Fantastyka · 6 min czytania
Zarande - Rozdział I : Nieproszony gość
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pierwszy poranny powiew tchu zapodział się gdzieś na łące obok domu starego Drwala nieco zapomnianego , jak gdyby nikt się nim nie zajmował od lat kilku lat. Ściany wykonane były z nieco spróchniałych już desek zrobionych z drewna lasu Derona , dało się zauważyć również dziury wielkości myszowatych stworzeń u ich dołu .Wokół chatki posadzone były kwiatu Prestoru które już o tej porze roku kwitły całą siłą unosząc w powietrzu słodko-duszący zapach ,a obok nich sadzonki Mandragory - niezwykle zabójczego owocu który mógłby nawet powalić dorosłego Yaka . Budynek nie był niczym ogrodzony pomijając małą ścieżkę która oplatała dom z każdej strony umożliwiając przejście w każdy zakątek starej chatki. Gdyby nikt w niej nie mieszkał, każdy kto przechodziłby w pobliżu mógłby pomyśleć , że jest ona pusta - bez żadnego domownika w środku który mógłby zadbać o jej stan . Lecz jednak było inaczej . W jej środku mieszkał niedużych rozmiarów krasnolud zwany Zarande. Zwykle nosił on czapkę z niewielkim daszkiem , czerwony jednoczęściowy strój oraz czarne , mocne , zakończone metalowymi końcówkami buty . Posiadał on również brodę długą prawie do torsu, trzeba przyznać , że jak na stworzenie jego rozmiarów był to imponujący wynik. Mieszkał on sam bez rodziny , przyjaciół - na leśnym pustkowiu zwanym lasem Derona. Utrzymywał się z tego co oferowała mu natura . Pożywienie i skóry zdobywał z polowania w lesie, wszystkie zioła lecznicze który były mu potrzebne znajdował albo w swoim ogródku albo wyruszał na poszukiwania w określone już kiedyś przez siebie miejsca w których występowały. Wszystko czego potrzebował , dawała mu natura. Jedynym jego zmartwieniem była samotność . Już od kilku dobrych lat krasnolud nie miał kontaktu z nikim, mieszkał sam w rejonie nieprzyjaznym dla zwykłych ludzi , Nordów czy nawet dla bardzo wytrzymałych Renów . W nocy było bardzo zimno lecz południem wręcz odwrotnie . Rasa krasnoludów odporna była na zmiany temperatur więc dla nich życie w takich warunkach nie stanowiło problemu. Zarande mieszkał sam przeszło 20 lat, bez kompana u boku , osoby do której mógł się odezwać. Pewnego dnia miało się to zmienić, a to za sprawą pewnego stworzenia . Gdy rozpoczęła się wiosna , jak co roku krasnolud zajmował się porządkami swojej chaty oraz jej okolic . Teren nie był zbyt wielki więc o zmroku udało mu się zrealizować dzisiejszy plan . Wróciwszy do domu jak co wieczór Zarande przygotowywał posiłek lecz zauważył , że w schowku w którym zawsze trzymał jedzenie brakuje mu mięsa z upolowanego poprzedniego dnia średniej wielkości Gorena - podobnego do wiewiórki lecz o wiele większego ssaka zamieszkującego te tereny. W pierwszej chwili pomyślał , że to wina jakiegoś zwierzęcia które zakradło się do jego domu szukając pożywienia, miał racje. Gdy obracał się zamykając drzwi zauważył przez okno - gdzie widok padał na ogród w którym rosły mandragory…