Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 23 min czytania

Zasadzka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zasadzka Norbert Lebowski wszedł do środka. Zamknął za sobą drzwi po czym skręcił w prawo i zaczął wspinać się po krętych schodach tajemniczego miejsca. Zajęło mu to dłuższą chwilę. Główna sala, do której dotarł charakteryzowała się zieloną podłogą i dużą ilością brązowych, niesymetrycznie rozstawionych stołów. Nie była to jednak restauracja ani klub bilardowy. Miejsce to dla jednych stawało się przystankiem w drodze do spełnienia pragnień, drugich natomiast traktowało odmiennie, grzebiąc przy tym wszelkie ich nadzieje. Stanął przy jednym ze stołów i nic nie mówiąc, zaczął się rozglądać. Siedziało tam kilka osób, była między nimi kobieta, która wzbudziła jego ciekawość. Miała łagodny wyraz twarzy. Długie i proste włosy do połowy pleców, poruszały się z każdym jej ruchem a ich czarny kolor przenikał otoczenie. Na pierwszy rzut oka miała około czterdzieści lat. Szykownie ubrana z odpowiednio stonowanym makijażem, wzbudzała zainteresowanie męskiej części towarzystwa. Druga z kobiet, siedząca naprzeciwko, sprawiała odmienne wrażenie. Była rywalką zgromadzonych, była jedyną osobą w tym miejscu, która aktualnie pracowała. Jej obszerne ruchy prawej ręki, najpierw dużym kołem w jedną stronę, a później wypuszczając kulkę w przeciwną, były zdecydowane i płynne. Co chwilę oznajmiała wylosowaną liczbę oraz określała i wypłacała wygrane. Prawdę mówiąc częściej całkowicie czyściła stół ze zgromadzonych na nim żetonów, pozostawiając niedosyt u zgromadzonych obok graczy. Kasyno Polonia poza ruletą, posiadało stoły do pokera oraz automaty hazardowe. Norbert cały czas notował liczby, które zostały wylosowane. Analizował schematy koła rulety, wszystkie jej konfiguracje liczbowe doskonale były mu znane. Potrzebował tylko klucza, jakiegoś kodu do odgadnięcia systematyki prowadzenia gry przez krupierkę. Zwykle chodziło o powtarzalność tych samych ruchów o podobnej prędkości. Pozwalało to określać w przybliżeniu na jakiej części koła zatrzyma się pędząca kula. Z dokładnością do kilku miejsc po każdej ze stron, następnie wylosowanej liczby. Kobieta, którą obserwował obstawiała z dużym zapałem kolejne pozycje. Prawie za każdym razem jej posunięcia okazywały się chybione a stos żetonów coraz bardziej się kurczył. Norbert po pewnym czasie, mocno stonowanym głosem podpowiedział jej na co powinna postawić. Ta w ogóle nie zareagowała i obstawiła resztę żetonów. Krupierka wylosowała liczbę określoną przez Norberta. Tajemnicza kobieta spojrzała tylko na niego i uśmiechnęła się delikatnie, po czym opuściła kasyno. Norbert spotykał ją jeszcze kilkakrotnie. Bywał w tym miejscu dość często i znał z widzenia większość tutejszych bywalców. Nigdy nie zamienili ani jednego słowa, choć z czasem kłaniali się sobie na powitanie. Norberta fascynowała ta kobieta, miała w sobie jakąś tajemnicę. Pewnego dnia żmudnie obserwując pracujące koło rulety i notując przy tym wylosowane liczby zauważył, że coraz częściej jego prognozy są trafne. Podsuwał przy tym kolejne propozycje zgromadzonym obok. Mówił pięć i padała piątka, w najgorszej sytuacji kula zatrzymywała się w jej pobliżu. Owa kobieta, która dostrzegła wreszcie z zainteresowaniem jego osobę, odruchowo obstawiła miejsce, które było jego kolejną propozycją. Jakie było jej zaskoczenie, gdy okazało się, że wygrała pokaźną sumę. Uśmiechnęła się tylko do niego w geście podziękowania. Tego wieczora się poznali. Miała na imię Gabriela. Spędzili w tym miejscu siedem godzin i mimo to, byli zadowoleni. On, że sprawdzały się jego metody a ona, że odegrała na kasynie pokaźną sumę. Wychodzili już do domów, gdy Gabriela zagadnęła: - Jestem ci winna podziękowanie za trafność twoich prognoz. Jak ty to robisz? - Trochę intuicji, odrobinę wiedzy i spostrzegawczość. Dzięki temu można z dużą skutecznością określić obszar, w którym zatrzyma się kulka. Poza tym rachunek prawdopodobieństwa doskonale się sprawdza w dłuższej perspektywie czasu. Nie ma tutaj żadnej magii. Czy mogę cię odprowadzić do domu? - zapytał Norbert. - Wezmę taksówkę, ale dziękuję za propozycję - odparła. - Może spotkalibyśmy się, zapraszam na kawę - wtórował mężczyzna. Uśmiechnęła się tylko z przekorą. - Nie znamy się a ja nie umawiam się z obcymi, nawet tak przystojnymi jak ty. Ale jestem ci coś winna. Pozwól, że się nad tym zastanowię i może innym razem będziesz miał więcej szczęścia. Po czym pożegnała się i wsiadła do samochodu. Norbert coraz intensywniej myślał o Gabi. Było to zdrobnienie, którego używała. Minęło kilka tygodni a oni poznawali się bardzo powoli. Wiedział już, że Gabriela jest malarką i prowadzi własną, niedużą galerię na Jatkach. Odwiedził ją któregoś dnia a ona zaprezentowała mu wszystkie prace, które wystawiła właśnie na sprzedaż. Powtarzała przy tym, że może kiedyś pokaże mu obrazy, których nie chce się pozbywać, a które zdobią ściany jej mieszkania. Poznawali się coraz lepiej, mimo to on nadal nie wiedział, gdzie ona mieszka. Spotykali się na mieście, w kawiarenkach albo nocą w kasynie. Podniecało go, że kobieta, która na co dzień jest zrównoważoną osobą o artystycznej duszy, nocą przemienia się w głodną wrażeń istotę. Lubił na nią patrzeć jak gra i jak maluje. Obstawiając kolejne liczby, dostrzegał jak rośnie w niej temperatura uczuć, podnosząc jego ciśnienie do granic możliwości. Adrenalina dosłownie tryskała z jej ciała a emocje parowały przez skórę. Gdy malowała, jej całkowicie skupiona twarz, przy tym zimna i nieruchoma, nie ukazywała żadnych myśli, które falowały gdzieś w przestrzeniach jej umysłu. Potrzebowała oderwania od codzienności. Najlepszym relaksem dla niej, były więc częste sesje w kasynie. Była rozwódką i miała dwójkę już prawie dorosłych dzieci. Syna i młodszą od niego o dwa lata córkę. Często rozmawiali o dzieciach, Norbert posiadał przecież syna. Umawiali się na kolacje, po których zaglądali w swoje ulubione miejsce. Spędzali w nim kilka godzin i wychodzili z różnym rezultatem. Zaczynali się coraz bardziej lubić a czas, który spędzali razem, całkowicie ich odprężał. Po kilku miesiącach Gabi zaprosiła wreszcie Norberta do domu. On przyniósł butelkę wina, ona przygotowała kolację. Kurczak pieczony z nadzieniem ryżowym smakował wyśmienicie. Delektowali się każdym jego kęsem. Delikatne mięso i odpowiednio zapieczona skóra, a wszystko to okraszone wspaniałym sosem. Dodatkowo niezapomniany aromat niezliczonych ziół, doprowadzał ich podniebienia do szczytów rozkoszy. Ona pochylona nad bukietem czerwonych róż wodząc po nich nosem, zachwycała się ich zapachem. Norbert nie żałował dla niej niczego. Ani środków, ani czasu, który jej poświęcał. Kupił jej piękną ramę zdobioną złocistymi ornamentami. Owinął ją wspaniałą, kolorową wstęgą i wręczył z życzeniami oprawienia w niej najlepszego obrazu, który dopiero namaluje. Ona dosłownie powalona takim gestem, odwzajemniła mu przepięknym uśmiechem. Pokazała mu swoją prywatną kolekcję i zachwyciła swoją dojrzałością i profesjonalizmem. Mijały kolejne tygodnie a oni nie dostrzegali uciekającego czasu. Zafascynowani sobą całkowicie, nabierali energii i tryskali optymizmem. Doszło do zbliżenia, które ukazało cały urok ich związku, któremu wtedy się poddali. Byli wobec siebie delikatni i czuli, a ich połączone ciała w fizycznym i duchowym uścisku, unosiły się w powietrzu. Zauroczeni sobą, lewitowali gdzieś w wewnętrznych fascynacjach własną osobowością. Gabriela dawno nic nie namalowała. Pracowała w galerii robiąc prezentacje odwiedzającym ją klientom, którzy ciągle pytali o aktualne egzemplarze. Nadal grała w ruletę i coraz częściej ponosiła straty. Pewnego wieczora wtulona w ciało Norberta, zagadnęła: - Niedługo wyjeżdżam na kilka tygodni. Kończą mi się pieniądze i muszę namalować coś na konkretne zamówienie. Poza tym przyda mi się odrobina samotności. - Zostawiasz mnie aż na tyle czasu i rezygnujesz z naszych fantazji? Nie możesz malować gdzieś tutaj? - zapytał Norbert. - Nie mam weny i brak mi zapału. Mam kilka pomysłów ale potrzebuję do tego odpowiedniego klimatu. Posiadam mały domek w górach, jest całkowicie odcięty od świata i położony na samym szczycie jednego z okolicznych wzniesień. Nawet samochód ma problem z podjazdem tam - tłumaczyła. - A kiedy chcesz wyjechać? - Za tydzień, we wtorek - odparła i z widocznym uśmiechem na ustach, zatknęła pędzel prosto za swoje ucho. - Ale w środę są twoje urodziny, nie możesz być sama w takim dniu. Mam propozycję pojadę z tobą – spojrzał na nią przy tym. Westchnęła tylko cichutko. - Nie możesz jechać, chciałabym popracować w samotności. Będziesz mnie rozpraszał swoim pozytywnym zachowaniem. Spotkamy się za półtora miesiąca i nadrobimy wtedy wszystkie nasze zaległości. Zobaczysz ani się obejrzysz a będziemy razem. - Nie zgadzam się, ale mam rozwiązanie, które nas zadowoli. Pojedziemy razem i wspólnie spędzimy tam twoje urodziny. Będziesz to wspominać, zobaczysz. Zorganizuję wszystkie atrakcje i będziesz zachwycona. Później wyjadę i będziesz mogła malować w nieskończoność. To tylko dwa wspólne dni i o nie cię proszę. Zamyśliła się jakby odrobinę ale ciężko było z tego cokolwiek wywnioskować. - Nie wiem czy powinnam, to jest kawał drogi. Będziesz tam jechał tylko na te dwa krótkie dni? - niepewnym głosem zapytała. - Zrobię to dla ciebie, jesteś warta wielu wyrzeczeń. Wtedy właśnie uśmiechnęła się po raz pierwszy chyba naprawdę szczerze. Był to widok niesamowity. - Chyba mnie przekonałeś - odparła szczęśliwa i dodała. - Czas pomyśleć o pakowaniu. Ostatnie dni przed wyjazdem upłynęły bardzo szybko. Gabi sprezentowała Norbertowi pozłacaną zapalniczkę, znanej i drogiej firmy, która w skórzanym futerale prezentowała się wyśmienicie. Norbert był pod wrażeniem, była warta kilka tysięcy. Wczoraj grali w kasynie i wygrali trochę pieniędzy, których część postanowili przekazać na jakiś szczytny cel. Wsparli małą dziewczynkę walczącą z nowotworem krwi, o której dowiedzieli się z telewizji. Ponadto zaszaleli drogą kolacją w porządnej restauracji i dansingiem do samego rana, suto przy tym zakrapianym alkoholem. Przez cały następny dzień w ogóle nie wychodzili z łóżka. Uprawiali seks, spali, jedli i znów się kochali. Tak na okrągło przez trzydzieści sześć godzin. Wyjechali o świcie, czekała ich długa droga. Samochód prowadziła Gabi, która z każdym przejechanym kilometrem, coraz bardziej się zmieniała. Im dłużej jechali, tym ona stawała się coraz bardziej małomówna. Już nie planowali donośnie w rozmowach wspólnej przyszłości. Norbert myślał, że to wpływ zmieniającego się klimatu oraz próba koncentracji przed ciężką pracą, jaka ją czekała. Włączyli radio, z którego zaczęły dobiegać delikatne dźwięki muzyki. - Tu radio Sielskie przy mikrofonie John Bersky – usłyszeli. - Za oknem mamy jesień, pluskający deszcz i chłód przenika nasze ciała. Specjalnie dla państwa, rozgrzewający zatem kawałek. Poczujmy to razem z nią. Madonna i plaża w San Pedro. Następne rytmy, które zabrzmiały jeden po drugim, poruszyły już w fotelach kobietę i mężczyznę jadących tym samochodem. Uśmiechnęli się tylko do siebie i nucili dalej wraz z wokalistką. Dźwięki te miłe i ciepłe, rozluźniały skumulowane gdzieś napięcie. Byli już niedaleko. Do celu pozostało tylko kilka kilometrów. Od dłuższego czasu jechali ciągle pod górę. Droga była kręta, musieli uważać na strome spady i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zasadzka — czytnik · opowiadania