Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przyjazn · 18 min czytania

Zaśnieżone Święta

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był to piątek, ostatni dzień pracy Clarka Humana w tym roku. Jednak podobnie jak Clark, duża część pracowników banku narodowego wzięła urlop na okres poświąteczny. Dziesięć minut przed ósmą rano pod nowoczesny budynek banku podjechało błękitne Audi S3 i zaparkowało idealnie pod niskim krawężnikiem. Z wozu wysiadł mężczyzna średniego wzrostu. Miał jasną, niemal bladą cerę i jasne, dość krótko przycięte włosy. Ten facet był przykładem szybkiej charakterystyki dokonywanej przed kobiety. Mówiły one między sobą, że jest to wygląd „tutejszy”, czyli nic specjalnego. Ubrany był w kremowe spodnie i czarny, długi płaszcz. Całość prezentowała się elegancko. Wyjął zdecydowanym ruchem małą walizkę z tylnego siedzenia i ruszył w kierunku banku. Spojrzał z uśmiechem na rynek. Właśnie pracownicy przydzieleni z urzędu ozdabiali piękną, ogromną choinkę stojącą przed ratuszem. Clark spojrzał uważnie na zegar znajdujący się na ścianie ratuszu i zobaczył, że ma jeszcze 6 minut. Nie lubił się spóźniać, choć czasem zdarzało mu się to. Ponownie zwrócił się w stronę banku i ruszył po schodach, gdy nagle usłyszał swoje imię. - Clark! CLARK! – Był to z całą pewnością głos należący do kobiety. Human obrócił się tak raptownie, że nagle stracił panowanie i wywrócił się na schodach. Wydał z siebie głośne „Aauu!” Dziewczyna spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko. Była to Ann. Miała 25 lat, pracowali razem w banku. Była blondynką, choć jej włosy zdawały się mieć złoty kolor i piękne zielone oczy, przypominające ocean w lecie. Clark zawsze lubił patrzeć jej w oczy. Zrobił to także tym razem, gdy przewrócił się na schodach. Śmiała się serdecznie, więc Human odwzajemnił jej uśmiech. - Nic Ci nie jest? - Nie, wszystko w porządku, Ann. Dzięki. Mogłaś zadzwonić rano, przyjechałbym po Ciebie. Nie chcę, żebyś chorowała. Wiem, że należy mieć dobrą kondycję, ale zdrowie jest najważniejsze. Znów się uśmiechnęła i pocałowała go w policzek. - Dlaczego Ty się tak o mnie martwisz? Poza tym nie chciałam sprawiać Ci kłopotu. - Wiesz przecież, że dla mnie to żaden kłopot. Po tych słowach ruszyli razem ostrożnie po schodach, jakby za chwilę znów któreś z nich miałoby się wywrócić. Weszli przez przeszklone drzwi do dużego holu, gdzie od siódmej kasjerzy wypłacali ludziom czekającym w sporej kolejce pieniądze. Przy ścianie po lewej i prawej stronie stało kilka choinek. Były małe i w niczym nie przypominały tej stojącej na rynku. Z małego radia stojącego na wysokim regale, zapełnionym różnymi reklamami banku i innych przedsiębiorstw słychać było pewną miłą dla ucha świąteczną piosenkę. Radio zdawało się uprzyjemniać klientom długie chwile spędzone w kolejce przed kasą. Na białych ścianach wysiało kilka plakatów reklamujących nowy kredyt z niskim oprocentowaniem. Znajdujący się na nim student ze swoją babcią nie wyglądali zbyt przekonująco. Ann Crawford i Clark Human staneli na lśniących, zielonych płytkach przy małej kolumnie. Znów ich spojrzenia spotkały się. Chwilę milczenia przerwał Clark. - Później do Ciebie zajdę w czasie przerwy. - Dobrze, będę czekać. – Spojrzeli jeszcze raz na siebie, jakby widzieli się ostatni raz i chcieli dokładnie zapamiętać swoje twarze. Clark przeszedł przez korytarz, skręcił w prawo w kolejny korytarz i zatrzymał się przed tanimi białym drzwiami z numerem 29. Spojrzał na zegarek. Wskazywał dokładnie 2 minuty po 8. Spóźnił się. Poprawił rękaw płaszcza i otworzył skrzypiące drzwi. Pomieszczenie 29 było typowym biurem. Nie rozpieszczało przestrzenią, były tylko dwa okna, ściany ostatni raz malowano 5 lat temu, mieli stare meble. Jednak to nie przeszkadzało Clarkowi. Dla niego najważniejsi byli ludzie, jacy pracowali z nim w tym biurze. Byli to jego dawni przyjaciele jeszcze ze szkoly podstawowej. Mark i Paul byli w jego wieku, co prawda nie kończyli tych samym studiów, ale dalej pozostali w dobrym kontakcie. Zawsze spędzali razem piątki i soboty w klubie „ American Triangle”. Grywali tam w kręgle bądź przychodzili po prostu na piwo pogadać o różnych sprawach. Każdy z nich do czasu był kawalerem. Paul ożenił się z Lisą Curtis. Pracowała w sklepie komputerowym. Mark niedawno doznał jakieś przemiany i zaczął bardzo interesować się kobietami. Często je zmieniał, najczęściej spędzał z nimi wolny czas w domku w górach. Natomiast Clark przez długi okres był sam, dopóki nie poznał Ann. Początkowo był to jednak dość dziwny związek, opierający się bardziej na przyjaźni. Lecz z czasem zaczęło się to zmieniać. Human coraz częściej odwiedzał Ann, widać było, że od jakiegoś czasu są typową parą. Gdy tylko otworzył drzwi od razu usłyszał głos przyjaciela. - Clark, Clark! Źle z Tobą. Chyba tracisz formę. – Zaśmiał się głośno. Clark spojrzał przed siebie. Przy starym biurku siedział Paul. Miał dość kościstą twarz, na której zawsze trudno było ujrzeć zarost. Chyba codziennie się golił. Jej wyraz zdawał się oznaczać zawsze podejrzliwość, nieufność. Długie, ciemne włosy opadały na gładkie czoło. Ciemne oczy patrzyły na Clarka znad cienkich okularów. - Zupełnie jak kiedyś. Pamiętasz słowa Marka? – Zdawał się być trochę rozbawiony. Stary, poczciwy Paul Preston, pomyślał Human. Uśmiechnął się i powiedział: - Są tacy ludzie, którzy nigdy się nie zmienią. Ty na szczęście do nich należysz. – Dzięki stary! Szkoda, że nie ma dziś naszego kochasia. Znowu pewnie szaleje w swoim domku. – ponownie głośno się zaśmiał. Clark rozejrzał się po biurze. Faktycznie, Mark wziął wczoraj wolne. Na pewno siedzi w swoim domku z jakąś wymalowaną lalunią. Humanowi ciężko było sobie wyobrazić to „ siedzi”. Ach, ten amant i jego przygody. Powiesił swój płaszcz na wieszaku i zaczął powoli zabierać się do papierkowej roboty. Po chwili zaczęli rozmawiać ze sobą, jak spędzą Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra. Paul miał jechać z żoną do Pinnberg do rodziców Lisy. Clark został zaproszony przez swoją siostrę Sheilę. Gdy rozmowa zeszła na temat prezentów, nagle drzwi otworzyły się. Stał w nich Mark. Nie był mężczyzną ani wysokim, ani barczystym. Miał krótkie, ciemne włosy, czarne oczy i śniadą cerę. Wyglądał na przybitego. Zamknął za sobą drzwi, przeszedł przez biuro i spoczął w swoim czerwonym krześle. Paul i Clark patrzyli na niego nie mając pojęcia, co mu jest. Nie widzieli go w takim stanie dawno, nawet bardzo dawno. Zwykle Mark optymistycznie podchodził do życia, biorąc je takie, jakie jest. Jednak musiało wydarzyć się coś, co zburzyło jego pozytywny stosunek do życia. Sporzał na nich ciężkim wzrokiem i rzekł: - Dlaczego, kiedy znajduję coś, na czym bardzo mi zależy życie musi zepsuć wszystkie moje plany?! – Paul i Clark podejrzewali, że chyba rzuciła go jakaś piękna dziewczyna i nie mógł pogodzić się z jej stratą. Jednak mylili się. Ponownie przemówił do nich dławiącym się głosem: - Wczoraj spędziłem cały dzień i noc z Laurą. – Paul i Clark znali dobrze Laurę Carson. Była przyjaciółką dla nich trzech, jednak najdłużej znał ją Clark. On zapoznał ją z chłopakami. Nie miała szczęścia do facetów. - Dziś rano dosyć źle się czułem. Powiedziała, że pojedzie do apteki i zrobi przy okazji zakupy. Zgodziłem się. Wyjechała swoim Chryslerem po 8 drogą w stronę miasta. Jest prawie południe, a ona nie wróciła jeszcze z miasta. Przejechałem całe miasto, nigdzie jej nie ma. Próbowałem się dodzwonić, ale nie odbiera. Czy myślicie, że mogło jej się coś stać?! – Przez chwilę milczeli. Znów ciszę przerwał Human. - Myślę, że powinniśmy pojechać i sprawdzić drogę, która prowadzi do Twojego domu. Jest ślisko, mogła stracić panowanie nad autem. Przecież to duże auto. Powoli słowa Clarka dotarły do Marka. Spojrzał się na niego i rzekł: - Masz rację. Trzeba sprawdzić drogę. Pomożecie mi? – Paul Spojrzał najpierw na Humana, później na Marka. - Jasne. Zadzwonię tylko do przełożonego, aby nas zwolnił.

Rozdział II

Podczas, gdy Paul wykonywał telefon, Human szybko spakował papiery i komputer do walizki. Równie szybko nałożył płaszcz i wszyscy wyszli razem z pomieszczenia numer 29. Gdy wyszli z banku, Mark zaczął podążać w stronę swojego Dodge’a Rama. Jednak Preston powiedział do niego: - Chyba w tym stanie nie zamierzasz prowadzić? Pojedziemy autem Clarka. Wsiedli do Audi i z piskiem opon ruszyli drogą prowadzącą na przedmieścia. Gdy wyjechali za miasto mieli przed sobą dużą ciężarówkę wiozącą drzewo. Gdy Clark upewnił się, że z naprzeciwka nie zbliża się żaden pojazd wcisnął mocno gaz i strzałka prędkościomierza szybo przemieściła się do liczby 130. Zbliżali się do ostrego zakrętu. Przed zakrętem Human zredukował, silnik zawył i wpadli w poślizg, jednak auto miało napęd na cztery koła więc szybko wrócili na prawy pas. Szybko dogonili jadącego przed nimi Mercedesa C. Po chwili strzałka przekroczyła magiczną liczbę 160 km/h. Nagle Human zaczął ostro zwalniać. Raptownie skręcił w prawo na drogę prowadzącą na szczyt góry „Townbridge”. Przejechali jakieś 3 km, gdy ujrzeli w rowie srebrnego Chryslera Pt Cruiser’a. Szybko wyszli

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zaśnieżone Święta — czytnik · opowiadania