Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 46 min czytania

Zatrzymać czas

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

MAGDA KACZMARCZYK

ZATRZYMAĆ CZAS

Nazywam się Karol Nowak. Urodziłem się 17 lipca 1972 roku w Piasecznie. Umarłem 27 czerwca 1987 roku... również w Piasecznie. Pamiętam doskonale tę noc. Było kilka minut po północy. Wyszliśmy z balu ósmych klas, w szkole podstawowej nr 5, ja, Nika – moja dziewczyna, i Wojtek mój kumpel. Trochę byłem obrażony na Nikę, bo ciągle chciała tańczyć i nie dała mi się powygłupiać z kumplami. Właściwie byłem wściekły! Odprowadziłem ją jednak do domu, mieszkała daleko, na Czajewicza, Wojtek po drodze skręcił do siebie. Nie chciało mi się z nią gadać, więc odstawiłem ją za furtkę i wracałem do siebie, na Kusocińskiego. Ten samochód od początku mi się nie podobał. Jechał główną ulicą Piaseczna, ale jakoś tak niepewnie, przyspieszał, zwalniał. Ja jednak nie zwolniłem, miałem zamiar przejść na drugą stronę ulicy. Kiedy wchodziłem na pasy, samochód, fiat 125, jechał całkiem wolno i był dość daleko, nagle jednak przyspieszył i zanim pomyślałem o ucieczce, po prostu mnie przejechał. Właściwie to odbiłem się od maski i upadłem do przodu. Zdążyłem tylko pomyśleć, że trzeba było poczekać, aż przejedzie. A potem nic... tylko ciemność. Chwilę potem ocknąłem się i wstałem. Popatrzyłem na kierowcę, nawet nie wyszedł z auta, był przerażony. Pomachałem do niego, ale w ogóle mnie nie widział. Spojrzałem na ulicę i zobaczyłem swoje zakrwawione ciało. Ogarnęła mnie panika. Co się dzieje?! Umarłem?! Nagle zobaczyłem dwie wielkie łapy, które sięgają po mnie z nieba. Scena jak z kiepskiego horroru, gdybym nie był spanikowany, to pewnie bym się roześmiał. Ale byłem... jeszcze przez chwilę, bo nagle poczułem, że cały strach odszedł. Dziwne, nie? Z jednej strony chciałem zostać i zobaczyć co będzie dalej, z drugiej, wielkie łapska złapały mnie za ramiona i ciągnęły w stronę nieba. Przez moment stawiałem opór, ale facet w samochodzie nadal siedział w tej samej pozycji więc stwierdziłem, że nic tu po mnie i dałem się unieść bez protestu. Na górze czekała na mnie kobieta w białej sukni do ziemi. Odruchowo sprawdziłem czy to ona ma takie długie ręce... ale nie. Mogła mieć koło 30 lat, była bardzo ładna, miała długie blond włosy i zielone oczy. No i bardzo ładny uśmiech. - Witaj Karolu – powiedziała łagodnie. - Dzień dobry – odpowiedziałem. - Jesteś aniołem. Dziewczyna ponownie się uśmiechnęła. - Niezupełnie. Mam na imię Domira i jestem twoją przewodniczką. Czy dobrze się czujesz? - zapytała z troską. - No... chyba przed chwilą umarłem, więc nic gorszego mnie już raczej nie spotka – odpowiedziałem uświadamiając sobie, że coś nie do końca jest w porządku. Powinienem być raczej rozhisteryzowany i przestraszony, a nie dowcipkować na temat śmierci... w dodatku własnej. - Tak, no cóż – dziewczyna była wyraźnie zażenowana – wybór tej drogi nas również zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się ciebie tak szybko. - O czym ty do cholery mówisz?! - zbyt wiele niewiadomych spowodowało, że zacząłem być wściekły. - Co to za szopka?! Gdzie ja jestem?! Może to sen?! Chcę się kurwa obudzić!! - ostatnie zdanie kończyłem wrzeszcząc i rozglądając się wokół siebie. Teraz to dopiero byłem przerażony. Domira usiłowała wziąć mnie za rękę, ale nie dałem się. Rozglądałem się szukając gorączkowo drogi wyjścia. Ale wyjścia nie było. Wejścia też nie. Wszystko było białe, jakbym siedział w chmurze. - Spokojnie Karolu, wszystko wyjaśnimy, uspokój się – mówiła do mnie takim tonem, że czułem jak wwierca się w mój mózg i sprawia, że staję się spokojny i zaczynam rozumieć co się stało. Bez słów po prostu to zrozumiałem i zaakceptowałem. - Już dobrze? - zapytała po dłuższej chwili. - Tak, w porządku – westchnąłem. Zrozumiałem, że mój czas na ziemi się skończył i już mnie tam nie ma. Trochę było mi przykro, miałem plany, chciałem iść do technikum informatycznego, a potem na polibudę. Po studiach chciałem ożenić się z Niką, a tak nawet nie zdążyłem się z nią przespać. Cholera. Przerwałem swoje rozmyślania, bo kątem oka spojrzałem na Domirę, która uśmiechała się ukradkiem. Zrozumiałem, że po prostu słyszy moje myśli. Tak, jakbym to wszystko wypowiadał na głos. Poczułem, że czerwienie się jak burak. - Chodźmy do Isaha – Domira postanowiła przerwać niezręczną ciszę, która zapanowała w moich myślach. - Kim jest Isah? - zapytałem, gdy przemierzaliśmy białe korytarze. - Także jest twoim przewodnikiem. Oboje ciebie pilnujemy – odpowiedziała. - No to jakoś kiepsko wam poszło – zaśmiałem się i zaraz potem zdziwiłem. Myślałem i mówiłem o wypadku, jakby w ogóle mnie nie dotyczył, a to przecież wydarzyło się przed chwilą. - Właśnie sprawdza dlaczego tak się stało – odpowiedziała poważnie. - Nie przejmuj się tym, że nie martwi cię już wypadek. To przeszłość, tutaj żyjemy bieżącą chwilą i nic więcej się nie liczy – znów odpowiedziała na moje wątpliwości, które jedynie pomyślałem. - Czy jestem w niebie? - zapytałem po chwili. - Nie – uśmiechnęła się. - To raczej coś w rodzaju przechowalni dla dusz. - Nie kontynuowała tego tematu, gdyż doszliśmy już do drzwi Isaha. Otworzyła je i weszliśmy do środka. Isah wyglądał groźnie. Miał głęboko osadzone oczy, zarost i wąskie usta. Też był ubrany na biało. Skoro oni oboje byli moimi przewodnikami, miałem wrażenie, że Domira dużo więcej mi wybaczała niż Isah. Może to przez niego umarłem? - Witaj Karolu – pomimo groźnego wyglądu głos miał ciepły i serdeczny. - To nie przeze mnie umarłeś – uśmiechnął się słabo. No tak, znowu zapomniałem, że jak myślę, to tak samo jakbym mówił – westchnąłem ciężko. - Nie przejmuj się, przyzwyczaisz się – znów się uśmiechnął. - To co teraz? Będę z wami mieszkał? - zapytałem spoglądając na jedno i na drugie. Isah spojrzał zdziwiony na Domirę. - Nie powiedziałaś mu? - zapytał. - Nie zdążyłam – tłumaczyła. - Widzisz Karolu – zwróciła się do mnie – do nas trafiają dusze, które ponownie wracają na ziemię. Do tego czasu będziesz oczywiście z nami – spojrzała wymownie na Isaha. - Rozumiem – kiwnąłem głową. - Czyli reinkarnacja to nie wymysł czubów, ale fakt? - spojrzałem na nią pytająco. - Tak, oczywiście, reinkarnacja jak najbardziej istnieje – przyznała. - A czy w następnym życiu również będę człowiekiem, czy na przykład koniem, albo pszczołą?- zapytałem z ciekawości. Moja religia nie uznawała reinkarnacji i powinienem trafić do nieba, albo w najgorszym razie do czyśćca. O piekle nie myślę, w sumie był ze mnie porządny chłopak. Domira zaśmiała się perliście. - Oczywiście, że będziesz człowiekiem głuptasie. Isah też się uśmiechnął... i ja także. - A czy można zobaczyć co się ze mną dzieje teraz? Czy ktoś mnie już znalazł? Co z tym kierowcą, który mnie zabił? - w sumie chciałem wiedzieć co z moim ciałem. Ostatecznie ciągle było moje. - A może chcesz zobaczyć swój pogrzeb? - wyrwała się Domira, ale zaraz zamilkła. Isah spojrzał na nią groźnie. - Jasne, bardzo chętnie – ucieszyłem się, jednocześnie zdając sobie sprawę, że moje zachowanie jest kompletnie irracjonalne. Cieszyć się z oglądania własnego pogrzebu, co za debilizm! - Ale chwileczkę – zastanowiłem się – przecież jestem z wami dopiero od godziny. To niemożliwe... przecież jest środek nocy? - spojrzałem na nich pytająco. - Ile czasu z wami już tu jestem? - zapytałem podejrzliwie. - Tu nie ma pojęcia czasu – odpowiedział wymijająco, zniecierpliwiony Isah. Był zły, że musi mi o tym opowiadać. - Ale jak to? - tego już nie byłem w stanie pojąć. - Obejrzyjmy ten pogrzeb – westchnął Isah i zaczął kręcić ręką kółka i nagle w podłodze pojawiła się dziura i zobaczyłem kościół, trumnę, moich rodziców, mojego brata, Nikę, wszystkich kolegów ze szkoły i innych ludzi, których nie znałem. Kościół Świętej Anny w Piasecznie wypełniony był po brzegi. Gdy spojrzałem na moich rodziców, brata i Nikę, zrobiło mi się strasznie żal, że się z nimi nie pożegnałem. Tyle jeszcze chciałem im powiedzieć. Widziałem jak strasznie cierpi moja mama. Tata i Michał musieli ją podtrzymywać, bo nie mogła ustać. Cały czas płakała. Ogarnęła mnie wściekłość. Dlaczego właściwie umarłem!? Przecież to nie była moja wina... ten wypadek! - Żądam natychmiastowych wyjaśnień?! - rozdarłem się na całe gardło patrząc na Domirę i Isaha. - Karolu, uspokój się – Domira znów świdrowała mój mózg. Tym razem jednak nie poddawałem się jej tak łatwo. - Dlaczego umarłem, do cholery?! - krzyknąłem tym razem w stronę Isaha. - Twoje emocje w niczym ci nie pomogą – odpowiedział spokojnie, co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Gdyby były tu jakieś przedmioty, z pewnością w tym momencie zacząłbym nimi rzucać. Moja złość sięgnęła zenitu. Domira niepewnie patrzyła na Isaha. Ten jednak był niewzruszony. Po chwili poczułem, że odbiera mi moje emocje i poczułem jak osuwam się na podłogę, bez życia... po raz drugi dzisiaj.

- Karolu, Karolu, obudź się – miły głos Domiry przywołał mnie ze snu. Otworzyłem oczy, leżałem na łóżku w jakimś białym pokoju. Domira pochylała się nade mną. - Cześć – powiedziałem po chwili. - Długo spałem? - Nie bardzo – odpowiedziała szybko. - Dobrze się czujesz? - Tak, ok – odpowiedziałem i przypomniało mi się dlaczego zasnąłem. - Isah mnie zamroczył? - zapytałem. Domira uśmiechnęła się lekko. - Tak, troszkę za dużo miałeś emocji. Mam dla ciebie niespodziankę – zmieniła temat. - Zwolniło się miejsce, możesz wrócić z powrotem na Ziemię. - Serio? Kiedy? - ucieszyłem się, ale zaraz posmutniałem. - Co mi z tego, że teraz wrócę. Właściwie nigdzie mi się nie spieszy. Wolę tu zostać – odwróciłem się na drugi bok. - Karolu, posłuchaj – Domira usiadła na moim łóżku i pogłaskała mnie po głowie. - Tutaj nic się nie dzieje, a ciągle rozpamiętujesz to, co się wydarzyło. Zejdź na ziemię i zacznij wszystko od nowa. Zastanowiłem się przez chwilę i spojrzałem na nią. - No dobrze – westchnąłem. - A jaka jest szansa, że trafię znów do Piaseczna? Domira uśmiechnęła się figlarnie i wstała z łóżka. - Mogę się postarać, żebyś trafił do Piaseczna. - No to umowa stoi – uśmiechnąłem się i stanąłem gotowy do podróży. W sumie byłem ciekawy w jaki sposób można wrócić na ziemię. Poszliśmy do Isaha. Obserwował mnie bardzo uważnie, jakby nie do końca mi ufał. Podszedł do tego miejsca w podłodze, gdzie wcześniej pokazywał mi mój pogrzeb. Znów wykonał ten sam ruch ręką i w podłodze pokazał się czarny tunel. - Musisz tu wskoczyć i będziesz na Ziemi – powiedział wskazując dziurę. Nie wiem dlaczego poczułem dreszcze, ale zaraz potem decyzję, że chcę to zrobić. - Jeszcze jedno – podeszła do mnie Domira i położyła mi rękę na ramieniu. - Nie potrzebujesz pamiętać i tak będziesz nas na początku odwiedzał. - Jak to nie potrzebuję pamiętać – oburzyłem się. - Ja właśnie po to wracam, żeby ich wszystkich odnaleźć. Domira i Isah spojrzeli na siebie znacząco. - To niemożliwe Karolu – powiedział wreszcie Isah. Domira wykonała ruch, jakby chciała mnie pocałować w usta. Na szczęście w porę się odsunąłem. - Żadnego całowania, to zarezerwowane dla mojej Niki – zaśmiałem się i zanim się zorientowali wskoczyłem do tej dziury. - Cześć – krzyknąłem jeszcze i tyle mnie widzieli. Wydawało mi się, że płynę, a raczej lecę unoszony przez jakąś poduszkę z powietrza. Czułem się fantastycznie i w ogóle mi nie przeszkadzało, że nie zdążyłem się niczego dowiedzieć. Właściwie jak się dostanę na Ziemię, w dodatku do Piaseczna? Chwilę później zrobiło się strasznie ciemno i ciasno, poczułem jakby ktoś wepchnął mnie w puszkę po sardynkach i zatrzasnął wieczko. W jednej chwili zacząłem czuć ciało, strasznie małe i niewygodne. Tam gdzie się znalazłem było strasznie ciasno, a coś napierało mnie, żeby przepchnąć w jeszcze ciaśniejsze miejsce, że nie mogłem się już tam zmieścić! Czułem, że nie mogę oddychać, panicznie bałem się, że znowu umrę! O nie! To znowu mnie wypychało! I jeszcze raz! „Nie chcę!!!!” - z tym okrzykiem na ustach pojawiłem się znów na świecie. - O kurcze, strasznie wojownicze to pani dziecko – zaśmiała się położna kładąc mnie czyimś brzuchu. Tak, wreszcie zrozumiałem co się stało. Urodziłem się. Wrobili mnie w całkiem nowe życie, byłem naprawdę wkurzony. Spojrzałem w górę, Domira i Isah stali i machali do mnie. Chciałem pokazać im gest Kozakiewicza, ale niestety miałem totalny brak koordynacji ruchowej. Uśmiechnęli się tylko widząc moje zmagania i zniknęli. Dobra, ustalmy fakty – starałem się ogarnąć sytuację. - Jestem niemowlakiem, mam nową rodzinę. Dałem się wrobić jak idiota i teraz muszę z tego wybrnąć. To co muszę zrobić, to szybko urosnąć i odnaleźć mamę i Nikę. Ale, ale – zorientowałem się, że zbyt mocno popuściłem wodze fantazji. – Rosnąć będę w normalnym tempie, sikać w pieluchę, a potem do nocnika, nauczę się chodzić i mówić. Cholera. Dobra, najważniejsze to opanować swoje ciało, gdy już to zrobię i znów będę mógł mówić, po prostu je odnajdę. Znam przecież drogę do domu i do Niki. Z tego wszystkiego zapomniałem, że leżę goły, na brzuchu mojej nowej mamy. Z pewnością miła jest z niej kobieta, choć dla mnie w tym momencie zasadniczo obojętna. Urodziła mnie po to, żebym odnalazł rodzinę z poprzedniego życia. Ktoś wziął mnie na ręce i podniósł delikatnie w górę. Byłem ciekaw tej mojej mamy, spojrzałem na nią, ale po pierwsze wszystko było strasznie zamazane, a po drugie miałem wrażenie, że do góry nogami. Ogarnęła mnie panika. - Mam poważną wadę wzroku! Jak prawie ślepy i widzący do góry nogami mam odnaleźć rodzinę!? Domira, Isah, zabierzcie mnie stąd! - wrzeszczałem, ale z mojego gardła wydobywał się jedynie histeryczny płacz. - Ciiicho kochanie, nie płacz maleństwo – uspokajał mnie jakiś głos. Zacisnąłem powieki. Skoro i tak nic nie widzę, to będę oglądał ciemność, przynajmniej nie jest rozmazana. Trochę się uspokoiłem. Ktoś mnie zabrał, umył i ubrał, tak czułem, bo oczy miałem cały czas zamknięte. Najważniejszy jest dobry plan. Nie mogłem się jednak skupić, bo strasznie mnie ssało w żołądku. Rozdarłem się więc mając nadzieję, że domyślą się, że jestem głodny. Udało się. Przynieśli mnie do mamy i wetknęli mi do buzi coś ciepłego i miękkiego, a potem drapali pod brodą. Strasznie mnie to załaskotało. Chciałem się roześmiać, ale wtedy poleciała mi do gardła jakaś ciecz. Cholera, dali mi cycka! Wiem co się z nimi robi, oglądałem na filmach, chociaż sam nie zdążyłem tego zastosować. Nie przypominam sobie jednak, żeby z cycków leciała ciecz! Nie jestem cielakiem! Wyplułem cycka i znów się rozwrzeszczałem. Nie będę tego jadł! Oddałbym wszystko co mam za kanapkę z kiełbasą i musztardą... ale miałem niestety jedynie pełną pieluchę... zrobiłem siku. Zmęczyło mnie to wszystko tak bardzo, że po prostu zasnąłem.

Znów znalazłem się w białym pokoju, bez krępującego mnie ciała, znów byłem dawnym Karolem. Przestraszyłem się jednak, że umarłem. - Domira! Isah! - wołałem rozglądając się za nimi. - Cześć Karolu – Domira pojawiła się nie wiadomo skąd. - Widziałam, że masz drobny problem z przystosowaniem się do swojego nowego życia. Właśnie po to jest pocałunek zapomnienia, żeby uniknąć takich sytuacji. - Czy ja znów umarłem? - zapytałem przełykając głośno ślinę. - Nie, tylko śpisz. Przez jakiś czas będziesz do nas przychodził za każdym razem jak zaśniesz. To normalne – wyjaśniła. - To nie jest normalne! - wrzasnąłem. - Jestem ślepy i totalnie zniewolony! Jak mam odnaleźć rodzinę skoro jestem ślepym niemowlakiem! Nie tak miało być! Miałem wrócić i odnaleźć mamę i moją dziewczynę! - Jak sobie wyobrażałeś powrót? Myślałeś, że zmartwychwstaniesz? Jeśli wracasz, zaczynasz od początku... i kropka. Poza tym nie jesteś ślepy. Wszystkie dzieci na początku tak mają. Za kilka tygodni będziesz widział normalnie. Czasu jednak nie przeskoczysz, będziesz rozwijał się jak normalne dziecko. Dlatego proponuję ci pocałunek zapomnienia. W przeciwnym razie bardzo trudno ci się będzie żyło – zakończyła ze smutkiem. - Nie chcę – odpowiedziałem szybko. - Muszę odnaleźć mamę i Nikę, powiedzieć im co się stało i że w sumie wszystko ze mną w porządku... - Karolu czy ty sam siebie słuchasz?! - teraz Domira straciła cierpliwość. - Sądzisz, że one tak po prostu ci uwierzą?! Pocałunek zapomnienia jest po to, żeby ludzie nie pamiętali niczego ani z poprzedniego życia, ani z okresu między wcieleniami. Inaczej by zwariowali. Jeśli zaczniesz głośno o tym mówić, skończysz w wariatkowie! - Wiem co robię – uciąłem rozmowę. - Powiedz mi tylko czy jeszcze czekają mnie jakieś niespodzianki związane z moim rozwojem? Oprócz tych nieszczęsnych oczu. - Wszystko jest w porządku – odpowiedziała niechętnie Domira. - Jesteś zdrowym niemowlakiem i będziesz rozwijał się prawidłowo. - No to dobrze – uspokoiłem się. - W takim razie wracam w swój przyciasny garniturek – zaśmiałem się i już mnie nie było.

Przez następne trzy tygodnie głównie spałem i oczekiwałem poprawy wzroku. Tak jak mówiła Domira, było coraz lepiej. Konsekwentnie jednak nie zgadzałem się na ciecz z cycka i marzyłem o kanapce z kiełbasą. Z braku uzębienia zadowoliłem się mlekiem z butelki... modyfikowanym, specjalnym dla niemowlaków, jak opowiadała mama. Aha, i cholernie drogim, to też jej słowa. Przez te trzy tygodnie przychodzili oglądać mnie różni ludzie. Starałem się na nich nie patrzeć z powodu sporego dyskomfortu widzenia do góry nogami, ale słuch miałem świetny. Wydawało mi się, że niektóre głosy znam, chociaż słyszałem je po raz pierwszy. Pewnego dnia coś mnie jednak zaniepokoiło. Przyszła jakaś baba, stanęła nade mną i zaczęła się zachwycać jaka śliczna ze mnie dziewczynka. Kretynka! Byłem stuprocentowym facetem! Ona jednak uparcie mówiła do mnie Karolinka. Co gorsza moja mama wcale tego nie prostowała. Postanowiłem przy okazji zapytać Domirę o co chodzi. Tak mnie to zmęczyło, że zasnąłem. Jak zawsze wróciłem do Domiry. - Cześć! - krzyknąłem wchodząc jak do siebie. Po chwili pojawił się Isah. - Witaj Karolu – powiedział. Ten to zawsze był sztywny jakby kij połknął. Poza tym obraził się, że nie chcę zapomnieć. - Słuchaj, mam pytanie... - zacząłem. - Jesteś kobietą – odpowiedział bez emocji. - Chyba was pogięło?! - wrzasnąłem. - Jak mogliście mi to zrobić?! Isah stał jak słup i się nie odzywał. Postałem tak chwilę gapiąc się na niego. Wreszcie doszedłem do wniosku, że on już nic mi nie powie. Nie dość, że jestem niemowlakiem to w dodatku dziewczynką. Czy mogło mnie spotkać coś jeszcze gorszego?! - Wszystko przed tobą Karolu – powiedział nagle Isah. Przez moment zastanowiłem się o co mu chodzi... no tak, przecież czytał w moich myślach. - Poproś o pocałunek zapomnienia – dodał. - Nigdy – odpowiedziałem z zaciętą miną i powróciłem do swojego nowego ciała. Cały czas dźwięczały mi w uszach słowa Isaha: „Wszystko przed tobą”. W sumie nie wiedziałem czego się spodziewać, ale wiedziałem, że niespodzianki będą. Moja mama bardzo o mnie dbała, często zmieniała mi pieluchę i karmiła. Odpuściła też sobie wsadzanie mi do buzi cycka więc generalnie konfliktów nie było. Rozpoznawałem ludzi głównie na słuch, ale widziałem też coraz lepiej. Wiedziałem, że mama ma na imię Weronika a tata Michał. Ładnie się do siebie odzywali i do mnie zresztą też. Rodzeństwa raczej nie miałem. Przebolałem fakt, że mówią do mnie Karolinka, nie mogłem tego zmienić... na razie. Któregoś dnia leżałem sobie w łóżeczku, a nade mną dyndała karuzela z zabawkami. Pierwszy raz zauważyłem, że wyraźnie rozpoznaję kształty. Hura, odzyskiwałem całkowicie mój wzrok! Byłem tak szczęśliwy, że zacząłem wierzgać nogami i machać rękami – niestety koordynacja była bez zmian. Do tego jeszcze wydawałem z siebie bliżej nieokreślone dźwięki co zwabiło do pokoju mamę. Pochyliła się nade mną z uśmiechem na ustach i wtedy zamarłem. Moja mama wyglądała jak MOJA Nika tylko trochę starsza. Wszystko zaczęło mi się układać. Przypomniałem sobie jak jej głos wydawał mi się znajomy... i innych ludzi też. Być może odwiedzali mnie nasi znajomi ze szkoły! Nika pogłaskała mnie po policzku. Odruchowo wyciągnąłem do niej ręce. Podniosła mnie i przytuliła. To ja chciałem ją przytulić, chciałem powiedzieć, że to ja, Karol, że ją kocham i że jestem z nią już na zawsze. Zamiast tego gaworzyłem jak debil, a ona nic nie rozumiała. Teraz pożałowałem, że nie chciałem tego cycka. Pierwszy raz też ucieszyłem się, że jestem dziewczynką. Nie zniósłbym gdyby oglądała mojego penisa... w wersji mini mini. Po chwili jednak ogarnęła mnie nostalgia i się rozryczałem. Jak ona mogła! Ciekawe jak szybko się pocieszyła?! I z kim? Z jakimś Michałem?! Przytulała mnie i kołysała, aż zasnąłem.

Jak zwykle wylądowałem u Domiry. Czekała na mnie. - Dobrze się czujesz Karolu? - zapytała z troską. - Nie, czuję się fatalnie i jestem wściekły! - odburknąłem. - Jak mogłaś mnie w to wrobić?! - spojrzałem na nią z wyrzutem. - Moja laska jest teraz moją matką! Sama to wymyśliłaś?! - Karolu uspokój się, to nie do końca zależy ode mnie – świdrowała mój mózg próbując mnie uspokoić. - Twoja przedwczesna śmierć spowodowała, że nie zrobiliście tego, co było wam pisane. Musieliście więc spotkać się ponownie... - No ale co to za konfiguracja!? Ona jest moją matką, kurwa, nadążasz?! - przerwałem jej głupi wywód, bo byłem tak wściekły, że myślałem, że jej przywalę. - Dlatego jest pocałunek zapomnienia! - wrzasnęła Domira. Aż się cofnąłem. Nigdy się tak nie zachowywała. - Byłeś w przeróżnych konfiguracjach z Weroniką – powiedziała już spokojniej. - Dusze podzielone są na pewne grupy i w każdym życiu spotykają się ludzie z tej samej grupy, tylko w różnych konfiguracjach, rozumiesz to! Teraz ona wyciera ci tyłek, ale trzy życia wcześniej było dokładnie odwrotnie! Poproś o pocałunek zapomnienia, bo inaczej naprawdę zwariujesz – ostrzegła. - O na pewno nie teraz – odpowiedziałem. - Chcę wiedzieć kto ją bzyknął zamiast mnie i dam mu popalić, tego możesz być pewna. Przy całej napiętej sytuacji Domira uśmiechnęła się ukradkiem. - Proszę, nie ciągnij tego zbyt długo – powiedziała poważnie. - Ja teraz nie mogę dać ci tego pocałunku na siłę. My możemy to zrobić tylko w momencie zejścia duszy na ziemię, potem sam musisz o to poprosić. Nie wolno nam ingerować w niczyje życie. - Wiesz – zmieniłem temat – Nika wygląda dosyć poważnie, choć jest bardzo piękna. Ile ona ma lat? - 37 – odpowiedziała cicho Domira. - Byłem z wami 22 lata! - krzyknąłem z niedowierzaniem. - Mówiłam ci, że tu czas nie istnieje. Proszę cię Karolu poproś o pocałunek zapomnienia – westchnęła. - Jeszcze nie teraz – odpowiedziałem. - Tutaj czas nie istnieje, ale na ziemi tak. Będziesz do nas przychodził często, ale tylko do drugiego roku życia. Potem brama zacznie się dla ciebie zamykać, będziesz tu coraz rzadziej, aż w wieku twoich czterech lat zamknie się całkowicie. I spotkamy się dopiero po twojej śmierci. - Więc mam czas na pocałunek zapomnienia do czwartego roku życia – upewniałem się. Pokręciła głową. - Im dłużej będziesz z tym zwlekał, tym gorzej. - Jeszcze nie teraz – powtórzyłem. - Do zobaczenia wkrótce – westchnąłem i wróciłem na Ziemię.

Obudził

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zatrzymać czas — czytnik · opowiadania