Filozofia · 6 min czytania
"Zawsze się wydaje, że w innym miejscu będzie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Zawsze się wydaje, że w innym miejscu będzie lepiej"
Ula znajdowała się przed elegancką kamienicą, po której widać było, że nie miała mniej niż pięćdziesiąt lat. Parter zbudowany był z dużych piaskowych kamieni, a piętra z mniejszych cegiełek. Zapewne kiedyś był to niski budynek. Jednak rozbudowano go i teraz dach był na tym samym poziomie, co reszta budynków na krótkiej ulicy. Białe okna na frontowej ścianie odbijały blask zachodzącego słońca, wyżej, pod samym dachem znajdowały się popiersia jakichś ludzi. Sam dach był zbudowany z kiedyś czerwonych, dziś już bardzo wyblakłych dachówek. Drzwi wejściowe były duże, ciężkie, bogato zdobione licznymi płaskorzeźbami i ornamentami. Zostały jednak oszpecone ciemnozieloną farbą, widocznie dawno temu, ponieważ farba odprysła z boku i odpadła. Weszła do środka. Zawsze gdy tędy szła, wydawało jej się, że cofa się w czasie. Gdy dotarła już do końca schodów skręciła w prawo i uchyliła wielkie drzwi. Za nimi był korytarz. Przeszła przez niego pewnym krokiem. Wyglądał jak średniowieczny labirynt. Cały był zbudowany z zimnych kamieni, co było widać w wielu fragmentach, gdzie odpadł tynk.Doszła do kolejnych drzwi, tym razem dużo mniejszych i skromniejszych. Przekręciła kluczyk w zamku i weszła do swojego małego mieszkania. Wszędzie panował chaos i nieporządek. Na dywanie leżało mnóstwo kartonów i folii, cały stół pokrywały jakieś papiery. Niedawno się tu wprowadziła. Nie zrobiła jeszcze porządku. Podeszła do wieszaków wiszących na ścianie w pokoju i zawiesiła na nich swój płaszcz i torbę. Podeszła do śmieci na dywanie i zaczęła sprzątać. Trzy tygodnie wcześniej. Ula obudziła się w pokoju, który dzieliła z młodszą o rok siostrą. Wstała, ubrała się i zeszła na dół. Było jeszcze wcześnie, nikogo nie było w kuchni. Nie chciało jej się też jeść. Wyszła na zewnątrz i rozejrzała się. Zobaczyła typowo wiejski krajobraz. Przed domem stały dwie wysokie szopy, zbudowane z drewnianych desek. Nie były one jednak zbite jak od niechcenia, lecz starannie, równo, a wszystkie przerwy między nimi zatkane były końskimi włosami. Między górnym końcem ściany a dachem była przerwa, przer którą wystawało trochę zborza. Dach był jednak tak umieszczony, że padający wczoraj deszcz nie zmoczył tego, co stało w środku szopy. Z tyłu było duże pole na który rosło złowe zboże. Przyjemnie szumiało i powiewało na wietrze. Za tym polem natomiast rozciągał się gęsty las. Drzewa znajdowały się dosyć daleko od dziewczyny i po części zasłaniały jej je dwa budynki, ale i tak widać było że są wysokie, zdrowe i nie uginają się ani trochę pod naporem wiatru. Ula spojrzała na podwórko. Od stereotypowego gospodarstwa wiejskiego to różniło się tylko tym, że nie hodowano tutaj zwierząt. Ula szczerze