Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 19 min czytania

zawsze będę krok za tobą

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zbudził mnie silny trzask zamykającego się okna, chyba na parterze, tuż pod naszym mieszkaniem. Świtu nie było widać tak wyraźnie jak w inne letnie poranki. Wiatr był bardzo silny i nachalnie przeciskał się przez najmniejsze nawet szparki we futrynach, pogwizdując bezczelnie na całą okolicę. Nadchodziła burza w samym sercu lata. Wydawało mi się jednak, że w mojej piersi panował większy spokój i ulga niż dotychczas. Patrząc w okno widziałam białe chmury, maszerowały przed szybami na wpół zasłoniętymi liśćmi wysokiego kwiatu i wyglądały jak białe, pożegnalne chusteczki. Gdzieniegdzie wkręcały się pomiędzy nich czarne, żałobne chusty, to one zwiastowały ogromną liczbę łez, która miała spaść tego ranka. Pomimo to nie było cienia smutku w moim wnętrzu, tak jakbym od dawna była przyzwyczajona do żałoby, płaczu i czerni. Czułam się lekko jak gałązka drzewa, z której właśnie odleciał ciężki ptak. Ostatnie kawałki nocy staczały się powoli z twojej twarzy, wzdłuż na wpół okrytego ciała, by zniknąć na zawsze u twoich stóp szczelnie owiniętych kolorową kołdrą. Śpisz koło mnie jeszcze zmęczony nocą pełną szumów słów i zgiełku emocji. Ręce, które znam od zawsze, te same co nieustannie łagodziły pieszczotami najgorsze moje lęki ,obejmują róg lekkiego nakrycia, a ja głupia, nawet o to jestem zazdrosna. Teraz czekam na twoje oczy, na spojrzenie pełne błękitu, ale bez żadnej zagrażającej naszej miłości chmurki. Ale jeszcze nie nadszedł moment przebudzenia i szczęśliwa jest tylko poduszka, do której tulisz twarz. To, czego nie może powiedzieć spojrzenie, śpiewa mi spokojny oddech. Nareszcie podnosisz powieki ubrane w gęste rzęsy i od twojego wzroku nasz mały pokój staje się wielkim, słonecznym niebem. Oczy , które poznałam, gdy miałeś naście lat , pełne światła, żywotności, z lekko opadnięta lewą powieką, jakbyś ciągle puszczał do mnie oczko. I jeżeli patrzyłam w nie dłużej niż pięć sekund, jedyne co przychodziło mi do głowy, to podejść do ciebie i pocałować namiętnej jak potrafię. Przeciągasz się leniwie, wzrok zatrzymuje się na śpiącym jeszcze kocie, nieodłącznym towarzyszem łóżka. Twoje dłonie nie wędrują jedna w moim kierunku, kładziesz je na czole, jakbyś chciał zatrzymać wspomnienia z tej nocy. I chociaż jestem obok ciebie i jak co rano pytam cię, czy mnie kochasz, nie słyszę żadnej odpowiedzi, tylko głośny krzyk wiszącej nad miastem burzy. Łudzę się, że to właśnie on przysłonił całkowicie twoją odpowiedź. Dlaczego tego ranka mnie nie zauważasz?Czy zrobiłam coś złego tej nocy, a może obraziłam wczoraj słowem czy gestem? Gdy widzę to twoje niespodziewane zachowanie czuję się jak małe dziecko, co budzi się rano i nie widzi swojej matki. Jest mi nieswojo. A chciałam napisać wiersz, tylko dla ciebie , jak robiłam to dotychczas. Brzmiałby na pewno tak: nie wstawaj jeszcze poranku giniemy w świecie rutyny chcę być twoim sprzymierzeńcem ale ja muszę ja muszę

nie budź spokojnych ludzi strzeż się ich przekleństw i gniewu niech nie czerwienią się twarze ale ja muszę wstać już się podnoszę

nie rozłączaj świtem kochanków nie dziel ziemi w poprzek niech nadal całuje się z niebem ja muszę ja muszę

nie podnoś tarczy słonecznej by zakryć ciemną stronę mojej twarzy mogę być twoją bohaterką ja walczę z pokusą ja wygram lecz i tak wstać muszę

z łaskawym wstaję sercem do nieba sny unoszę zostawiam ich na straży twojej duszy to tylko jeden dzień to tylko szybka doba znów podaruję ci słońce znów za tobą się schowam

Ale nic nie napisałam wtedy, bo usłyszałam,że się poruszasz, nareszcie. Wstajesz, ja idę za tobą, jestem za wolna, a ty na mnie nie czekasz. Będę tak cały dzień kręcić się koło ciebie, aż zwrócisz na mnie uwagę. Siadam więc przy stole, gdy jesz śniadanie, osobiście nie czuję głodu, więc tylko popatrzę. Zapalę nawet papierosa z tobą na tarasie. Szybko wypala się w naszych palcach, kradnąc za każdym oddechem kawałek naszego życia. Może w ten sposób umrzemy razem? Nigdy nie chciałam byś odszedł pierwszy i ty tak samo mówiłeś o mojej śmierci. Tego, czego najbardziej się baliśmy i o czym często rozmawialiśmy wieczorami, to to, że kiedyś wrócimy do domu i nie zastaniemy któregoś z nas, czekającego na długi uścisk, tęskny pocałunek, wspólna kolację. Każdy z nas wie najlepiej za czym najbardziej mógłby zatęsknić zostając nagle sam na tym świecie. My kupiliśmy już nawet bilety na wspólną podróż, jeden do świata pełnego pokoju i szczęścia, drugi do łąk pachnących trawami i kolorowych od kwiatów i mam nadzieję, że nam nie przepadną. Nagle opuszczam moje rozmyślania o samotności i widzę, że jesteś gotowy do wyjścia. Twój zapach, te same perfumy od lat, przyciągają mnie do ciebie, ale Twoja twarz jest taka blada i smutna, cała postać przygarbiona jakbyś postarzał się nagle o wiele lat. Mruczysz coś pod nosem, ale zgłodniały kot swoim miauczeniem nie pozwala mi usłyszeć słów. Nie gasisz tej małej lampki w korytarzu, zawsze mówiłeś, że dopóki jest małe światełko w naszym mieszkanku, wiesz, że masz gdzie wrócić i że ja w nim jestem dla ciebie. Wychodzę za drzwi na klatkę schodową, ty ciągle parę kroków przede mną. Nawet nie pamiętam, kiedy się ubrałam, tak jestem przejęta twoją nagłą oziębłością do mnie. Widzę,że w końcu odmalowano ściany na korytarzach, ciekawe, kiedy to zrobili ? Przysięgłabym, że jeszcze całkiem nie dawno były brudne i ciemne, a teraz pachną świeżą farbą i mają ładny, jasno zielony kolor, kolor nadziei. Idziesz lekko chwiejnym krokiem, cały czas do przodu, nawet przechodząc przez ulicę nie oglądasz się, czy nadjeżdża jakiś samochód, tak jakbyś liczył na okazję do śmierci. Zaczynam się coraz bardziej złościć na ciebie za tą nie rozwagę. Pamiętam jak przeprowadzałeś mnie za rączkę przez jezdnię, bo wiedziałeś, że często byłam za bardzo roztrzepana, by zwrócić uwagę na niebezpieczeństwa. Najbardziej śmiałeś się ze mnie w zimie, kiedy kaptur zakrywał mi całą twarz i musiałeś czuwać nade mną niczym niebiański strażnik. A teraz ty zachowujesz się jak dzieciak. Deszcz jest już z nami, potrząsa ciszą, niczym ogrodnik drzewem z dojrzałymi jabłkami. Jaskółki zatapiają swe dzióbki w falujących kałużach, przełykając upolowane wcześniej muszki. Patrzę za tobą z gniewem, ale i z zachwytem, a te dwa uczucia zlewają się w jedno, w miłość. Najgorzej, że nie ma uśmiechu na twojej twarzy, nawet jego cienia. Pamiętam, że kiedyś, gdy bywałeś taki smutny, prosiłam cię o uśmiech pisząc takie to słowa w moim brudnopisie:

nie zabieraj mi twojego uśmiechu nie zamykaj życiodajnego oddechu za zaciśniętymi wargami bo za chwilę zostaniemy sami i chociaż szybko się zestarzejemy za miłością już nie pogonimy umierając nauczymy się częściej szlochać i zrozumiemy że nie umiemy już się zakochać

pragniemy przeżyć na szczytach młodości naszej chwile a prawdziwa fortuna to zdobyć te góry o własnej sile małemu dziecku podarujmy lekkie skrzydła wolności lecz niech nauczy się latać samotnie w codziennej realności

człowiek ma swoje prawa choć czas zakuły kajdany patrzy z góry na innych na chodnik zafajdany prawem jest spojrzeć na leżącego i pomóc mu wrócić do stanu pionowego

więc nie zabieraj mi uśmiechu twojego dojdziemy z miłością do życia lepszego zostawimy nienawiść na lodowej górze w słońcu stopi się i zniknie na zawsze

Lubiłam pisać dla ciebie. Takie moje hobby. Dzięki temu miałam zawsze dużo energii, a ty byłeś zaskoczony nie codziennym sposobem wyrażania moich uczuć. Nie wziąłeś parasola, myślisz, że ta mała czapeczka na kasztanowych włosach uchroni Cię przed wylewnymi łzami natury? Skórzana kurtka zmieniła już kolor na ciemnobrązowy od wody, w butach też już ci zapewne chlupie. Woda spływała z czapki jak po rynnie, wzdłuż całych pleców,po nogawkach spodni i łączyła się z kałużami na chodniku. Ale ciebie to nic nie interesowało, szedłeś dalej szybkim krokiem zajęty własnymi myślami. Nagle widzę jak się zatrzymujesz, tak nie spodziewanie, że prawie wpadam na ciebie. Oczywiście dalej jestem jak powietrze, przeźroczysta i niewidzialna. Co ty teraz robisz? Dlaczego stoisz przed stoiskiem z kwiatami? Myślisz i mokniesz dalej. Powoli i niepewnie wchodzisz do środka a ja za tobą. Zapach jest silny, ale bardzo przyjemny. Orchidee są tutaj chyba ulubionymi kwiatami sprzedawczyni, gdyż jest ich tutaj więcej niż innych kwiatów, a ich barwy dodawały kolorów całemu sklepikowi. Właściciel był słynny ze swoich kompozycji kwiatowych, gdyż starał się nie przesadzać z ozdobami czy kokardkami na rzecz ukazania tylko i wyłącznie piękna kwiatu. Ludzie zostawiali u niego niewielkie kwoty od dwudziestu do pięćdziesięciu złotych za bukiecik i wychodził zawsze z czymś niestandardowym choć skromnym na pierwszy rzut oka. Jeżeli tu się zatrzymałeś i chcesz zakupić kwiaty, to zapewne jest ci głupio za twoje postępowanie i traktowanie mnie tak jak dzisiaj od rana? Chyba , że są one przeznaczone dla innej kobiety? Nie, tą myśl odrzucam od razu. Wiem , że mnie kochasz i tylko mnie. Po prostu to wiem i basta. Tak jak wiem, że jestem kochana tylko przez tego , przy którym mogę pokazać moją słabość jako osoba, jako kobieta i wiem , że nie zrobi mi krzywdy, nie użyje swojej przewagi. Tak właśnie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
zawsze będę krok za tobą — czytnik · opowiadania