Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 23 min czytania

ZAPALNICZKA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Obudził się w środku nocy. Właściwie sam nie wiedział teraz, dlaczego. Dookoła panowała cisza, nie słyszał nawet przenikliwych pisków puszczyka, co do tej pory było nieodłącznym elementem nocy na tej zabitej dechami wsi. Światło księżyca wpadało przez uchylone okno do pokoju, w tle słychać było tylko szum liści pobliskiego lasu. Ale to nie las był powodem jego obudzenia się. Więc co? „Co ja tu właściwie robię?”, zastanawiał się. „To nie jest moje miejsce. Czy oni myślą, że po dwudziestu latach mieszkania w mieście tak łatwo się przyzwyczaić do tej ogłupiającej ciszy? I jeszcze, cholera, wyspać się nie można!” Sen już go opuścił całkowicie. Westchnął zrezygnowany, przeciągnął się i podniósł się z łóżka. Popatrzył na stojące w całym pokoju pudła z ubraniami, papierami, książkami i innymi rzeczami, których nie zdążył jeszcze rozpakować. „Trzeba będzie się za to w końcu zabrać”, pokręcił zrezygnowany głową i odwrócił od nich wzrok. Wyjrzał przez okno. Księżyc świecił tak mocno, że nic nie mogłoby się chyba ukryć przed jego światłem. Za oknem rozciągał się taki sam widok jak każdego dnia z tych pięciu, które już minęły od przeprowadzki. Absolutnie nic się nie zmieniło: te same drzewa, te same pola, domy nowych sąsiadów, ten sam las kilkadziesiąt metrów dalej, jakaś dziewczyna pod drzewem po drugiej stronie drogi ... „Co?! Jakaś dziewczyna?”, przetarł ręką oczy i zerknął jeszcze raz. Nie wydawało mu się - dziewczyna nadal stała pod drzewem w tym samym miejscu, co przedtem. Spojrzał na zegarek. „Widocznie nie tylko ja nie mogę spać o północy.”, pomyślał i zaczął zakładać spodnie. Narzucił na siebie cienką koszulkę i wyszedł z pokoju. W całym domu panowała cisza przerywana tylko tykaniem zegara w przedpokoju. Jego ojca nie było, bo musiał załatwić jeszcze jakieś służbowe sprawy i powrót miał w planach dopiero za dwa dni. A matka... Matka to był w domu temat tabu; po prostu się o niej nie mówiło, odkąd zostawiła męża i dwuletniego wówczas synka i wyjechała gdzieś, nie dając do tej pory znaku życia. Właściwie nawet jej nie pamiętał, więc nie mógł powiedzieć, czy mu jej brakuje, czy nie. Przyzwyczaił się już do myśli, że jej po prostu nie ma i nie było nigdy, gdy była potrzebna. Gdy otworzył drzwi poczuł na twarzy lekki powiew ciepłego powietrza. Wciągnął głęboko zapach lasu i świeże, nie skażone spalinami, jakże rożne od miejskich, zapachy wsi. Poklepał się po kieszeniach w poszukiwaniu papierosów i zapalniczki. Wyciągnął jednego z paczki i zapalił. Rozejrzał się i pod drzewem zobaczył stojącą tam nadal dziewczynę. Przeszedł przez drogę i podszedł do niej. „W sumie nie jest brzydka.”, pomyślał i uśmiechnął się w duchu. Zauważył, że miała długie, wijące się ciemnobrązowe włosy, ciemne brwi i rzęsy i też paliła papierosa. - Cześć. - zagadnął - Jestem Artur. Chyba nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać, co? Dopiero niedawno się tu przeprowadziłem. - Wiem. - odparła - Widziałam te wszystkie samochody z meblami. - jak zauważył, miała bardzo sympatyczny głos - Mam na imię Agata. Co się tak włóczysz po nocy zamiast spać? - O to samo mógłbym ciebie zapytać. - lekko się uśmiechnął - Nie mogę się jakoś przyzwyczaić do życia na wsi. Za cicho tu jakoś dla mnie. Czy tu w ogóle coś się dzieje, czy cały czas tak tu nudno? - A czego się spodziewałeś? - Agata popatrzyła na niego z drwiącym uśmiechem - Że na każdym rogu będzie stał jakiś bar? Albo może myślałeś, że specjalnie na twój przyjazd wybudują tu kino? Niezmiernie mi przykro, ale jedyny bar to piwo przed telewizorem, a najlepsze kino jest wtedy, gdy Długi Jurek wraca pijany spod sklepu, a jego żona wita go w domu z kijem od szczotki. To jest dopiero kino akcji! - Ej, ja tylko tak zapytałem! - zaczął się bronić Artur - Ale widzę, że humor to jednak masz. - No, mam. Wisielczy! - rzuciła Agata z ironią. Artur się roześmiał i popatrzył na nią z nieukrywanym podziwem. ,,Ja na jej miejscu pewnie nie umiałbym się zdobyć na taki optymizm, gdybym musiał całe życie mieszkać na takiej zapyziałej wsi.”, pomyślał. Agata wyrzuciła niedopałek i rozgniotła go na ziemi butem. Wyszła spod drzewa i skierowała się w stronę lasu. Po kilku powolnych krokach odwróciła się na pięcie. Przechyliła lekko głowę na prawą stronę i uśmiechnęła się szelmowsko przymrużając jedno oko. - Czasami coś się dzieje jednak. - Wskazała głową na kilka domów stojących za Arturem po prawej stronie drogi - Tam na przykład mieszka facet, który ma lekkiego fioła. Dwadzieścia parę lat temu zamordował swoją żonę. - Jak to? - zdziwił się Artur - I nadal tu mieszka? Nie powinien przypadkiem siedzieć w więzieniu albo w psychiatryku? - Wiesz, policja nie mogła mu nic udowodnić. - Agata znów podeszła do Artura - Lekarz uznał, że po prostu umarła na zawał, ale ludzie wiedzą swoje. Ja akurat jej nie znałam, bo to się działo jeszcze przed moim urodzeniem, ale takie historie są przekazywane z pokolenia na pokolenie. A w psychiatryku to facet był, ale go wypuścili, bo uznali, że już jest zdrowy. Artur przyglądał się jej z uwagą, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie robi go w bambuko. Ale nic na to nie wskazywało; Agata spoglądała na niego poważnym wzrokiem, mimo że jej usta układały się w delikatny uśmieszek. Artur zauważył przy tym, że dziewczyna ma bardzo specyficzny kolor oczu - mieszanka wszystkich możliwych barw oka. Dotychczas tylko u jednej osoby widział taki kolor. ,,Z tego wniosek, że jest on wyjątkowy", pomyślał. - Aha - Artur przygładził swoje trochę przydługie blond włosy - Masz dla mnie jeszcze może jakieś informacje? Coś, co jako nowy "współplemieniec" powinienem wiedzieć? - Chyba nie. - Agata zmarszczyła czoło, chwilę się zastanawiając - No może oprócz tego, że w tamtym roku jeden facet z tych domów pod samym lasem zaprószył ogień i cztery osoby się spaliły. - O kurde! - Artur lekko się skrzywił na samą myśl- To tamte zgliszcza? - Owszem. - przytaknęła Agata - A co najlepsze, to jednej osoby nigdy nie odnaleziono... - Może jej tam po prostu nie było. - Artur wzruszył ramionami. - A kogo nie znaleźli? - Najstarszej córki. - Agata na chwilę zamilkła - Chodziła ze mną do klasy. Byłyśmy nierozłączne. - Rozumiem. - Artur nie wiedział, jak w tej sytuacji powinien się zachować - Przykro mi. - W porządku. - Agata popatrzyła mu prosto w oczy - Nie musisz mówić o współczuciu, kiedy go nie odczuwasz. Takie jest przynajmniej moje zdanie, no bo jak można współczuć osobie, której się nie zna, z powodu śmierci innej, też nie znanej do tej pory osoby? Straszny fałsz, nie uważasz? - Akurat w tym się z tobą zgadzam. No, ale zawsze tak się mówi, żeby się nie wydać gruboskórnym, nie? - Może i racja. - Agata znowu odwróciła się i zamierzała odejść. - Ej, zaczekaj! - zawołał za nią Artur - Spotkamy się jeszcze? - To nieuniknione! - Agata znów uśmiechnęła się z ironią - Przecież to w końcu mała wieś, a nie metropolia! Już bardziej można to nazwać nekropolią i też będzie pasowało. Cześć! - Agata machnęła ręką - Idź się wyspać. Jak zechcesz, to przyjdź jutro wieczorem tam pod zgliszcza. - po czym odeszła w stronę lasu. - Cześć! - powiedział Artur i powoli ruszył w kierunku swojego nowego domu. Kiedy położył się do łóżka, choć myślał, że nie uda mu się tak łatwo zasnąć, poczuł, jak bardzo jest zmęczony. Myślał cały czas o tym spotkaniu i nowej znajomej. Uświadomił sobie, ze Agata strasznie go zaciekawiła swoim stylem bycia i swoją osobowością. A najbardziej swoim nietypowym poczuciem humoru. Na samo przypomnienie jej ironicznego, lekko szyderczego sposobu wypowiadania się, Artur nieświadomie się uśmiechnął. Po całym dniu męczącego urządzania domu i kilku niedospanych nocach jego organizm domagał się już długiego odpoczynku. Powieki same mu się kleiły, wiec poddał się temu i z błogim westchnieniem na ustach zasnął. Kiedy się obudził była już godzina dziewiąta. Wstał z łóżka, ubrał się i zszedł do kuchni, żeby zrobić sobie kawę i odgrzać resztki wczorajszej kolacji. W dziennym świetle cała okolica wyglądała nieco inaczej. Otworzył okno w kuchni na całą szerokość, żeby wpuścić jak najwięcej świeżego czerwcowego powietrza. W dzień nawet ruiny domu pod lasem były trochę inne niż nocą. Kiedy skończył zaimprowizowane śniadanie, postanowił przejść się po okolicy. Poszedł w stronę lasu. Chciał się przyjrzeć z bliska tym słynnym zgliszczom. Jak się później okazało, nie było tam nic ciekawego do oglądania. Z domu zostało tylko kilka osmalonych belek, ze ścian jak pokryte resztkami mięsa żebra wystawały jakieś druty i metalowe elementy, których przeznaczenia Artur mógł się tylko domyślać. Artur rozejrzał się dookoła. W pobliżu dawnego domu widać było jakieś resztki piwnicy czy jakiejś innej ziemianki. Ale nie zauważył w pobliżu żadnych innych zabudowań mieszkalnych. ,,No to gdzie ona do cholery poszła w nocy?!”, zdziwił się Artur. „przecież poszła w tę stronę, więc musiała iść do domu! Nikt normalny nie włóczyłby się chyba po lesie o północy!” Obiecał sobie, że zapyta o to Agatę, kiedy przyjdzie dzisiaj wieczorem. ,,No tak. Przyjdzie! Tylko, kurde, skąd?!" Dzień upłynął mu na rozpakowywaniu pudełek z rzeczami ze starego mieszkania i ustawianiu ich w nowym domu. Spokoju nie dawała mu również myśl o Agacie. Nie mógł się już doczekać wieczora, ale godziny ciągnęły się jak na złość. Wreszcie nadszedł upragniony wieczór. Artur zdał sobie sprawę z tego, że nie umówili się na żadną konkretną godzinę. "Głupio będzie przyjść za wcześnie i czekać jak idiota!", pomyślał i zaczął się zabierać za przygotowywanie kolacji. "To może dzisiaj dla odmiany jajecznica?", zapytał się w duchu, żonglując jajkami. Po kolacji obejrzał jeszcze jakiś głupi film w telewizji o kobiecie, która wywoływała duchy. "Gówno prawda!", skomentował film, wyłączając telewizor. Zabrał ze stolika papierosy i wyszedł na dwór. Po niecałej minucie był już przy zgliszczach. Zza ruin bezszelestnie wyłoniła się Agata. - Cześć! - powiedziała - Już myślałam, że nie przyjdziesz. - Cześć! - odpowiedział - Czemu miałbym nie przyjść? I tak nie mam w domu nic do roboty. Czemu chciałaś się spotkać właśnie tutaj? - Powiedzmy, że czuję się tutaj jak w domu. - Agata uśmiechnęła się tajemniczym uśmiechem kogoś, kto wie coś ważnego, ale nie chce tego zdradzić. Artur popatrzył na nią wzrokiem, który żądał wyjaśnień, ale nie otrzymał żadnych odpowiedzi. Poklepał się znów po kieszeniach i wyjął paczkę papierosów. Wyciągnął ją w stronę Agaty. - Dzięki, mam swoje. - pokręciła głową, na co Artur wzruszył ramionami i wyciągnął jednego z paczki. - Cholera! - zaklął Artur - Masz zapalniczkę? Agata wyciągnęła z kieszeni swoją maszynkę i podała Arturowi. - Możesz ją sobie wziąć. Ja mam drugą. Artur wziął zapalniczkę i dokładnie się jej przyjrzał. Miała bardzo interesujący kształt: srebrnego koloru głowa jastrzębia z oczami z czerwonych szkiełek. - Dzięki. Fajna jest. - odpalił papierosa i włożył zapalniczkę do kieszeni. Agata zaciągnęła się dymem i oparła się plecami o sczerniałą belkę. Artur popatrzył na nią i zapytał: - A czy to, że tutaj przychodzisz, nie jest swego rodzaju masochizmem? Po co tutaj wracasz? Żeby wspominać swoją koleżankę? Albo może żeby rozmyślać nad tym, co można było zrobić, żeby nie stało się to, co się stało? Agata spojrzała na niego i wybuchła śmiechem. Odeszła od belki i poszła w stronę resztek piwnicy. Artur poszedł za nią. - Takie to było śmieszne? - zapytał - Co ja takiego powiedziałem? Z czego się śmiejesz? Agata nie mogła opanować śmiechu. Popatrzyła na niego i znów napadł ją ten dziwny śmiech. - Przepraszam, ale nie mogłam się opanować!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
ZAPALNICZKA — czytnik · opowiadania