet pod wspólnym zagrożeniem ludzie nie potrafili zjednoczyć swych sił, a gdy legła ich cudowna technika legło wszystko. Potęga stała się tylko stertą martwego żelaza u boku słabego, bezużytecznego człowieka. Każde z bóstw z swej odmienności walkę prowadziło własną siłą. Szatan podstępem, Gaja żywiołem, a Bóg słowem, oni byli jednością. Byli władzami świata i chociaż tak długo pozostawali w uśpieniu oczyścili ziemię z ludzkiego zła. Jeszcze przed chwilą duchy drzew grzebały w ziemi ciała ludzi, anioły światła różańcami krwi znaczyły skrzydła, ciemność srebrzystymi dłońmi obejmowała wyrywające się ciała żyjących. To nie była już walka. Ostatnia faza istnienia człowieczej ziemi nadchodziła z każdym powiewem czarnego wiatru. Chyba jeszcze nigdy ludzkość tak bardzo nie chciała pozostać przy życiu. Wyrywające się istoty spod jarzma apokalipsy były tak dramatyczne, że jeszcze bardziej stawały się odrażające. Nastał koniec. Nie pozostało nic, żaden znaczący ślad, tylko głucha pustka wciąż grzmiąca echem umierających dusz. Gdy opadł kurz i śmierci pole zabłysło przed spojrzeniami bogów pojawiły się łzy. - Przecież tak kochaliśmy ludzi, tak bardzo dbaliśmy o ich dobro ... Dlaczego? Dlaczego oni zrobili to wszystko, dlaczego zniszczyli swój własny świat?! Wspaniały świat ... – głos Gai wciąż drżał pod naporem kolejnych łez. - Ludzie od zawsze byli skazani na potępienie, to głupie istoty, nie ma co wylewać nad nimi łez !! Nie płacz, Gaju, oni nie byli tego warci, to kompletnie ... - Dość! Szatanie, starczy. Nigdy nie kochałeś ludzi, ale to nie powód żeby ... – Bóg jak zawsze był pełen spokoju i opanowania, choć widać było, że smutek sięgnął i jego. - Szatan ma racje. - Gaju! - Boże, zrozum. Daliśmy im zbyt wielką swobodę, zbyt wiele możliwości. Przestali panować nad swymi żądzami i to doprowadziło do ich zguby. Ciężko mi to mówić, ale nie miałeś racji czyniąc człowieka panem naszej Ziemi. To było zbyt wiele. – jej głos był melodyjny, ciepły, a zarazem tak bardzo stanowczy. - Ludzie są zbyt pewni swych możliwości, zbyt zachłanni. Wiem, że życie naszych podwładnych powinno polegać na wolności, ale ich trzeba trzymać krótko, bo wlezą na głowę bez pukania. – Lucyfer nie przebierał zbytnio w słowach, ale zawsze było w nim trochę z mądrego anioła, pomimo tych wszystkich lat. - Jednak oboje przyznacie, że mimo wszystkich wad są potrzebni na świecie, tak jak wszystkie istnienia Szatana, choć nie zawsze potrafimy dostrzec w nich odpowiednie wartości. Ludzie nie są gotowi, by władać, ale nie są aż tak marni, by służyć. -

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zamknięcie mandali ... — czytnik · opowiadania