Romans · 9 min czytania
Zapamiętaj co przeżyłes....
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Było lato. Gorące, kwitnące i tak bezsensownie puste.- Może w ten sposób zacząłbym rozmowę, a może zupełnie inaczej. Opowiadałbym jej kolorowe bajki, a ona by we wszystko uwierzyła. Mówiłbym o wszystkim, omijając wyłącznie prawdę. Ale nie powiem. Milczę. -Więc jak Kochanie, co znaczyło dla ciebie tamte lato, co się zdarzyło?- Spytałaby naiwnie -Więc latały motylki kotku, i było ciepło, więc chodziłem na plaże, czasem wieczorem do kina, oczywiście tylko z kumplami- roześmiałaby się pewnie na to i powiedziała, że mi ufa. Śmieszne ufa mi tyle, że ja sam sobie nie wierzę. Puste hasło- zapamiętaj, co przeżyłeś. Tylko czy warto i czy warto dzielić się tym z nią? - Wiesz była pewna impreza.. - jak tysiące innych? - nie ta była inna. - jak to spytałaby zaintrygowana- czyż nie mówiłeś, że każda impreza wygląda tak samo? -Alkohol, głupie tańce i kac rano? - tym razem nie miałem kaca. -ale piłeś?- Upewniałaby się nie potrzebnie - tak, może, nie pamiętaj. To bez znaczenia. Wtedy była ładna noc, ciepła, gwieździsta taka, jaką lubisz. Pachniało latem.. Wszędzie. -romantyk się z ciebie zrobił - zakpiłaby pewnie nic nie rozumiejąc, a ja postanowiłbym jednak nic jej nie mówić, bo, po co?- Nie zrozumie, miała prawo nie rozumieć, zamknąć się w swojej naiwności, mieć w tych swoich kocich oczach tylko ufność, miała prawo kochać i wierzyć, że czysta, bezgraniczna miłość istnieje. Ja zresztą też w to wierzyłem, raz w życiu, bardzo mocno. Choć może nie tak naiwnie. Ależ czy każda miłość nie jest naiwna? Omiata, przenika do głębi, a później się wypala. Albo ktoś po prostu ją przekreśla. Wyrzuca do kosza jak zwyczajny zużyty smieć. Nie, nie mogę opowiadać jej tego z takim cynizmem. Zraniłoby ją to, zniszczyło jej zamki na lodzie i wiarę w różową rzeczywistość. Ona lubi wszystko analizować. Zaśmiałaby się jak zwykle i poprosiła kokieteryjnie- podaruj mi swoje myśli. Więc może dam jej te najcenniejsze, nasycone tamtymi przeżyciami i cytryną… a może zacząłbym właśnie od tego, wiesz polubiłem wtedy zapach cytryn. Spojrzałaby pewnie na mnie nie nic nie rozumiejąc. I co miałbym powiedzieć jej wtedy, że tamtej włosy pachniały właśnie tak i tak bardzo intensywnie.. Cóż za banalny szczegół nic niewnoszący do hasła zapamiętaj, co przeżyłeś. - No, ale co dalej?- Spytałaby się dociekliwie nie pozwalając mi tak szybko się wycofać, zostawić to bez wyjaśnień, bez żadnego zakończenia. -No i tamta noc miała pewne znaczenie, wiesz?- Powiedziałbym jej- Na tamtej imprezie w tamte lato, spotkałem kogoś..- Pewnie w tym momencie spojrzałaby na mnie uważnie, zaciekawiona i z iskrą strachu i pytań w swoich zielonych oczach. Ale ja bym na nią wtedy nie patrzył, znalazłbym sobie jakiś punkt na ścianie i całą swoją uwagę jemu poświęcił. Ale chyba bym mówił dalej.. Zmusiłbym się ona by mi nie wybaczyła milczenia… - No wiesz to nie jest takie ważne- może bym się próbował jeszcze wykręcić -Mów- rozkazałaby niecierpliwie -To było takie zwyczajne.. Stała z boku i paliła trawkę.. Śmieszne. W jej całej postawie było coś strasznie wyzywającego, była taka wyuzdana…Nie wiem, czemu, ale podszedłem do niej, właściwie to ona przywołała mnie wzrokiem.. -Przecież chyba nie lubisz takich panienek?- Przerwałaby mi bezsensownie chcąc tym głupim pytaniem zaznaczyć tylko swą obecność i może odszukać dla siebie trochę bezpieczeństwa - nie, nie lubię- skłamałbym gładko, a może to nawet nie byłoby kłamstwo-, ale ona miała w tych oczach coś dziwnego… jakiś ogromny ból i samotność. Może, dlatego zawsze później, kiedy próbowała grać przede mną spuszczała wzrok. Próbowała udawać twardą, wyzwoloną… Wiesz w tamtą noc poszliśmy na plaże. Chodziliśmy sobie i tak po prostu gadaliśmy, goniliśmy fale i paliliśmy trawkę.. -Cóż bardzo romantyczne- zakpiłaby może po raz kolejny i może złapałaby mnie za rękę i wpiła się w nią swoimi paznokciami. Zawsze tak robi, kiedy czuje się niepewnie. Ale ja bym mówił dalej, łudząc się, że to mnie wyzwoli - Później spotykaliśmy się, spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, byliśmy wręcz nie rozłączni, tyle, że ona nie pozwalała tak do końca mi się do niej zbliżyć, a ja chciałem poznać ją dogłębnie. W nocy…