Inne · 5 min czytania
Zaniki pamięci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pogłaskałem psa po łbie. Nie wiem, po co. Nie wiem też, dlaczego ten stary kundel łasi się do mnie. Dlaczego kolejny raz próbował liznąć mój policzek. Może mnie lubi… Pewnie darzy mnie jakąś dziwną nutą sympatii, a może wraz z wiekiem ubywa mu mózgu i pamięć nie działa należycie. Ponoć pies, gdy kocha to już na całe życie. Pieskie życie. Psia miłość. Zapomniane upokorzenia. Z wiekiem psy stają się takie przewidywalne i niepamiętliwe. Czy wynika to z natury? Czy jest to tylko przystosowanie poplątane z pustkami w pamięci? Pustka. Pusty żywot. Kolejna miska z żarciem, i kolejne wiaderko z zimną wodą, kolejna próba muśnięcia policzka szorstkim, zniszczonym jęzorem. A po co to wszystko? Nie chcę być lizanym przez zapominalskiego psa, nie chcę, by byle kundel, nawet ten, którego dawno temu pijany ojciec przyniósł do domu zamiast miłości (banalne, ale jakże prawdziwe), merdał ogonem na mój widok. Przecież dawniej było inaczej, a może nawet lepiej. Pamiętam moje nieudane tresury, razy i kopniaki, jakie młody jeszcze kundel, musiał przyjmować, tak jak dziś przyjmuje wiaderko z zimną wodą i miskę z mizernym żarciem. Wtedy nie było mu do śmiechu.
Pamiętam smutne, szklane oczy, zgarbioną sylwetkę i podkulony ogon. A ja śmiałem się, patrząc, jak ucieka, słysząc, jak skomli, gdy do ręki brałem kij od szczotki. Nigdy nie polubiłem sprzątania, ale kij tak wspaniale leżał w dłoni. Grywałem na flecie, a pies, ten głupi kundel, piszczał. Moja gra i wysokie tony nieudanej melodii stawały się bardziej nienawistne niż kij od szczotki.
Pamiętam też rzadkie spacery. Ileż to razy śmiałem się, gdy kundel lądował w lodowatej, cuchnącej wodzie. Potem skomlał. A gdy otrzepywał się z wody i przypadkiem jakaś brudna kropla pojawiła się na moim policzku, to durny pies otrzymywał porządna porcję razów kolczatką albo chociaż samą smyczą. Popiskiwał, tuląc ogon. Wracaliśmy do domu. Przemoczony, śmierdzący, trzęsący się z bólu i zimna kundel i ja młody, piękny i niemal radosny. Lubiłem zadawać ból. Wydawało się to takie wesołe. Wielokrotnie radowałem się, gdy do psiego żarcia wsypałem mnóstwo pieprzu zmieszanego z ostrą papryką i solą. Głodny, wystraszony pies żarł chciwie, po chwili łapczywie pił wodę z wiaderka, a potem sikał tak długo, i tak obficie, że śmierdziało na całym podwórku. Wtedy ojciec dostawał szału. Pies kolejny raz dostawał należne razy. Ojciec nie patyczkował się, bił łańcuchem, grabiami, ogrodowym wężem.
Potem szedłem do domu. Jak…