Pisarstwo · 3 min czytania
"Zatracenie..."
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wstałem z łóżka i wyjrzałem przez okno... Słońce miało matowy kolor... Powietrze wydawało się być tak gęste, że aż nie do przełknięcia... Czułem jak się nim dusze, dławię... Szarość dnia przytłaczała, zwykły widok budynków, domów był dla mnie swego rodzaju karą... Znienawidziłem ich wygląd a każdy podmuch gorącego powietrza wzmagał moją niechęć do tego miasta... Czułem jak powoli umiera we mnie ostatnia kropla nadziei w ten upalny i pełen gęstego powietrza dzień. Ludzie zazwyczaj tak ruchliwi dziś tak nienaturalnie powolni... Przez myśl przebiegła mi myśl, że to sen ale niestety to nie był sen. Pragnąłem uciec... Tylko gdzie, dokąd? Przez moment toczyłem walkę z samym sobą czy wyjść na zewnątrz - wyszedłem... Pełen przerażenia szedłem, krok po kroku obserwując wszystko co mnie otaczało, każdy dom, sklep, każdego przechodnia, wszystkich i wszystko obserwowałem ze zdziwieniem... Zauważyłem że są jacyś dziwni, zupełnie inni niż zwykle. Dzieci bawiły się w piaskownicy ale już nie tak samo jak zazwyczaj... Cicho, bez słowa, bez emocji, niby nie oni... Starsza kobieta ciągnęła za sobą wózek z zakupami, bez słowa, bez zmęczenia, za nią starszy pan szedł o lasce, zapatrzony gdzieś w dal, bez przejęcia... Kobieta po drugiej stronie ulicy prowadziła za rękę dziecko, ona jak i dziecko z twarzą bez wyrazu, szarą, nieobecną... Wszystko i wszyscy byli niewiarygodnie szarzy, bez emocji, bez człowieczeństwa... mimowolni... Żebrak pod sklepem prosił o pomoc, jakiś mężczyzna…