Komedia · 12 min czytania
Zazdrość
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ZAZDROŚĆ z cyklu: Egzystencjalne rozmowy przy butelce
Zazdrość to najczęściej sobie świadczone odszkodowanie za bezsilność wobec cudzego sukcesu. W. Loranc
- No co za suka! Wesele; czas kiedy wszyscy piją, tańczą, radują się... - Gdybym mogła, to bym jej tak przygrzała w ten głupi pysk, że już by się nie podniosła No dobra, prawie wszyscy, nie licząc mojej kumpeli, która zamiast się bawić, woli planować jak tu zamordować albo przynajmniej mocno uszkodzić pannę młodą. - Masz racje, Lilian, też bym jej chętnie przywasoliła No i nie licząc drugiej kumpeli, która wyraźnie chce być oskarżona o współudział w morderstwie. Szczerze powiedziawszy nie wygląda to ciekawie. Obydwie koczują przy butelkach wódki i upijają się pieprząc jakieś nonsensy na temat panny młodej na zmianę z nonsensami o panu młodym. A ja jak taka debilka, stoję z tymi wariatkami i pilnuję by faktycznie czegoś nie zmajstrowały. Dobrze że większość ludzi zajmuje się własną butelką albo hulaniem po parkiecie. - Amela, powiedz mi- zwraca się do mnie Lili głosem wyraźnie świadczącym o ostrym podchmieleniu- Dlaczego on wybrał tą wypacykowaną blondyneczkę? - Hmmm- zastanawiam się nad jakąś zadawalającą wszystkich odpowiedzią - To bardzo dobry pytanie- wtrąca się Kornelia nalewając sobie kolejnego drinka- Czy ona naprawdę jest od nas lepsza tylko dlatego, że ma małą dupę, wąską talie i duże silikonowe cycki? - Hmmm - Albo dlatego, że ma kasiastych starych i w młodości zafundowali jej dwa rzędy białych błyszczących się jak psu jaja ząbków- dodaje Lili - Hmmm - Przecież ona nawet nie ma poczucia humoru- desperacko czka Kornela Oczywiście wszystko to bujda. Osobiście znam Sandrę, pannę młodą, która jest przemiłą, zabawną kobietą, w dodatku hipochondryczką, więc nie sądzę żeby pozwoliła sobie kroić cycki albo grzebać w zębach bez wyraźnej potrzeby. - Myślę- odzywam się w końcu- że powinnyśmy przestać gadać o tych ludziach i iść się po prostu zabawić Obydwie spoglądają na mnie morderczym wzrokiem. Właściwie to mętnym, który zdaje się miał być morderczy, ale nie czepiajmy się szczegółów. - Zły pomysł?- pytam bezsensownie Lili spuszcza tylko głowę, a Kornela głośno wzdycha jakby rozczulała się nade mną i moją jakże idiotyczną i bezsensowną propozycją. Stwierdzam, że ja również potrzebuję drinka. Zanim jednak zdążam go zrobić zauważam, że w zasięgu wzroku pojawia się pan młody, a moje kochane pijaczki dostrzegają go dokładnie w tym samym czasie, ponieważ już się w niego wpatrują jak w jakiś grecki posąg bożka seksu. Ich spostrzegawczość, przy tym stanie zamroczenia, jest dla mnie dużym zaskoczeniem. - I widzisz Lilan, skurwiela- mruczy pod nosem Kornelia- szczerzy się jak głupi do sera - Pewnie już myśli o nocnym posuwanku tej wydry- warczy Lili- no wiesz jakie urozmaicenie w życiu seksualnym, będzie mógł do niej gadać „kochana żoneczko” Moim osobistym zdaniem Marek naprawdę wygląda na zadowolonego a dziewczyny wyraźnie mają dość alkoholu. Obydwie pijaczki, chyba urażone jawną radością faceta, który według nich powinien smażyć się w piekle znowu dorywają się do butelki. W tym samym momencie zauważam, że Marek powoli zaczyna zmierzać w naszą stronę. Jedno wielkie „kurwa” przechodzi mi przez głowę po czym nie myśląc dużo wypycham dziewczyny na balkon przez wejście, które na całe szczęście znajdowało się tuż obok nas. - Co jest u diabła?- pyta Kornela padając w róg balkonu na pewno obijając sobie przy tym ostro tyłek Lili za to zawiesza się na poręczy i przez jakieś 5 sekund wydaje mi się że wypadnie i roztrzaska sobie kręgosłup. Bogu dzięki balustrada skutecznie ją hamuje. Ta jednak zamiast z niej zejść, wychyla się jeszcze mocniej i wrzeszczy: - Romeo! Ach, mój Romeo! Ku mojej rozpaczy słyszę jak ktoś z dołu charkocze: - Tak, moja Julio? Z zaciekawieniem podchodzę do barierki i widzę jakiegoś staruszka lejącego w krzaki. O boże. Lili wzrok się chyba jednak popsuł bo wrzeszczy dalej: - Ach Romeo, czemuż twe imię Romeo? - Ale ja wcale nie mam na imię Romeo- rzęzi staruszek - A jak? - Zdzisio. - Ach Zdzichu, czy nie lepiej kurwa by było gdybyś na imię miał Marek, był kurwa panem młodym i kurwa właśnie wchodził na balkon po moim kurewsko długim warkoczu, żeby mnie kurwa przelecieć? - Warkoczu?- czka w kącie Kornela- Coś ci się chyba sztuki popierdoliły. - Cicho siedź głupia- odwarkuje Lili- Może właśnie spotkałam miłość swojego życia. Na te słowa, najwyraźniej zaciekawiona Kornelia, wstaje, niebezpiecznie się przy tym zataczając i wychyla się przez barierke: - A co powiesz Romuś na dwie Julie? - To jest Zdzisio idiotko- oburza się Lili - No tak tak- mruczy pod nosem Kornela- To co Zdzisio? Lubisz trójkąciki? Już chce je siłą ściągać z tej barierki kiedy słyszę zgrzyt otwieranych drzwi, odwracam się i widzę głowę Marka, który najwyraźniej chce wejść na balkon. Wypycham go stamtąd zanim zdąża jeszcze przekroczyć próg i razem z nim włażę do sali, zamykając za sobą drzwi od balkonu. Przez okno widzę że dziewczyny nadal wiszą na poręczy, więc się uspokajam. Nie zauważyły go. - Co tam się u diaska dzieje?- chce wiedzieć Marek- Słyszałem jakieś krzyki. - Hmm po prostu dziewczyny trochę za dużo wypiły- odpowiadam, kątem oka cały czas kontrolując czy żadna nie zechce wykonać skoku życia by spotkać się ze swoją nową miłością. - Mówisz że się najebały? To mnie lekko przywołuje do rzeczywistości - Najebały? No nie przesadzaj, są po prostu lekko zawiane. Zresztą na weselu wszyscy chleją na umór więc uważam że i tak są w świetnym stanie. Marek spogląda w stronę balkonu. - Czy one rzygają? - Nie, gdyby miały rzygać to pewnie wyszłyby na środek parkietu żeby zrobić ci wstyd a nie chowały się po balkonach- mruczę pod nosem - To po jakiego diabła się tak wychylają? - Dla rozrywki- mówię delikatnie odpychając go od wejścia do balkonu, do którego znów zaczął się zbliżać- Słuchaj Marek, możesz już iść, ja się nimi zajmę. - Hmm