Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

zapach róż

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Obudził ją przesłodzony zapach róż. Nękana wonią wstała więc wsuwając delikatne stopy w swoje miękkie pluszowe kapcie i rozejrzała się po pokoju. Czarne ściany nie raziły ją w oczy już tak bardzo jak za pierwszym razem, kiedy została zmuszona tu mieszkać, co nie znaczy, że nie zamieniłaby ich z chęcią na swoje poprzednie- tak słodko pastelowe. Westchnęła. Zapach róż w jednej chwili znikł, jakby tak piękny zapach nie mógł przebywać w tym brutalnym świecie. Wygładziła jasnoniebieską koszulę nocną i odwróciła się w stronę wpadającego do pokoju światła. Zza okna dobiegały właśnie przekleństwa i agresywna woń spalin. Dziewczyna odruchowo zmarszczyła delikatny nosek i mrużąc oczy krokiem baletnicy znalazła się w kuchni. *** -Hej, laska! Dziewczyna nawet nie odwróciła się. Laska? Co to w ogóle za pojęcie? Nasunęła kolorowy kapelusz tak bardzo na czoło, że rzucał on na jej oczy intrygujący cień. -Foczka! Skąd się kurwa urwałaś? Z cyrku? -Kurwa?- powtórzyła pytająco dziewczyna, zainteresowana nowymi słowami- Foczka? Zatrzymała się i popatrzyła z nieskrywaną ciekawością na trójkę chłopców, mniej więcej w jej wieku. Łysina sprawiała jednak, że nie znająca świata dziewczyna, myślała, iż są oni już bardzo starzy. „Ludziom wypadają włosy, kiedy są w podeszłym wieku”- stwierdziła. -Chodź tu do nas!- zachęcił jeden jednocześnie robiąc nieprzyzwoity gest. Podeszła. -Foczka, jak się nazywasz?- zarechotał jeden przybliżając się do niej coraz bardziej. Dziewczyna odsunęła się od nich, wzięła w dwa palce rąbek sukienki i dygnęła z wielką wprawą. -Jaśmina Amelia Victoria Lekocińska. Jeden z chłopców wcisnął puszkę piwa koledze i stanął przed Jaśminą, karykaturalnie ją naśladując. -Bartek Żłop i Żul Polanowicz. Jaśmina wyciągnęła dłoń oprawioną w koronkową rękawiczkę, spodziewając się pocałunku, jak od każdego gentelmana. Jednak nie doczekała się. Bartek wziął jej dłoń i przyciągnął dziewczynę do siebie, kładąc jej lepkie dłonie na pośladkach. -Część oficjalną mamy już za sobą, co foczka? Wyglądasz na nadzianą, zabierzesz mnie do swojej rezydencji? -Puść mnie!- zaprotestowała Jaśmina. -Nie udawaj takiej twardej. -Ty niegodziwcu, jak możesz!? Hańba! Ratunku, niech ktoś…! -Zamknij się, kurwo!- naskoczył na nią chłopak- Pomóżcie mi zaciągnąć ją za garaże- zwrócił się do kolegów. Jaśmina obejrzała się za siebie w nadziei ratunku. Ludzie jednak obojętnie mijali ich, nic sobie nie robiąc z krzyczącej dziewczyny. Cóż było robić? Jaśmina przypominając sobie sceny z tych plugawych filmów, które zmuszona była oglądać podczas pobytu w tym odrażającym mieście, podniosła nogę zgiętą w kolanie do brzucha i z całej siły uderzyła nią, celując w podbrzusze chłopaka. Trafiła jednak wbrew zamierzeń TROCHĘ niżej… Z nieznanych Jaśminie powodów, Bartek krzyknął, a jego uścisk rozluźnił się. Chłopak padł na kolana, jęcząc półgłosem. Dziewczyna korzystając z okazji wyrwała się mu i odbiegła, zastanawiając się, dlaczego tak mocarnego mężczyznę zabolało jej delikatne, bo kobiece kopnięcie. Skupiła się jednak na ucieczce i już po chwili zapomniała o nurtującym pytaniu. Weszła do najbliższego sklepu, ciekawie rozglądając się po pomieszczeniu. Jakieś tajemnicze duże i małe paczki z napisami „Cheetos” i „Lays” zajmowały wielką półkę. Gdzieniegdzie pojawiały się też owoce. Na blacie stała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%