przyjazn · 19 min czytania
Zapach zielonych jabłek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Pochmurny dzień. Mnóstwo chmur. Deszcz zacina, nie widać ulic. I ona nie widziała.
-Ciśnienie? -Spada! -Tętno? -Niedobrze… na Boga, odsuńcie te wszystkie klamoty! Sheryl! Zabierz mi to sprzed nóg! -Ciśnienie ciągle spada! -To koniec! Zbyt silnie uderzył… -Nie! Nie dajcie jej odejść! -Ma na imię Elis.
Obudziło ją słońce. Tak ostre jak na tą porę roku. Rozejrzała się po jasnym pomieszczeniu. Straszna ta biel. Razi. Gdzie mama? Jak to nie ma? Gdzie jest? Czemu jej przy mnie nie ma? Czemu milczycie? Zakryjcie tą biel. Tak bardzo razi. Nie pasuje do moich łez. Mamo, słyszysz mnie?
Ptaki. Tak pięknie śpiewają. Ona może już wstawać, ale sama nie chodzi. Była u niej siostra. Potem tata. Gdzie mama do licha? Mówią, że nie przyjdzie. Nie może? Dlaczego nie przyjdzie? Siostra patrzy na nią bez słowa. Słowami są jej łzy. Już wiem. Mały przebłysk. Ciemno, chociaż wcześnie… Idzie wzdłuż ulicy. Trzyma ją za rękę. Wybucha śmiechem na widok reklamy kociego jedzenia. Ten facet jest rewelacyjny! Mógłby być aktorem… Idą, zanosząc się śmiechem. Mama pyta ją jak w szkole. Mówi, że ciężko. Po drugiej stronie widzi cudowny sklep z papeterią. Mamo! Proszę, chodźmy tam! Proszę. Łapie ją za rękę i ciągnie. To przecież taki cudowny, malutki sklepik. Mamusiu! Ta w kwiatki! Albo z tym słonecznikiem! Z prawej strony stoi ona z lewej jej mama. Z lewej mama, mama i coś jeszcze. Z lewej drzewo, mama, kosz na śmieci, mama, wózek dziecięcy, samochód. Samochód. To ostatnie, co widziała. Potem było już tylko ciemno.
W szoku ciężko cokolwiek złożyć do kupy. To niemożliwe. Tak się dzieje tylko w filmach. Chociaż nie… w filmach wszystko dobrze się kończy. Ten scenariusz jest inny. Mamo! Przepraszam za ten sklep. Za ten mały, śliczny sklepik. Przepraszam, że tak bardzo spodobały mi się te słoneczniki. Przepraszam za te kwiaty. Były jak prawdziwe. Aż czułam ich zapach. Też go poczułaś? Powiedz, że zdążyłaś!
Teraz już wie, co się stało. Nie odzywa się. Siostra na nią patrzy. Są takie podobne. Przyniosła jabłka. Jakie czerwone. Bierze jedno. Sok aż tryska. Ile w nich soku. Jakie to dziwne. Jakie dziwne. W drzwiach ktoś stoi. Mała postać. Blond włosy spływają na ramiona. Jaka ładna. Jak laleczka. Ale co to? Smutna? Pyta czy może jedno jabłko. Czemu o to pyta? Ależ oczywiście, że może. I ten smutny błękit jej oczu. Ma na imię Emily. Ma raka. Włosy nie są jej. Jakie dziwne. Wyglądają jak naturalne. Ale teraz widzi jej zapadnięte policzki. Mówi, że też nie ma mamy. Je jabłko. Smakuje. Jakie czerwone…
Dzisiaj pogrzeb jej mamy. Chce iść. Lekarz się nie zgadza. Mówi, że i tak pójdzie. Ojciec ją wypisuje. Ma całe czerwone oczy. Pożegnała się z małą Emily. Powiedziała, że wróci jutro i przyniesie jej jabłka.
Część 22 / 4
Na cmentarzu każdy podchodził do Elis i jej ojca. Nikt się nie odzywał, ale co tu dużo mówić. Bała się tego momentu. Bała się widoku twarzy ojca, bała się litości wszystkich ciotek, które widziała pierwszy raz w życiu. Może się założyć, że połowa z nich nie zna jej imienia. Potem zaczął mówić ksiądz. Nie słuchała. Dopiero, kiedy powiedział, że Margaret, gdyby żyła, zapewne chciałaby podziękować swojej rodzinie. Swojemu mężowi, dzieciom… Skąd on może wiedzieć. Podziękować mi? A za co? To ja dostrzegłam ten przeklęty sklep, tak myślała Elis. Chce już wracać. W szpitalu jest ciszej. Mała Emily już pewnie tęskni. Prosi ojca, żeby ją zawiózł. Mówi, że jeszcze nie. I ta chwila. No tak… Ciotki krzyczą, żeby otworzyć trumnę. Ale, po co? Zobaczyć czy ma równo makijaż? Czy ładnie ubrana? Czy umalowane paznokcie…, Po co? Pyta… Otworzyli. Jest piękna. Nadal. Na niektórych twarzach ulga. Nie przyniosła wstydu. Gratulują dobrania apaszki. Jakie to wstrętne. No tak, apaszka najważniejsza. Ona chce do szpitala. Tam jest tak cicho. Tylko zakryjcie tą biel. Razi.
Już na miejscu. Chce zostać sama. Nie znosi białego koloru. To nawet nie jest kolor. Jest taki pusty. Bezpłciowy. Nijaki. I taki rażący! Nie może już patrzeć. Krzyczy. Wpada pielęgniarka… Cały oddział cię usłyszy! Długo tak zamierzasz się drzeć? Nie jesteś tu sama! Zastrzyk. Znowu.
Jest tam już od pięciu dni. Ból głowy mija. Zadrapania się goją. Niedługo przyjdzie jej się pożegnać z Emily. Z tym łóżkiem, szafką. Z tą bielą. Przywykła do niej. Już nawet jakby zbladła.
Dzień pakowania. Nie jest wbrew pozorom najtrudniejszy. Owszem tęskni za domem, ale tutaj może się przynajmniej łudzić, że to wszystko to zły sen. Na razie ma zajęcie. A co będzie jak po raz pierwszy od 17 lat mama nie powita jej w domu. Co za określenie. Dom bez mamy, to nie dom. Czas pędzi. Niedługo przejdzie przez izbę przyjęć, widząc ludzi po wypadkach. Zobaczy ojca. Ma wrażenie, że nie poczuje od niego alkoholu tylko, dlatego, że przyjechał samochodem. Wraca do świata, który w ciągu paru tygodni stał się zupełnie obcy. Już nic nie będzie tak jak kiedyś…
Pa Emily, pa maleńka. Odwiedzę cię niedługo. Nie wiem, kiedy. Kocham cię Kruszynko.
Jak znaleźć sobie miejsce w tej sytuacji? Jak przestać rozpamiętywać tamte chwile? Jak nie czuć się winną? Czy tak już będzie zawsze? Tato, musiałeś znów to zrobić? Jadę do Emily. Nie wiem kiedy wrócę. Przestań już pić. To nic nie zmieni. Ona nie wróci.
Część 33 / 4
Zatrzymała się przy jakimś straganie z warzywami. Wybrała dwa najładniejsze jabłka. Dla Kruszynki. Tak bardzo je lubi.
Dzień dobry, kochanie. Boli? Przestanie. Spójrz, jakie ładne te jabłka! Dla ciebie! Specjalnie dla ciebie. Dobrze, zjesz jak wyjdę.
Wrócę jutro. Przywieźć ci jabłko? Na pewno możesz je jeść? Pa, piękna.
Tato, wróciłam. Tato? Tato! Odezwij się! Tato! Dobrze się czujesz? Chryste!
Pyta, czemu. Czemu nie dał rady. Przecież nie został sam. Nie był sam, nigdy… była Elis, jej siostra. Dlaczego? Sam wiedział jak to jest zostać porzuconym przez ukochaną osobę. Czemu poddał się bez walki. Czemu musiał w ten sposób? Jak miała do niego trafić? Sznurek był tak mocny. Odcisnął się na jego szyi. Jego oczy… Były martwe. Mama zawsze powtarzała, że to w tych oczach się zakochała. Jeśli ona w nie już nie mogła patrzeć, nikt nie miał prawa…
O świcie już nie spała. Znów czekają ją te wszystkie spojrzenia. Litość ciotek. Aż strach pomyśleć. Zobaczy je po raz drugi w ciągu dwóch miesięcy i to w takich samych potwornych okolicznościach… Będzie też jej siostra. Tak rzadko ze sobą rozmawiają. Tyle się zmieniło, tyle się zmienia. Już nigdy nie będzie tak samo. Tylko smutek jej pozostał. Mieszka sama, siostra studiuje, połowa rodziny nie odzywa się. To wszystko przez to, że Elis i jej siostra są nieślubnymi dziećmi. Dopiero trzy lata po urodzeniu Elis jej rodzice postanowili się pobrać. Wtedy już nie mogli liczyć na nikogo od strony mamy. Może to i lepiej. Połowę mniej ciotek na pogrzebie.
Część 44 / 4
Strasznie duszno w tej kaplicy. Elis już nawet nie płacze. Zbyt długo płakała w ciągu tych dwóch miesięcy. Już na nic nie starcza sił. Co znów? No tak. Ach, otwierajcie. O ludzie… Uprzedzam, tata nie będzie tak ładnie wyglądał jak mama. On się powiesił. Nie zniosę tego…
Pyta, dlaczego siostra podeszła do niej na pogrzebie tylko raz. Ona chyba obwinia ją za śmierć matki. A ojca nie kochała. Przyszła, bo wypadało. Równie dobrze mogłaby siedzieć jak gdyby nigdy nic na uczelni, popijając kawkę… to takie przygnębiające. Kto jej został? Emily… Czeka na jabłka. Już 16.00. Trzeba iść.
Cześć Kruszynko! Widzę, że zjadłaś obydwa! Pytałam pielęgniarki, powiedziała, że to bardzo dobrze, że tyle ich jesz. Mogłabyś spokojnie jeszcze więcej, ale jeszcze ci się znudzą… Zostawię ci dwa. Musisz zjeść, żeby mieć siłę na nowy dzień. Poczekaj, pójdę porozmawiać z lekarzem.
Ile ona ma lat? 4 Takie dziecko… Nigdy nie widziałam, żeby ktoś ją odwiedzał… Nie ma nikogo. Matka zostawiła ją w szpitalu zaraz po porodzie. Wychowywała się w Domu Dziecka, teraz jest tu… Ile zostało czasu? … Szczerze. Pół roku, to najwięcej… Ale przy jej stanie… Jest bardzo słaba. Potrzebuje dużo witamin. Naturalnych witamin. Słyszałem, że przynosi jej pani jabłka. To bardzo dobrze. Dziękuję. Proszę pomyśleć, że dwa jabłka to kolejny dzień życia dla niej. Ale ona nawet będąc takim dzieckiem, wie, co się z nią dzieje. Już dawno straciła wiarę. Tylko czeka. Chciałbym, żeby pani jej tę wiarę, choć w niskim stopniu przywróciła. To jest wbrew pozorom bardzo ważne.
Telefony… Ile ich dzisiaj miała! Przede wszystkim ze szkoły. Nie miała przyjaciół, ani nawet koleżanek, więc nikt nie wiedział, co się z nią działo. Nikt też nie wiedział o śmierci jej rodziców, więc kiedy zadzwoniła jej wychowawczyni, robiąc jej wyrzuty z powodu niezaliczonych sprawdzianów, musiała tylko delikatnie tłumaczyć, że z przyczyn od siebie niezależnych jej mama zmarła na miejscu wypadku, a ojciec się rozpił i powiesił. Na dodatek ona ma dwumiesięczne zwolnienie lekarskie, gdyż musi odbywać regularne rehabilitacje. Po czym nauczycielka strasznie na nią nawrzeszczała, że z czegoś takiego nie należy żartować i, że nie usprawiedliwia się wagarów wymyśloną śmiercią bliskich, na co Elis zaproponowała, że powie pani, na jaki cmentarz ma się udać, żeby się przekonać na własne oczy, że dwa miesiące temu jej matkę zabił samochód, ona ledwo uszła z życiem, a ojciec z tego powodu powiesił się naprzeciwko telewizora. Nauczycielka, poważnie zbita z tropu, nie wiedziała, co powiedzieć, ale jak się okazało nie rezygnowała i po kilku sekundach milczenia, zażądała kontaktowego numeru telefonu do któregoś z rodziców. Elis odłożyła słuchawkę. Wiedziała, że jej edukacja w tej szkole właśnie dobiegła końca.
Po jakimś czasie, kiedy już nie odbierała telefonów, na sekretarce miała…