Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

duchy · 11 min czytania

Zatopiony Zegar Życia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To był pochmurny i chłodny dzień. Mimo, że słońce już dawno zaszło nie ściemniało się jeszcze. Wyszłam z domu na spacer. Nie czułam się najlepiej tego dnia. Cały czas miałam go w swoim sercu, nie potrafiłam o nim zapomnieć. Każda chwila bez niego wydawała mi się wiecznością. Nie potrafiłam sobie wyobrazić bez niego dalszej przyszłości, zarówno tej bliższej jak i dalszej. Był dla mnie po prostu całym światem. Ciągle zastanawiałam się dlaczego tak na prawdę porzucił mnie jak dziecko, które wyrzuca bądź oddaje swoje stare zabawki z których wyrosło albo rzeczy które się znudziły. Szłam ulicami tego wielkiego miasta. Nie zatrzymywałam się. Nie chciałam po prostu widzieć dookoła mnie zakochanych tulących się do siebie, całujących się. Szłam dalej krętymi ulicami. Czasem tylko spoglądałam za siebie. Czułam za sobą obecność czegoś niewytłumaczalnego. Poczułam takie uderzenie w tył mojego ciała, że nie potrafię zrozumieć do dzisiaj co to mgło takiego być. To było takie dziwne uczucie, jakby jakieś ostrzeżenie przed sytuacją, jaka w danej chwili mi groziła. Nadal starałam się nie zwracać uwagi na moje zazwyczaj sprawdzające się złe przeczucia. Stanęłam na jednej z uliczek i po swojej lewej stronie spostrzegłam mały park. Coś mnie w tym parku zauroczyło. Postanowiłam, że usiądę na chwile i porozmyślam o moim mało znaczącym życiu. Na wprost mnie można było zauważyć malutki staw, w którym pływały dwa przepiękne bialutkie łabędzie, cos w rodzaju symbolu miłosnego. Oplatały swoje długie szyje wokół siebie, tak jak zakochani którzy się do siebie przytulają. Obok na innej ławce spostrzegłam dwoje młodych ludzi. Dziewczyna miała na sobie bladoróżową sukienkę sięgającą lekko za kolana, czarne buciki na niezbyt wysokim obcasie. Włosy miała rozpuszczone, długie, czarne, a na policzkach połyskiwał róż. Chłopak wyglądał całkiem dobrze. Miał na sobie czarne spodnie, eleganckie buty, koszula w kratę, a włosy lekko pożelowane. Patrzyłam tak na nich i zastanawiałam się co czują w tym momencie. Byli wpatrzeni w siebie jak w obrazek o dużej wartości. Było widać, że są dla siebie stworzeni. Traktował ja jak najcenniejszy skarb na ziemi. Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że ja niemiałam nigdy takiego szczęścia spotkać kogoś właśnie takiego. Mężczyzny, który by szanował, opiekował się mną tak jak matka swoim dopiero co urodzonym dzieckiem, które jest bezbronne i zdane na czyjąś łaskę. Poczułam jak po policzkach płyną gorzkie łzy. Wcale nie oczekiwałam takiej ogromnej miłości z jego strony. Chciałam po prostu poczuć, że jestem mu potrzebna. Myślałam o tym, aby zbudować z nim przyszłość. Miałam nadzieję na to, że on mnie w końcu pokocha i zrozumie moje starania o jego serce. Pomyliłam się. Nigdy już nie poczuję jego bliskości przy moim ciele! Już nigdy nie obudzę się w jego ramionach! Już nigdy nie zbudzi mnie słodkim pocałunkiem z samego rana! To wszystko przepadło! Roztrzaskało się jak lustro o kamienną podłogę. Siedziałam na ławce i wspominałam najcudowniejsze chwile z nim spędzone. Moment kiedy wspólnie oglądaliśmy mój pierwszy wschód słońca na nadmorskiej plaży. Wtedy poczułam jak moje serce zaczyna na nowo bić!! Zobaczyłam jak wschodzące słońce opromienia jego słodką twarz, jego uśmiech w moja stronę. Chwile, kiedy trzymał mnie w swoich ramionach i mówił, że będzie się mną opiekował, kiedy mówił o stworzeniu wspólnej rodziny, o budowaniu wspólnej przyszłości. To właśnie się skończyło. Porzucił mnie! Zostawił na pastwę tego niezrozumiałego świata, tej okrutnej rzeczywistości, gdzie jest zło, pogarda, zero pozytywnych uczuć. Czułam się coraz gorzej z tymi myślami. Chciałam zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Patrząc na zakochanych, serce krwawiło i rozrywało mnie od środka. Czułam jak moje malutkie serduszko przestaje bić dla każdego mężczyzny. Światełko w nim zaczyna gasnąć. Miałam po prostu nadzieję, że on jeszcze wróci i będzie kochał. Obróciłam się za siebie i widziałam miasto tętniące życiem. Nie chciałam się więcej zadręczać myślami o nim, o tym co było między nami i już więcej nigdy nie wróci. Postanowiłam pójść dalej. Wychodząc parku otarłam łzy płynące po policzkach. Nie chciałam, żeby ktoś zauważył ból jaki w danym momencie przeżywam. Szłam ulicami miasta, rozglądałam się dookoła. Zobaczyłam jak w jednym miejscu gromadzi się tłum ludzi. Byłam ciekawa zaistniałej sytuacji i postanowiłam pójść w ich stronę. Byli oni czymś zafascynowani. Zobaczyłam, iż ulicami miasta nie jeżdżą samochody. Byli tylko ludzie. Spojrzałam przed siebie, lekko do góry i ujrzałam ogromny, przepiękny stary most. Nie było na nim zbyt dużo miejsca, więc postanowiłam stanąć obok niego. Wszyscy spoglądali w dół. Patrzyli na wzburzona wodę w rzece. Nie wiedziałam co może być w niej tak zadowalającego. Pogoda zaczęła się powoli pogarszać. Powoli ściemniało się, robiło się zimno. Odwróciłam się za siebie, bo poczułam coś dziwnego. To było to samo uczucie co wtedy kiedy szłam po drodze do parku. To cos kazało mi w pewnym sensie zwrócić do domu. Nie czułam się zagrożona więc nie myślałam o tym, że coś złego mogłoby się wydarzyć. W tym momencie usłyszałam okropny trzask, jakby coś ogromnego uderzyło w betonową ścianę. Spojrzałam w stronę wzburzonego tłumu i wtedy to się zaczęło. Uświadomiłam sobie, że moje podświadome przeczucia nigdy mnie nie zawodzą. Ludzie zaczęli przeraźliwie krzyczeć, płakać. Most kawałek po kawałku rozpadał się, a ja

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zatopiony Zegar Życia — czytnik · opowiadania