Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 4 min czytania

Żar miłości

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Zgaś już swoją świecie, Kochanie - poprosiłem. - Dobrze. - przytaknęła obojętnie i nabrawszy w płuca trochę powietrza, zdmuchnęła świece po swojej stronie stołu. Odsunąłem ze zgrzytem ciężkie krzesło. Nienawidziła tego. Z ociąganiem zbierałem naczynia ze stołu, zrzuciwszy swoim widelcem wszystkie resztki na jeden talerz. - Aro. Do nogi! Aro, tłuste, stare bydle zwlokło się ze skórzanego fotela i z ociąganiem prawie równym mojemu ociąganiu, wchłaniało pokolacyjne resztki. - Czy ten cholerny pies musi jeść z talerza? - Przeszkadza ci to, Kochanie? Och, nie wiedziałem... - Chciałem wybuchnąć śmiechem i krzyknąć, że to mój pies i będzie robił co chcę, ale skończyło się na tym, iż uśmiechnąłem się szyderczo samymi kącikami ust. - Nie ważne. I nie mów do mnie per "Kochanie" - nie podniosła rzuconej rękawiczki. - Pomóc ci? - Nie, Kochanie, dziękuje. Pora... Chyba nie dosłyszała. Huk rozbijającego się szkła zagłuszył moje słowa. Przez moment w domu panowała cisza. Poddała się; zaszlochała. Zdławiłem w sobie przekleństwo, wypełzające już w ust. Bez słowa padła na kolana, zbierała skorupy talerzy. Uklęknąłem naprzeciw niej. Zderzyliśmy się czołami; uśmiechnęliśmy kącikami ust z absurdu tej sytuacji. Popatrzyliśmy na siebie. W siebie. W oczy. Co było w jej oczach; nienawiść? Czy tylko popiół dawnego uczucia? Dlaczego nie jest jak dawniej? Coś we mnie pękło. Trwało to może sekundę. - ...Auć! - Skaleczyłaś się? - rzuciłem wyrwany ze swoistego transu. Pokiwała głową przytakując i przez zaciśnięte na krwawiącym palcu usta wymamlała: - Schkocz po pchandasz! Zerwałem się na nogi. Przez moment, może kilka cennych sekund, rozglądałem się. Rzucałem spojrzenie to na drzwi, to na kąt, to na psa; gdzie w tym cholernym domu są jakieś bandaże?! Apteczka w łazience. Omijając przeszkody…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%