Kryminał · 13 min czytania
Zbrodnia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Codzienne zamieszanie na komendzie nie przeszkadzało posterunkowemu Krzysztofowi Jareckiemu w sprawnym wykonywaniu obowiązków. Jako młody, niedoświadczony policjant był skierowany na tak zwaną pierwsza linię interwencyjną, czyli odbieranie telefonów ze skargami, informacjami ze ktoś, gdzieś cos brzydko pachnącego zrobił i należy to posprzątać. Tak jakby ten ktoś nie mógł swojego papieru toaletowego z sobą nosić. Nawet nigdy mu się nie śniło, z jakimi głupotami czasami ludzie dzwonić będą. Kiedy zakończył szkołę policyjną oraz dostał upragniony przydział, to marzyła mu się pełna poświęcenia i bohaterstwa służba dla społeczeństwa? Niestety okazało się ze rzeczywistość skrzeczała, i to strasznie. Zamiast wymarzonych, mozolnych śledztw, pasjonujących pościgów za bandytami oraz pełnych wdzięczności spojrzeń kobiet, spotykał się pijanym sąsiadem, który załatwił się pod furtką, krową, która wlazła na pole innego gospodarza, rolnika, który się wściekł i pobił żonę, kiedy wracając z roli zastał ją w niedwuznacznej sytuacji z sąsiadem. Ot typowa codzienna służba na wiejskim posterunku. Tak właśnie wyglądała sytuacja w tym dniu. Co jakiś czas telefon oraz nieustanne zamieszanie związane z ciągłym krzątaniem się policjantów po posterunku. Ten szedł na patrol, tamten do toalety, inny znowu po kawę. „ Ech, nic tu się nie zdarzy” pomyślał Krzysztof, kiedy ponownie zadzwonił telefon. Ze znudzona mina podniósł słuchawkę:
- Komenda powiatowa słucham...
- Panie władzo moja matka ona nie żyje... Ktoś ją zabił.
Aż się poderwał, słysząc ten przerywany na wpół piskliwy głos. Ktoś kogoś zabił? Morderstwo u nich? Przecież to nie możliwe. Prawie krzyknął do słuchawki, bo chciał przekrzyczeć normalne zamieszanie w komendzie:
- Jak to zabił? Jak się nazywasz? Gdzie mieszkasz?
W telefonie zapadła chwila ciszy a następnie znowu usłyszał ten sam płaczliwy głos:
- Tu Maciej Pikelski z Meleczek, ona leży na ziemi cała we krwi....Był tu taki jeden, nie widziałem go dokładnie i ją zabił.... Mieszkam koło kościoła... Od strony lasu
Część 22 / 4
- Siedź w domu, nie ruszaj się zaraz przyślę partol
Polecenie to Krzysztof prawie wykrzyczał do telefonu. Następnie odłożył, a w zasadzie rzucił słuchawkę na swoje miejsce i rozejrzał się wkoło. Od jakiegoś już czasu na posterunku panowała cisza. Kilku policjantów z uwagą i w napięciu patrzyło na niego. Jego okrzyki o prawdopodobnym zabójstwie uciszyły wszystkich.
- Dwie osoby muszą natychmiast udać się do Meleczek do domu Pikelskich przy kościele. Dzwonił syn, ze ktoś zamordował matkę...
Wszyscy się poderwali. Morderstwo u nich w powiecie? To było coś niesamowitego. Nie pamiętali, kiedy ostatnio coś takiego się u nich nie zdarzyło. Wszyscy chcieli jechać. Krzysztof pokiwał przecząco głową. Czuł się bardzo dumny. Nie było komendanta, który musiał wyjechać w ważnej sprawie, więc odpowiedzialność wyboru osób, które pojadą spadała na niego. Przez chwilę się upajał tą władzą, a następnie powiedział:
- Jedzie Zbigniew i Piotr, jako najbardziej doświadczeni policjanci.
Na twarzach reszty malował się wyraźny zawód, jednak milcząc pokiwali głowami przyznając rację jego trybowi rozumowania. Faktycznie do takiej sprawy powinni jechać najbardziej doświadczeni policjanci. Ci, których spotkał te zaszczyt nawet nie spojrzeli na resztę. Szybko się zebrali, wsiedli do samochodu i pojechali do Meleczek.
Nie minęło dziesięć minut a już byli na miejscu. Powiat nie był zbyt rozległy. W sumie składał się z trzech wiosek oraz miasteczka, w którym umiejscowiona była komenda. Cała populacja mogła sięgać koło dziesięciu tysięcy osób. Okolica była bardzo malowniczo położona wśród lasów. Kilka małych jezior, oraz jedno większe powodowały, że w czasie urlopów przyjeżdżało tutaj sporo turystów, jednak w obecnym ponurym okresie poza urlopowym, wszystkim doskwierała nieustanna nuda.
Część 33 / 4
W odległości koło 60 kilometrów znajdowało się miasto wojewódzkie. Należy szczerze przyznać, że ta odległość była z jednej strony plusem, a z drugiej ogromnym minusem. Sporo ludzie dojeżdżało do siedziby województwa do pracy, a w czasie weekendów mało mieszczuchów niestety przyjeżdżało na odpoczynek. Zbyt daleko niestety mieli by ruszyć swoje szacowne cztery litery i przyjechać w ich okolice. Dlatego można szczerze powiedzieć, że nigdy nic się u nich nie dzieje. A tu taka wiadomość.
Radiowóz z policjantami po 15 minutach był już na miejscu. Nie mieli problemów by znaleźć dom, w którym miała miejsce zbrodnia. Grupa ludzi, wyraźnie wzburzona stała wokół zbudowanej na wzgórzu koła kościoła niebyt imponującej chałupki. Była to taka zwykła wiejska murowana chata, kryta drewnianym skośnym dachem. Odrapany w wielu miejscach, wręcz odpadający tynk, wskazywał, że wielkimi krokami zbliżał się czas generalnego remontu. Jednak nie o remoncie rozmawiali głośno ludzie skupieni wokół chaty. Do uszu policjantów dochodziły wzburzone okrzyki:
- Co za zbrodnia,
- To niesłychane...
- Kto mógł to zrobić.
- Na widły takiego..
Na widok policjantów ludzie się trochę uspokoili. Stojący najbliżej sołtys skierował zaraz w ich stronę swoje kroki:
Część 44 / 4
- Co za tragedia. Starą Pikelską zamordowali. Bandzior uciekł w kierunku lasu. Kilkunastu chłopów już pognało za nim, mam nadzieję że o złapią i przyprowadzą.
Zbigniew jako najstarszy stopniem postanowił prowadzić rozmowę. Szczerze powiedziawszy wolałby żeby mieszkańcy nie dopadli podejrzanego, gdyż zapewne do zbrodni doszłaby sprawa za samosąd. Wśród chłopów istniały bardzo silne więzi łączące społeczność, a poczucie sprawiedliwości sprowadzone zostało do starego, ieśmiertelnego wręcz prawa: oko za oko, ząb za ząb. Nie wdając się jednak w te dywagacje Zbigniew podniósł rękę i zapytał:
- Dobrze sołtysie zacznijmy od początku, co wiecie, kto co widział?
Na takie postawienie sprawy adresat wyraźnie się zmieszał:
- No, tak po prawdzie o niewiele wiemy. W pewnym momencie dostałem telefon od Gredy, że zamordowano Pikelską i że gonią bandziora.
Obaj policjanci szybko rozejrzeli się po zgromadzonych, ale niestety tego o którym mówił sołtys nie było wśród nich. Zapewne w dalszym ciągu uganiał się z innymi po lesie. Przypuszczenie to potwierdził rozmówca kontynuując:
- W zasadzie wszystkie chłopy są w lesie, szukając tego drania. Niech on tylko wpadnie im w ręce. W chacie jest młody Pikelski z dwoma babami, które go pilnują by czegoś głupiego sobie nie zrobił, bo w strasznym jest stanie. Zresztą trudno się dziwić dwa lata temu ociec dzisiaj mać, jakieś