Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

Zatopiony skarb

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mój dziadek, który przez całe życie był dumny ze swojego arystokratycznego pochodzenia, właściciel sławnej w całym kraju sieci aptek, mawiał zaciągając się jednym ze swoich zagranicznych cygar: „chłopcze, bierz wszystko z najwyższej półki. Słuchaj najlepszej muzyki, czytaj najlepsze książki i rozmawiaj z najwartościowszymi ludźmi”. Zaślepiony jego autorytetem gardziłem powszedniością. Nigdy nie byłem na studenckiej zabawie na rzecz opery. Nie czytałem nowoczesnych pisarzy, lecz przysiągłem wierność greckim filozofom. Studiowałem, żeby poznać najmądrzejszych z ludzi. Nigdy nie miałem wielu znajomych, ponieważ ludzie uważali że jestem zbyt nadęty jak na swój wiek. Słowa dziadka zapamiętałem na całe życie i już jako nastolatek myślałem o zabezpieczeniu finansowym. Kiedy moi rówieśnicy nosili długie włosy i chodzili boso, ja myślałem o przyszłości. Jako nastolatek nie kłamałem, nie kradłem, nie paliłem ani nie piłem alkoholu. Moją jedyną przyjaciółką była moja żona Eliza. Kiedy się poznaliśmy oboje studiowaliśmy farmaceutykę i uzyskiwaliśmy najlepsze wyniki na uczelni. Wspierała mnie i zawsze dodawała odwagi. Jako żona pomagała w rozwoju mojego przedsiębiorstwa, które w krótkim czasie przyniosło wystarczające zyski na budowę dużego domu. Kiedy ja byłem w pracy Eliza zajmowała się ogrodem, który sama zaprojektowała. Był w nim rozległy staw, mnóstwo drzew owocowych i stare drewniane ławki, które Eliza kupowała na pchlich targach. Ogród był naszym schronieniem i niedziele spędzaliśmy tam razem, zostawiając wszystkie troski poza jego ogrodzeniem. Eliza mówiła mi o działaniu różnorodnych ziół, które hodowała. Tłumaczyła, że nektar bieluni dziędzierzawej jest zabójczy dla pszczół, a w odległej przeszłości bieluń była jednym ze składników maści czarownic. Potrafiliśmy siedzieć tak godzinami, wsłuchując się w ciszę jaka roztaczała się nad stawem. Jestem pewien, że gdyby nie obecność Elizy oszalałbym z samotności. Kiedy ją poznałem była ucieleśnieniem świeżości młodości. Drobna, o niemal mlecznej cerze zdawała się być kwintesencją dziewczęcości. Była moim aniołem, ucieczką od pospolitości. Jednak przez ostatnie lata coś oddzieliło nas od siebie. Eliza nie przytula się do mnie jak dawniej. Kiedy wracam do domu ona już śpi – milcząca, jak Śpiąca Królewna. Pewnego razu po pracy udałem się na spacer do parku. Chciałem przemyśleć tą dziwaczną sytuację. Tego dnia bogowie burzy, wiatru i deszczu musieli najwidoczniej przygotowywać się do wielkiego przedstawienia, bo powietrze zgęstniało, a niebo przybrało sino-niebieski odcień. Park momentalnie wyludnił się i przez chwilę zdawało mi się, że zostałem zupełnie sam. Zdałem sobie sprawę, że ja i Eliza prawie już nie rozmawiamy. Uzmysłowiłem sobie również, że dawno jej nie dotykałem. Chwilę potem siedziałem na ławce, senny i wyczerpany. Zaczęło padać na dobre, a ja nie przestawałem myśleć o Elizie. Pomyślałem, że jeśli wystawię twarz na deszcz to on zmyje moje złe uczynki. Jednakże poczułem się tylko gorzej. Spod swoich parasoli ludzie patrzyli na mnie podejrzliwie. Istotnie, mieli ku temu powód. Mokrzy od deszczu i potu, z wystającą koszulą ze spodni mężczyźni chyba nigdy w historii świata

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zatopiony skarb — czytnik · opowiadania