Fantasy · 18 min czytania
"Zanim zapanuje Chaos" 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po kilku chwilach do środka weszła Melanie, a za nią Drakon. -Dobrze, że jesteście już obie. Chodźcie za mną. – powiedział po czym podszedł do obrazu przedstawiającego jakieś dziwne znaki nie zrozumiałe dla nikogo. Stanął przed nim i zamknął oczy. Zaczął coś szeptać. Melanie, która mogła go usłyszeć nie udało się odczytać jego dziwnych słów. Drakon uniósł ręce do góry tak jakby czegoś tam szukał. Nagle ściana otworzyła się. Weszli do środka. Dziewczyny patrzyły na wszystko i wydawało im się, że śnią. W pomieszczeniu znajdowało się duże lustro. Nie pokazywało ono jednak ich odbić. Tafla lustra była czarna. Jednak w ciemności odznaczały się różne kształty. Leah po chwili zastanowienia stwierdziła, że wygląda to jak… ubrania! -Co to jest? – Zapytała zdziwiona Melanie. -To jest przejście na drugą stronę. Znajduje się ono w szafie Nicole. Często tu przychodzę i przyglądam się jej zachowaniu. Oczywiście, jest to możliwe tylko wtedy, gdy ma otwartą szafę, co zdarza się jednak dość często. Niedługo Nicole otworzy ją, żeby wybrać sobie ubranie na dzisiejszy dzień. Nie musiał im jednak tego mówić. Obraz w lustrze zmienił się. Pokazała się zaspana dziewczyna w koszuli nocnej. Przetarła oczy. Leah przyjrzała się jej dokładnie. -Ile ona ma lat? -Ma 16 lat. Jest w waszym wieku. O, zobaczcie to jest jej brat. On ma 19. Jego też musicie tutaj sprowadzić. -Dlaczego? -On też posiada swoją moc. Jednak w jego świecie nie może jej użyć. Przeszkadza mu chaos. -Kiedy my mamy tam przejść? – zapytała z lękiem w głosie Melanie -Wtedy, gdy Nicole wybierze się do szkoły -Szkoły? A co to takiego? -To jest budynek, do którego uczęszczają wszystkie dzieci i młodzież. Tam się uczą rzeczy, które czasami w ogóle nie przydadzą im się w życiu. To jest coś podobnego do waszych cotygodniowych spotkań z Miguelem czy Mariettą. Jednak wy uczycie się tego, co będzie dla was pożyteczne. Oni nie zawsze. Melanie słuchała tego jak zaczarowana. Najwidoczniej wciąż nie mogła do siebie dopuścić myśli o innym świecie. -O! Dobrze… wyszli. Możecie tam już przejść. Ona już nie wróci do swojego pokoju. Wzięła ze sobą torbę. Zapadła cisza. Przerwała ją zmieszana Melanie. -Jak mamy to zrobić? -To bardzo proste. Wystarczy przejść przez lustro. -I tyle? -Tyle -Dobrze, to ja pierwsza – powiedziała Leah. Powoli zbliżyła się do lustra. Najpierw pociągnęła po nim ręką. Powierzchnia zmętniała. Dziewczyna wzięła głęboki oddech. Odważnie przeniosła nogę, potem ręce, a następnie cały tułów przez lustro. Poczuła dziwne mrowienie. A potem taką przyjemną lekkość. Nie czuła nic. Pomyślała, że mogłaby zostać w takim stanie przez wieczność. I nagle pod stopami poczuła grunt. -A więc, już jestem… - powiedziała do siebie. Nagle przechodząca Melanie popchnęła ją niechcący i obie wyleciały z hukiem z szafy. -Melanie! Co ty wyrabiasz?! -Wybacz, niechcący. Niecodziennie się przechodzi przez magiczne lustra! – odpowiedziała Melanie ironicznie – czekaj… ktoś tu idzie! -Szybko, do szafy, chowamy się z powrotem!
***
-Nicole! Wstawaj! Czas do szkoły -Jeszcze pięć minut, mamo – wymruczała pod nosem dziewczyna. Do pokoju wpadł jej starszy brat. -Wstawaj idiotko! Do szkoły się spóźnisz -Nie jestem idiotką… jestem zmęczona… - powiedziała zaspana. Założyła kapcie i wstała. Po chwili spostrzegła, że założyła buty na odwrót, prawy na lewą, a lewy na prawą nogę. -No… zmęczona idiotka – odparł ironicznie, po czym skierował się do swojego pokoju. Podeszła do swojej toaletki. Nicole nie lubiła swojego odbicia w lustrze. Zawsze, gdy w nie spoglądała widziała w nim niezdarną dziewczynę z wiecznie prześladującym ją pechem. Pamiętała każdą kompromitującą sytuację, jaka się jej przytrafiła. Raz na przykład na dyskotece wylała sok wiśniowy na szkolnego przystojniaka akurat w tym momencie, gdy prosił ją do tańca. A raz na głowie wylądował jej placek jagodowy, gdy na stołówce ktoś nie chcący potknął się i wyrzucił z rąk swoją tacę. Takich sytuacji było mnóstwo. Nicole w szkole była znana jako odwieczny pechowiec. Większość nabijała się z niej przy każdej okazji ale miała swoją paczkę i nie przejmowała się zbytnio innymi. Jej najlepszą przyjaciółką była Caroline. Caroline w przeciwieństwie do niej była lubiana. Była jedną z głównych cheerleaderek, przewodziła w samorządzie klasowym i szkolnym, bywała na każdej imprezie i znała wszystkich największych przystojniaków w okolicy. Nicole bardzo zazdrościła swojej przyjaciółce jej pewności siebie i pozycji w życiu jednak nigdy nie chciała się do tego przyznać, nawet przed samą sobą. Po krótkiej chwili stwierdziła, że nie zrobi sobie makijażu, bo może jej to wyjść jedynie na złe. Do dziś pamiętała jak wyszła do sklepu z tylko jednym umalowanym okiem. Ubrała się i zeszła na dół. Przy stole siedzieli już wszyscy, to znaczy mama Nicole, jej ojczym oraz dwóch przyrodnich i jeden rodzony brat. Tata Nicole zmarł, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Prawie go nie pamiętała, jedynie ze zdjęć. Czasem jednak, czuła ogromną tęsknotę do niego. Natomiast swojego ojczyma szczerze nienawidziła. Zawsze faworyzował swoich synów. Dla niej i dla Jasona nigdy nie miał czasu. -Cześć Nicole! – powiedział najmłodszy z towarzystwa Stevie. -Cześć – odparła cicho Nicole. Stevie był jedynym przyrodnim bratem, którego Nicole nie nienawidziła. Miał on 6 lat i dopiero za rok czekała go szkoła. -Nicole, pobawimy się dzisiaj moimi nowymi klockami? -Masz nowe klocki? – wyrwało się dziewczynie. Poczuła na sobie wymowne spojrzenie matki. Takie samo spojrzenie rzuciła ojczymowi. -No! Są bardzo fajne! I jest nawet helikopter! – mówił podekscytowany maluch. -Jasne, tylko wrócę ze szkoły -Nicki jeszcze nie znudziła cię rola niańki? – zapytał ironicznie Brad. -Nie – odparła krótko Nicole. Strasznie ją wkurzało, gdy Brad mówił na nią „Nicki”. On doskonale o tym wiedział. Dlatego właśnie ciągle się tak do niej zwracał. -Dobra, ludzie! Jak chcecie się ze mną zabrać to się pospieszcie. – Przerwał nadchodzącą potyczkę słowną Michael – na nikogo nie czekam! – rzucił jeszcze na koniec wstając i kierując się do swojego pokoju, aby wziąć swój plecak. Michael jako jedyny z piątki miał samochód i prawo jazdy. Dostał je niedawno, więc chwalił się tym na każdym kroku. Szkoła znajdowała się kawałek drogi od domu, a autobusem Nicole nie miała ochoty jechać, więc porwała kanapkę ze stołu i ruszyła na górę. Gdy była już przed swoimi drzwiami usłyszała trzask dobiegający ze środka. Zlękła się nie na żarty. Stanęła pod drzwiami i usłyszała jak coś się w środku porusza. Zamarła. „Czyżbym miała w pokoju myszy?” pomyślała przerażona. Nacisnęła powoli klamkę. Weszła do pokoju, ale nie zauważyła żadnych zmian. Wszystkie rzeczy leżały tak jak je zostawiła. „A może mi się coś przesłyszało?” pomyślała i porwała plecak. Zbiegła szybko na dół. W samochodzie siedziała już cała trójka: Jason, Brad i Michael. -Nicole! Szybko, bo odjeżdżamy – krzyknął ten ostatni i zapalił silnik. Podbiegła do nich i wskoczyła do tyłu, obok Jasona. Po kilku minutach jazdy Brad zaczął żartować z Nicole. -To co Nicki dzisiaj zamierzasz robić? Przewrócisz się o skórkę banana czy spadniesz ze schodów? -Nie, ja myślę, że dzisiaj nasza gwiazda rozwali sobie głowę o drzwi! – wtrącił się Michael. Nicole czerwieniła się coraz bardziej z każdym zdaniem. Sama nie wiedziała czy ze wstydu czy z bezsilnej wściekłości. Zacisnęła pięści. -Nicki? To co dzisiaj planujesz? Zdradzisz nam? -Nie sądzę. Nie zdradzam swoich sekretów takim baranom jak wy – powiedziała spokojnie. -Taaa… baranom. Przynajmniej nie jesteśmy tak niezdarni jak ty! -Chłopaki, dajcie jej spokój – odezwał się w końcu Jason. Wszyscy od razu ucichli. Chłopaki wiedzieli, że lepiej z nim nie zadzierać. Mimo, że był niewiele od nich młodszy to jednak o wiele bardziej silniejszy. Nie raz już powalił na nogi gościa większego od niego. Wszystko dlatego, że Jason był bardzo sprytny. Gdy się kimś bił nie stawiał jedynie na siłę ale i na mózg. Nicole zawsze była dumna z brata. I zawsze mogła liczyć na jego pomoc. Jason i Nicole byli wyjątkowym rodzeństwem. Oboje bardzo się kochali i szanowali. Podejrzewam, że jedno za drugie oddałoby życie, gdyby zaszła taka potrzeba. Samochód stanął przed szkołą. Dziewczyna szybko otworzyła drzwi i wbiegła do szkoły. Nie miała zamiaru dalej obcować ze swoimi przyrodnimi tak zwanymi braćmi ani minuty dłużej. Na końcu korytarza zobaczyła Caroline. -Hej Nicole! Co słychać? -Nie pytaj. Lepiej powiedz co u ciebie? -U mnie wszystko gra – uśmiechnęła się jednym ze swoich anielskich uśmiechów – Minnie organizuję imprezkę, przyjdziesz? -Wiesz przecież, że nie -Niby dlaczego? -Po ostatnim wypadku z Markiem nie mam ochoty na żadne „imprezki” – odparła kwaśno. -Oj przestań, to był tylko wypadek. Z resztą on się wcale na ciebie nie gniewa! Widziałaś jak na ciebie patrzy? Zjada cię wzrokiem! „Za bardzo się nie naje” pomyślała z przekąsem…