Horror · 5 min czytania
Zapomniałem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zapomniałem
Biegnę przez las. Jestem zagubiony i mam przeczucie, że zapomniałem o czymś bardzo ważnym i znaczącym. Jest noc, dokoła otacza mnie tylko ciemność i wszechobecna zatrważająca cisza. A więc biegnę. Biegnę pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami. Jestem ubrany w długą, białą nocną koszulę, nie mam przy sobie niczego co by mi się mogło przydać; ani latarki do oświetlenia drogi, ani czegoś, czym w razie konieczności mógłbym się bronić. Przed czym? A pomyśl sobie, co Cię może spotkać w nocy, w ciemnym lesie. Wtedy, kiedy nie można liczyć już na żaden blask światła, choćby od księżyca, czy gwiazd, które to akurat tej nocy były zasłonięte przez ciemne, burzowe chmury. Możesz napotkać dosłownie wszystko co jest koszmarnie upiorne, złe, i chce napawać się twoim panicznym strachem. Myślisz, że zmyślam? To sam idź o północy w głąb lasu. Idź długo, bez przerwy, aż w końcu nie będziesz wiedział gdzie jesteś. Wtedy zrozumiesz. Biegnę przed siebie. Dokoła cisza; przerażająca cisza. Zwiastująca tylko jedno; to, że za chwilę coś się wydarzy – coś strasznego. Mimo, że to wiedziałem, potwornie się przeraziłem, gdy za moimi plecami usłyszałem szelest… gdy się odwróciłem – zamarłem z przerażenia – kilkanaście kroków przede mną zauważyłem kilkanaście osób idących prawdopodobnie w jakimś pochodzie. Byli to mężczyźni ubrani w dziwne szaty, może XVII – XVIII wieczne. Emanowało od nich tajemnicze, jaskrawe światło Dopiero po chwili spostrzegłem, że każdy z nich w rękach trzymał… swoją głowę, której nie było na karku. Nie mieli jednak na sobie żadnego śladu krwi. Ich wygląd był najprawdopodobniej skutkiem „pracy” katów, którzy wieki temu mieli w mieście swój cech. Wtem kilku z idących spojrzało na mnie. Chciałem uciec, lecz nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Stałem więc jak wryty i mierzyłem się z nimi wzrokiem w nierównym pojedynku. Myślałem, że za chwilę ruszą na mnie, jednak oni zrobili coś, czego najmniej się spodziewałem. Skierowali wzrok przed siebie i z niewzruszonym spokojem ruszyli przed siebie, kontynuując swój pochód. Mimo tego w popłochu wziąłem nogi za pas i z prędkością, której nie powstydzili by się sprinterzy gnałem przed siebie. A