Zbrodnia · 15 min czytania
Zareaguj
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Rozdział I
Biuro, a w nim mnóstwo identycznych biurek. Biurka, a przy każdym smutny człowiek. Człowiek, a w każdym dziwne myśli. Myśli, a w nich mnóstwo problemów. Problemy, a w nich wiele bólu. Ból, a w nim... Jarek... Jarek siedzi przy jednym z takich biurek. Jest urzędnikiem w prywatnej firmie. Wypełnia bezsensowne dokumenty. Sterty dokumentów. Każdy taki nieistotny dokument musi skopiować dziesięć razy i pojedynczo powkładać do segregatora o odpowiednim kolorze. Nie wie po co to robi, gdyż nigdy nie zadał sobie tyle trudu żeby pomyśleć nad tym, że jest to zupełnie bez sensu. Przecież odkąd pracuje nikt nigdy nie zaglądał do tych segregatorów. Ale robią tak wszyscy pracownicy, więc i on robi to z wielką uwagą. Przynajmniej w trakcie tych czynności jest myślami w innych miejscach... Niestety wcale nie lepszych...
Czasami myśli o tym że jest przy okienku na poczcie i zastanawia się czy wystarczy mu wypłaty na opłatę wszystkich zaległych rachunków. Nie zarabia zbyt wiele, ledwie wystarcza mu na podstawowe potrzeby życiowe, spóźnia się z opłatami za prąd, wodę i czynsz za mieszkanie. Chociaż skończył studia dziesięć lat temu to nadal tkwi w swojej tymczasowej pracy którą podjął zaraz po studiach. Nic innego nie może znaleźć bo nie ma na to czasu przez swoją aktualną pracę. A pracuje, bo musi jakoś utrzymać siebie i żonę. Zamknięte koło przetrwania z miesiąca na miesiąc w którym tkwi już dziesięć lat i nic nie zanosi się na to żeby miało się coś nagle zmienić na lepsze. Nerwy, poddanie się i ból...
Innym razem myśli o kolejnej wizycie w szpitalu wraz z żoną. Już słyszy kolejne powtarzane od lat słowa lekarza że leczenie bezpłodności nic nie daje. Niestety nadal dziecka z żoną począć nie mogą. Kolejne ogromne koszty leczenia i kolejne rozczarowanie. Płacz żony, płacz jego samego i ból...
Czasem w te gorsze dni przenosi się myślami do kościoła, swojego jedynego miejsca ukojenia. Rozmawia tam z Bogiem i modi się o lepsze życie. Prosi o dar życia w postaci dziecka. Dziękuje za swoje życie i wspaniałą żonę. Nigdy w Boga jeszcze nie zwątpił, nigdy go o nic nie obwiniał. Jeszcze nie zwątpił...
Poza Jarkiem w biurze pracuje jeszcze gdzieś dwadzieścia osób. Każda osoba myśli tam o czymś innym. Bezustanny natłok myśli, na co dzień jest tam aż gęsto od ludzkiego smutku i bólu. Zero dialogu pomiędzy z każdym pracowników, tego robić nie można. Kamera, czyli oko szefa patrzy nieustannie. Można tylko posłusznie wykonywać te obowiązki na które zostały wydane polecenia. Nic poza nimi. Tak naprawdę w pracy nikt się nie zna. Każdy przychodzi w milczeniu na ósmą zero zero i wychodzi o szesnastej zero zero. Bez słów i bez jakichkolwiek znaków wewnętrznego życia. Totalna pustka i ból...
Szef zawołał Jarka ostatniego dnia miesiąca o piętnastej pięćdziesiąt osiem do swojego gabinetu. Wręczył mu szybkim ruchem wypowiedzenie i powiedział krótko: żegnam. Nie wiedział że Jarek parę dni wcześniej zaciągną duży kredyt na następne leczenie w klinice bezpłodności. Nie wiedział że jego pracownik jest aktualnie kompletnie bez pieniędzy. Nie wiedział że bez przyszłej opłaty za czynsz mogą pozbawić go mieszkania i wyrzucić na bruk. Nie wiedział, ale zresztą to i tak nic by dla niego nie znaczyło. Nic by nie znaczył, ten ból...
Część 22 / 2
Jarek oszołomiony natłokiem problemów wyszedł bezwiednie z biura i poszedł do najbliższego parku. Po drodze poczuł przeogromną potrzebę napicia się alkoholu. Nie czuł tego praktycznie nigdy, ale dzisiaj wiedział że ma do tego prawo. Kupił wódkę i sok. Usiadł na ławce i patrzył się na otaczającą go przyrodę. Pił i płakał, naprzemiennie. Pił i płakał...
Nastała północ, Jarek stwierdził że jest to już odpowiedni moment żeby wrócić do domu, wrócić do żony. Chwiejnym krokiem poszedł na parking położony przy swojej byłej pracy. Obrócił się w stronę budynku i wykrzyczał: NIECH CIĘ BÓG PIERDOLNIE!!. Nigdy wcześniej tak nie przeklinał. Wsiadł do swojej starej Mazdy i ruszył. Nigdy wcześniej aż tak się nie upił żeby po alkoholu usiąść za kierownicą. Nigdy wcześniej...
Jazda samochodem po pijaku szła mu całkiem nieźle, za to jazda środkiem drogi szła mu jeszcze lepiej. Nagle przed swoimi oczami zobaczył że jakiś idiota jedzie prosto na niego. Być może to promile w jego krwi zmieniły jego postrzeganie świata, gdyż po chwili nie był już pewien czy to przypadkiem nie on jedzie w prost na kogoś. W ostatniej chwili odbił kierowcą na prawo i uniknął zderzenia! Na jego skroni pojawił się pot, a na twarzy uśmiech i poczucie ulgi. Wtem nagle poczuł opór pod kołami. Jego samochód cały zadrżał i nagle gwałtownie zahamował. Jarek z przerażeniem w oczach wysiadł z samochodu. Spojrzał za pojazd i zobaczył zakrwawioną dziewczynkę leżącą na poboczu. Miała około 12 lat. Jej biała sukienka była cała zalana lepką krwią. Obie ręce miała nienaturalnie powykręcane w każda stronę świata, a jej nieruchome mętne oczy tępo były wlepione w przerażoną twarz Jarka. Wokoło nie było żadnej żywej duszy poza Jarkiem, świat nagle zamarł. Cisza i ciemność zamarła...
Jarek wsiadł biegiem do samochodu i niezwłocznie odjechał. Przez całą drogę powtarzał na głos modlitwę Ojcze nasz. Patrzył bezustannie wprost na drogę z ogromnym wytrzeszczem, podświadomie zmusił się do zaprzestania mrugania powiekami i tym samym zadawał sobie ból. Jego klatka piersiowa ruszała się z ogromną prędkością, w górę i w dół. Łapał mnóstwo małych oddechów, dusił się własna winą. W górę i w dół...
Wbiegł po schodach do swojego mieszkania. Jego ręce drżały, a z oczu płynęły strugi łez. Karolina, jego kochana bezpłodna żona już spała, nawet nie usłyszała trzasku otwieranych drzwi. Od tej chwili wszystko potoczyło się nienaturalnie automatycznie. Jarek bez zastanowienia wszedł do sypialni, wyjął z szafy stare zaplamione od tłuszczu kartonowe pudełko i poszedł do kuchni. Usiadł na krześle ustawionym tyłem do drzwi, spojrzał bezwładnie na księżyc widoczny w oknie położonym naprzeciwko niego. Wymamrotał: Ty stary skurwielu, znosiłem tyle cierpień, nigdy w ciebie nie zwątpiłem, żyłem według twoich przykazań, chodziłem co tydzień do kościoła a ty mi to tak odpłacasz! Znosiłem swoją zjebaną pracę, cierpliwie czekałem na swoje ukochane dziecko, a Ty w jeden dzień sprawiłeś że moje pieprzone życie przemieniło się z cholernego gówna w jeszcze większy koszmar! Może ty tak naprawdę nie istniejesz! Może gówna takie jak ja wymyśliły cię w celu poprawy samopoczucia innych gówien tego świata. Sram na ciebie! Jeżeli naprawdę istniejesz to zareaguj w tej chwili i spraw żebym mógł w ciebie uwierzyć. Jeżeli nie to się kurwa pierdol i tyle! Ze starego kartonowego pudełka wyciągnął stary metalowy rewolwer i wsadził go sobie prosto do ust i krzyknął: ZAREAGUJ KURWA! Zareaguj...
Karolina wstała zaspana, usłyszała głos swoje go męża i nieprzytomnym krokiem ruszyła w kierunku kuchni. Otworzyła drzwi i zobaczyła siedzącego naprzeciwko niej Jarka. Blask księżyca oświetlał go w całej okazałości, a jego zgarbiony cień padał na nią złowieszczo. Przypatrzyła mu się dokładnie, jednak jej zaspane oczy nie dostrzegły błyszczącego rewolweru w jego ustach. Wtedy jarek krzyknął: ZAREAGUJ KURWA! Zdążyła tylko wypowiedzieć: Co kochanie?! I wtedy padł strzał. Jarek tuż przed naciśnięciem spustu zdążył…