psychologia · 4 min czytania
ZBERKOWANY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ZBERKOWANY
Robasowi
- Berek - walnęło we mnie niczym grom z jasnego nieba. I tak wyrwany z głębokiej zadumy poczułem równocześnie dotknięcie ręki pod lewą łopatką. Odruchowo odwróciłem się i zobaczyłem plecy odbiegającego mężczyzny. Sunął wzdłuż kamienic niczym myśliwiec Stealth. Poły jego czarnego, drelichowego płaszcza rozłożyły się za nim na wietrze, szumiąc i łopocąc. Wariat przemknęło mi przez głowę, lecz w tym samym momencie, nie bez odrobiny zdziwienia, zalśniły mi, odbiwszy się w promieniach kwietniowego słońca, jego nowiusieńkie, wykwintne, sznurowane lakierki. Cóż za zagadka?! Dzień był umiarkowanie pochmurny. Po niebie wędrowały ciężkie, leniwe chmurzyska. Między tymi plamami sporo miejsca i pewność, iż od czasu do czasu wysunie się słońce, radując wiosennym światłem i ciepłem. Po nocnym deszczu, gdzieniegdzie, połyskiwały tafle kałuż. Przede mną pomost przejścia dla pieszych i wyjątkowo długie czerwone światło. Spojrzałem na zegarek. Mogłem odetchnąć, nie byłem jeszcze spóźniony. Wtem, odczułem wokół siebie działanie jakiejś dziwnej atmosfery. Ludzie trzymali w stosunku do mnie jakiś dziwny dystans, omijali łukiem, jakbym, co najmniej trzymał w ręku niebezpieczne narzędzie. Za rogiem, gdzie nikt nie mógł mnie zobaczyć, dokładnie obejrzałem ubranie. Było czyste. Potem obwąchałem się, ale i tu nie poczułem nic nieprzyjemnego. A jednak coś było nie tak. W autobusie, mimo sporego tłoku, wokół mnie utworzył się pusty okrąg. Na twarzach otaczających mnie ludzi odmalowywał się ni to niepokój, ni to podniecenie, uśmieszki. Gdy wysiadałem, dwóch młodych ludzi, którzy stali mi na drodze zareagowało tak nerwowo, iż przewracając ludzi wyskoczyło z autobusu po to, aby po chwili doń wskoczyć drugimi drzwiami. O jakże nieswojo zacząłem się czuć. Coś było ze mną nie tak, i wszyscy o tym wiedzieli oprócz mnie. W…