Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 18 min czytania

"Zanim zapanuje Chaos" 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Piękne zielone lasy rozpościerały się wzdłuż wartkiej rzeki, do której niekiedy przychodziły dzikie zwierzęta, aby się napić czystej, źródlanej wody. Pomiędzy chmurami dostrzegało się szczyty najwyższych gór. Leah siedziała na łące pełnej czerwonych maków, niebieskich niezapominajek i różowo białych stokrotek. Po drugiej stronie od rzeki jej tata z innymi mężczyznami łowił ryby na dzisiejszy posiłek. Taki widok witał dziewczynę codziennie w jej magicznej krainie, Pansy Land. W krainie, w której wszyscy byli szczęśliwi i żyli w zgodzie. Zwierzęta nie napadały na siebie i nie bały się ludzi. Nie było przemocy, agresji, zła i wojen. Wszystko żyło ze sobą w harmonii i zgodzie. Leah, tak jak inni, kochała swoją krainę. Każdy z mieszkańców miał niespotykanie wyostrzony jeden z czterech zmysłów. Leah na przykład, mogła zobaczyć rzeczy niezauważalne dla normalnego oka. Widziała też rzeczy znajdujące się na kilometr od niej. Jej przyjaciółka, Melanie, była jedną z tych, którzy słyszała dosłownie wszystko. Bzyczenie komara, który dopiero do niej podlatywał, świst zbliżającej się strzały, czy nawet ultradźwięki. Byli też tacy, którzy dotykając czegoś, mogli powiedzieć o tym wszystko. Taki dar posiadała Tricki, jedna z dobrych koleżanek Leah i Melanie. Natomiast Tommy miał wspaniale rozwinięty węch. Nic, co powąchał nie było dla niego tajemnicą. Mieszkańcy Pansy Land mieszkali w drewnianych chatkach, które sami zbudowali. Leah rozmyślała o dzisiejszym przyjęciu przy ognisku, które miało się odbyć wieczorem. Została poproszona o zaśpiewanie na nim znanych im piosenek. Wszystkim bardzo podobał się głos Leah, chociaż ona sama nie przepadała za nim. Czekała na swoją przyjaciółkę. Dzisiaj miały się wybrać do lasu, aby sprawdzić czy wszystkie zwierzęta są bezpieczne. Melanie uważała to za zbytek uwagi. Zwierzęta nigdy nie rzucały się na siebie bez powodu, jedynie, kiedy były głodne, co było naturalne. Jednak było to obowiązkiem każdego z mieszkańców, a dzisiaj wypadła kolej Leah i Melanie. Zza pagórka pojawiła się roześmiana brunetka z ciemnymi oczami. Jak każdy, posiadała spiczaste uszy, podobne do elfich uszu. Była szczupłą dziewczyną średniego wzrostu. To Melanie. Zupełne przeciwieństwo Leah, która była dość niska. Miała niebieskie, głębokie oczy. Jej dużym atutem były długie, złociste blond włosy, zawsze opadające na plecy. -Cześć! -Cześć. Spóźniłaś się – powiedziała Leah udając obrażoną. Uwielbiała droczyć się z Melanie. -Oj.. bo… ten… musiałam pomóc trochę mamie – wymyśliła na poczekaniu dziewczyna -No… ostatnim razem pomagałaś tacie, a jeszcze wcześniej to babci – odparła wstając i śmiejąc się. Poszły w stronę lasu. -Melanie, zastanawiałaś się kiedyś czy istnieje jakiś inny świat oprócz naszego? – zapytała nagle Leah. Melanie roześmiała się beztrosko. -Jak to inny świat? -No… np. gdzieś sobie żyje jakaś dziewczyna i ona żyje zupełnie inaczej niż my? Ma inne obowiązki, inne zajęcia… -Eee tam, a czy to ważne? – odparła szybko. Nigdy nie lubiła myśleć, a już szczególnie mówić o życiu, co było zupełnym przeciwieństwem do Leah. Dziewczyny przemierzały las jak zwykle nie znajdując niczego ciekawego. Po drodze podeszły do małego strumyczka. Napiły się zimnej, orzeźwiającej wody. Melanie zmoczyła lekko swoje krótkie włosy. Uwielbiała to robić. W tym czasie Leah rozejrzała się po lesie. Nagle zobaczyła coś co sprawiło, że uśmiech znikł jej z twarzy. „Nie, nie chwila… to trzeba jeszcze sprawdzić” pomyślała. Powoli zaczęła się zbliżać do czegoś co bardzo jej przypominało… martwego jelonka. -Leah? Co się stało? – zapytała zdziwiona Melanie. Dziewczyna w odpowiedzi położyła palec na ustach dając przyjaciółce do zrozumienia, żeby była cicho. Była już pewna. To jest martwy jelonek. Leah i Melanie uklękły przy nim. Patrzyły na rozerwany brzuszek. -Ale… jak to… jak to możliwe? – wyjąkała Melanie -Nie wiem… ten jelonek jest jeszcze młody. Widzisz? Mięso jest nietknięte. To nie zwierzęta go zabiły. Chyba że… - urwała -Że co? -Pamiętasz, jak kiedyś przy ognisku opowiadaliśmy sobie historie? -Tak -A pamiętasz opowieść Miguela? O tym jak pewnego dnia nastąpi chaos? -No, ale to przecież było zmyślone. Prawda? -Tak mówił… ale pamiętasz jak opowiadał, że wtedy zwierzęta zaczną na siebie napadać zupełnie bez powodu? Melanie nie odpowiedziała. Dokładnie pamiętała. Tak strasznie potem się bała tej historii. Ale Miguel powiedział, że jest ona zmyślona. Nagle coś usłyszała. Kroki. -Leah, matka jelonka tu idzie -Chowamy się? -Dlaczego? Przecież nic nam nie zrobi. Jest już blisko Po chwili z drzew wyłoniła się smukła sarna. Spostrzegła swoje dziecko leżące bezwładnie nie ziemi. Podeszła nie zwracając uwagi na dziewczyny. Pyszczkiem trąciła jelonka. Gdy zorientowała się, że on nie żyje wzbudziła się w niej wściekłość. Kątem oka spostrzegła Leah, która była po jej prawej stronie. Spojrzała na nią groźnie. Sarna była pewna, że to właśnie ona zabiła jej dziecko. Natarła na nią z kopytami. Z całej siły uderzyła Leah w rękę. Melanie usłyszała trzask łamanej kości. Nie wiedziała, co ma robić. -Melanie! Leć do wioski po pomoc! -Ale… -JUŻ! Dziewczyna puściła się pędem do wioski. Tymczasem Leah starała się unikać ciosów rozjuszonej sarny. Ta zachowywała się jakby stała się innym zwierzęciem. Była agresywna. Leah czuła się jakby nie stała naprzeciwko sarny tylko groźnego, dużego łosia, który ma zamiar ją zmiażdżyć. Nagle poczuła za sobą drzewo. Była w pułapce. Nie mogła się ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę. Gorączkowo myślała jak się wydostać. Sarna stanęła na dwóch tylnich nogach. Teraz wydała jej się większa niż w rzeczywistości. „To już koniec” pomyślała. Sarna najwyraźniej nie była sobą. Widać było, że ma zamiar zabić Leah. Dziewczyna już widziała przed sobą kopyta zwierzęcia, gdy nagle sarna wyprężyła się, zamarła i zamiast uderzyć, bezwiednie padła przygniatając Leah. Jednak po chwili Melanie i jej tata ściągnęli ciężkie cielsko z poturbowanej dziewczyny. -Dziękuję. Już myślałam, że po mnie -Mało brakowało. Możesz chodzić? -Chyba tak, spróbuję Wstała, jednak poczuła dotkliwy ból w kostce. -Chyba nic z tego… myślę, że skręciłam kostkę. I nie tylko -Czekaj, zawołam Tricki, bo przyszła z nami Leah usiadła przy drzewie. Obok niej dosiadła się Melanie i Tommy. Wszyscy milczeli. Leah szybko dyszała. Nie tylko ze zmęczenia, ale i z przerażenia. Patrzyła na małego jelonka i na zabitą sarnę. „Dzieje się coś niedobrego” pomyślała. Po chwili do trójki dołączyła Tricki. Była wyraźnie czymś zmartwiona. Dotknęła rąk Leah -Prawa złamana Następnie dotknęła nóg -Skręcona kostka i pęknięta kość w lewym udzie. W ogóle to masz strasznie dużo siniaków, wiesz? -No, co ty powiesz? – odparła ironicznie Leah -Tommy chyba będziesz musiał zanieść naszą dzielną wojowniczkę do wioski… - powiedziała Melanie -Co? – jęknął – dlaczego ja? -Bo jesteś dżentelmenem – wtrąciła Tricki z naciskiem na ostatnie słowo. Tommy był jej bratem -Dobra, nie trzeba, jakoś sobie poradzę – zaczęła Leah -No co ty? Połamana jesteś i tyle. Tommy cię zaniesie. Silny z niego chłop, ale leniwy. Zanadto się nie zmęczy. Poza tym ja mu tak każę, jasne Tommy? Wszyscy wstali. Tommy wziął Leah na ręce. Ta złapała się mocno za jego szyję, gdyż zrobił to trochę zbyt brutalnie i strasznie zapiekła ją noga. -Mógłbyś trochę delikatniej -Jasne, przepraszam Dorośli mężczyźni szli przed nimi. Leah było żal jelonka, ale nie tak jak sarny. W środku czuła jakby to przez nią zginęła. Przecież mogły się schować. A co mogło zabić tego biednego zwierzaczka? Czy aby na pewno historia Miguela była wymyślona? Doszli do wioski, gdzie od razu zwołano zebranie w wielkiej chacie przywódcy, Drakona. W powietrzu wyczuwało się ciężką atmosferę. Wszyscy milczeli. Nikt się nie śmiał. Nawet małe dzieci tak jakby rozumiały wszystko nie płakały i były cicho. Tommy zaniósł Leah to starej kobiety, która znała różne maści mogące leczyć choroby. Ta posmarowała jej nogi i ręce. Leah poczuła mrożący chłód, a po chwili zupełnie nie czuła ręki i obu nóg, także Tommy znowu musiał ją zanosić. Stara kobieta zapewniła, że już jutro powinna czuć się dobrze, a kości powinny się zrosnąć. Gdy wszyscy zebrali się w chacie głos zabrał przywódca. Był on trzydziestoletnim mężczyzną o szerokich ramionach. Na prawym ramieniu odznaczała się duża blizna, jednak nikt oprócz niego samego nie wiedział skąd się tam wzięła. -Jak wszyscy już wiecie w naszym lesie zdarzyło się coś, czego nikt z nas się nie spodziewał. Jedno zwierzę zostało zabite, a drugie zaatakowało tak strasznie jakby nie było sobą. Gdybym teraz was wszystkich poprosił o spokój byłbym głupcem. Macie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Zanim zapanuje Chaos" 1 — czytnik · opowiadania