Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

"Zawsze i nigdy"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dochodziła godzina pierwsza. Księżyc raz po raz leniwie wychylał się z poza chmur tylko po to, by po krótkiej chwili znów się za nimi skryć. Tuż nad ziemią leniwie unosiła się lekka mgła, przywodząca na myśl ciasne brukowane uliczki siedemnastowiecznego Londynu. Było lato, ale mimo to tej nocy było wyjątkowo chłodno. Można było odnieść wrażenie, że to Śmierć wypełzła z mroków Hadesu, aby zebrać swoje krwawe żniwo na ulicy Finneya. Stanley siedział w fotelu, a jego głowa była lekko przechylona do tyłu. Oczy miał zamknięte, lecz mimo to nie spał. Myślał… Bardzo intensywnie i od paru godzin… Nie zauważył nawet kiedy zapadł mrok. Butelka stojąca na ławie była prawie pusta. Rum. Lubił rum… Bardzo. Pomimo tego, że w gruncie rzeczy był jeszcze bardzo młody. Bo przecież mając dziewiętnaście lat człowiek dopiero wkracza w dorosłą egzystencję. Dojrzewa do tego co czeka go w przyszłości. Chłopak mieszkał sam w dużym domu, który stał na przedmieściach niewielkiego miasta, a który to odziedziczył po rodzicach. Posiadłość ulokowana była w tak zwanej „bogatej dzielnicy”, oddalonej od centrum miasta o jakieś 10 kilometrów. Ulica Finneya nazywana była tak z bardzo prostego powodu. Zamieszkiwali ją najzamożniejsi i najbardziej wpływowi ludzie w mieście. I chyba jedynie dlatego, ci uważali się za lepszych od innych. Myśleli, że dzięki swym pieniądzom i znajomościom mogą mieć wszystko czego tylko zapragną. Zatracili się w swym bogactwie tak bardzo, że zapomnieli już czym są prawdziwe wartości, czyniące z nas ludzi. Dla większości mieszkańców ulicy Finneya miłość oraz przyjaźń były tylko dwoma, nic nie znaczącymi, pustymi słowami. Jednak rodzice Stanleya - Elisabeth i John - nie byli tacy jak ich sąsiedzi. Nie uważali się za lepszych tylko dlatego, że dorobili się dużych pieniędzy. I między innymi właśnie dlatego byli jednymi z najbardziej szanowanych ludzi w mieście. Tyle, że w przeciwieństwie do innych bogaczy mieszkających na przedmieściach rodziców Stanleya szanowano nie dlatego, że mieli to co mieli i byli tym kim byli. Darzono ich szacunkiem i zaufaniem, ponieważ nie uważali się oni za lepszych. Do każdego swojego rozmówcy podchodzili z takim samym zainteresowaniem i szacunkiem. Nie ważne czy był nim portier w hotelu, czy też burmistrz. Od Elizabeth i Johna dawało się odczuć zaufanie i pogodę ducha, którymi wręcz emanowali. Człowiek rozmawiając z nimi dwadzieścia minut miał wrażenie, że zna się z nimi od lat. Rodzice Stanleya pomimo tego, iż pracowali bardzo dużo i ciągle gdzieś wyjeżdżali, ponieważ byli dyplomatami, nigdy nie zapominali o swoim jedynym synu, który był dla nich najważniejszy w życiu. Starali się rozmawiać z nim najczęściej jak tylko było to możliwe. Uczyli go tego, czego sami zostali nauczeni przez swoich rodziców. Że to nie pieniądze i nie władza są w życiu najważniejsze, ale bliscy. Przyjaciele, którzy bez względu na stan majątkowy będą cenić go za to jaki jest i w każdej chwili będą służyć mu pomocą. Niestety los zdecydował o tym, że rodzice chłopaka zginęli w wypadku samochodowym, gdy ten miał jeszcze siedemnaście lat... Wracali właśnie z ważnego spotkania, gdy na ich pas zjechał pijany kierowca ciężarówki… Wszyscy troje zginęli jeszcze zanim pogotowie i policja dotarły na miejsce zdarzenia. Stanley przez okres, który pozostał mu do osiągnięcia pełnoletniości przebywał w domu dziecka, ponieważ oprócz rodziców nie miał nikogo bliskiego, kto mógłby się nim zająć... Po czterech miesiącach, kiedy skończył już osiemnaście lat i w jakimś stopniu pogodził się ze świadomością o stracie najbliższych wrócił do rodzinnego domu. O pracę póki co martwić się nie musiał, ponieważ pieniądze, jakie otrzymał z ubezpieczenia wystarczyłyby mu spokojnie na trzy, cztery lata. Zresztą... Nawet gdyby nie było żadnego ubezpieczenia, to i tak chłopak odziedziczył w spadku całkiem pokaźny majątek , z którego mógłby korzystać jeszcze przez długie lata... Jednak żadne pieniądze nie mogły zastąpić mu tego, co stracił... Dlatego też chciał zapomnieć jak najszybciej o tym co się wydarzyło. O śmierci swoich rodziców, ale nigdy o nich samych. Chłopaka spośród innych mieszkańców ulicy Finneya wyróżniała jedna bardzo ważna cecha. Od najmłodszych lat trzymał się zasad, które wpajali mu matka i ojciec. Nie czuł się w niczym lepszy od innych. Nie dzielił ludzi na biednych i bogatych, gorszych i lepszych... Do wszystkich podchodził z takim samym szacunkiem… I w głównej mierze właśnie dlatego ludzie go cenili. Lubili go, ponieważ – tak samo jak jego rodzice – nigdy nie szczycił się tym, że jest zamożny. Poza tym zawsze było w nim pełno radości życia i optymizmu – nawet po śmierci rodziców, gdy doszedł do wniosku, że powinien żyć dalej, bo oni by tego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%