Przygoda · 11 min czytania
Zapach siostrzanego strachu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Ruszyli w drogę w milczeniu żegnani smutnymi spojrzeniami prawie wszystkich członków rodziny Halszki. Dzik nie czuł się dobrze zabierając komuś dziecko, lecz wiedział, że gdyby tego nie zrobił dziewczynka najpewniej zginęłaby z głodu. Halszka wbijała wzrok w swoje zaciśnięte na kolanach dłonie, a jej ciałem wstrząsały dreszcze, po policzkach nie płynęły jednak łzy. Dziewczyna była zdeterminowana nie dać po sobie poznać żalu. Gdy ostatnie chaty zniknęły za drzewami dziewczyna nagle odwróciła się w kierunku wsi, jakby ktoś ją zawołał. Za nimi nie było jednak nikogo. Dzik położył dłoń na jasnych włosach Halszki i, chcąc ją pocieszyć, szepnął banalne „Będzie dobrze”. {i}Jaka mięciutka. Mogę jeszcze raz? Mogę, mogę, mogę? Proszę.{/i} Dziewczyna lekko skinęła głową i wróciła do wpatrywania się w swoje kolana. Do pierwszego postoju wcale ze sobą nie rozmawiali. Podczas przygotowywania posiłku dziewczyna, wydawałoby się, zapomniała całkowicie o poprzednich wydarzeniach i z werwą zabrała się do pomocy. Jedzenie smakowało jej niezmiernie, głównie dlatego, że od dawna była głodna, ale i z powodu mięsa, którego zazwyczaj nie dostawała.
— Poczęstuj się. — Dzik podsunął jej pod nos torbę ze słodyczami.
Dziewczyna niepewnie sięgnęła po cukierek i podziękowała spoglądając mu na moment w oczy. {i}O mamo, ależ ona jest słodka. Tak sobie siedzi cichutko i zajada tego cukierka. Też bym ją sobie tak zjadł. Do tego, o co chodzi z jej ubraniami? Przecież musi jej być zimno. Nie wolno pokazywać tyle skóry, to niezdrowo. Oczywiście nie narzekam, mnie się tam podoba, ale nie jestem pewien ile jeszcze uda mi się nie próbować ogrzać jej własnym ciałem. To znaczy teoretycznie mógłbym. Mógłbym, prawda? Przecież jest moja. Zapłaciłem, tak? No zapłaciłem, więc jest moja. Jesteś moja wiesz? Nie, nie mogę, nie wolno gwałcić małych, słodkich dziewczynek. Jeżeli by była chętna to co innego, ale na razie nie wolno. Przestań sapać Dzik, przestań.{/i} Dzik widząc, że Halszka jest lekko ubrana wstał i rzucił jej swój zapasowy płaszcz.
— Masz, zawiń się.
Dziewczyna ciasno opatuliła się ubraniem i podziękowała po raz kolejny. {i}Jak to było? Męskie ubranie na dziewczynie jest niczym flaga na zdobytym forcie?{/i}
— Będę ci musiał kupić jakieś cieplejsze ubrania, bo inaczej to mi uświerkniesz w zimie.
Niedługo później ruszyli dalej, podróży nadal nie urozmaicała im rozmowa. Gdy zaczęło się ściemniać Dzik, choć do całkowitych ciemności było jeszcze daleko, zarządził, że zatrzymują się na noc. Z pomocą Halszki oporządził konie i przygotował dla niej posłanie obok swojego. Po zjedzeniu lekkiej kolacji, nie mając nic innego do roboty oboje położyli się spać. Dzik leżąc i wpatrując się w sufit wozu usłyszał ciche łkanie dochodzące z boku. {i}Czyli w końcu pękła, co?{/i} Nie wiedząc jak mógłby pocieszyć dziewczynkę, postanowił na razie się nie odzywać, zamiast tego udając, że nic nie słyszy. Po kilkudziesięciu minutach łkanie zostało zastąpione miarowym oddechem. Nagle otworzył szeroko oczy rozglądając się czujnie. Odgłos oddychania nie dochodził od strony Halszki, tylko z zewnątrz. Dzik postanowił wciąż udawać, że śpi i zaczął uważnie obserwować wejście. Pojawiła się w nim skryta w mroku kaptura twarz, a zaraz potem cała sylwetka mężczyzny z nożem. Nieznajomy zaczął skradać się w kierunku posłań, podnosząc jednocześnie nóż do dźgnięcia. Więcej Dzikowi nie było trzeba, szybkim ruchem rzucił, stojącym w zasięgu ręki, kubkiem w kierunku napastnika, jednocześnie zrywając się na nogi. Przeliczył się jednak nieco, zanim zdążył wstać przeciwnik odzyskał równowagę i ciął szeroko nożem. Dzik syknął z bólu gdy ostrze rozcięło mu lewe przedramię. Udało mu się jednak złapać nadgarstek trzymający nóż. Będąc zdecydowanie silniejszym wytrącił nóż z ręki zdezorientowanego zabójcy i wykręcił mu ręce. Zrobili przy tym sporo hałasu, który obudził Halszkę.
Część 22 / 3
— Hala, nie wychodź z wozu. — Dzik wypchał napastnika na zewnątrz chowając się za nim jak za tarczą.
— Jest was więcej? — warknął, jednocześnie ściągając mężczyźnie kaptur.
— Nie! Nie, jestem sam!
Niedoszły zabójca okazał się całkiem młodym chłopakiem, którego twarz wydała się Dzikowi znajoma. Po rozejrzeniu się po okolicy i upewnieniu, że złapany człowiek mówił prawdę rzucił go na ziemię.
— Halszka, już dobrze. Przynieś mi jakiś sznur.
Dziewczyna wybiegła przerażona niosąc ze sobą mocną linę, po czym, zobaczywszy kogo przytrzymuje jej pan, stanęła osłupiała. Odruchowo przekazała linę do wyciągniętej ręki, a Dzik zabrał się do wiązania leżącego człowieka.
— Halszka, czy wiesz może dlaczego twój brat chciał mnie przed chwilą zabić? — zapytał dziewczynę tonem odpowiednim raczej do spokojnej rozmowy przy herbacie.
Część 33 / 3
Teraz, wiedząc kim był napastnik, nie miał się już czego obawiać i zabrał się do opatrywania rozcięcia na ręce.
— Nie... — urwała. — Chciał zabić? — szepnęła z przestrachem.
— No to może kawaler się wypowie? — zapytał wskazując na niego nożem. — Zdajesz sobie sprawę, że próba morderstwa to ciężkie przestępstwo? Za takie coś ludzie lądują jako niewolnicy w kopalniach.
— Panie, ja nie... Ja przepraszam...
— Martwemu przeprosiny na nic by mi się zdały — wszedł mu w słowo Dzik. — Właściwie żywemu też mi się nie przydadzą. Dlaczego chciałeś mnie zabić? — Zbliżył nóż do gardła chłopaka.
— Halszka... Halszka, chciałem ją ratować — wycharczał. — Jak tylko się dowiedziałem, że ojciec ją s-sprzedał, to wybiegłem i chciałem…